Ojciec 1500 plus Ojciec 1500 plus
425
BLOG

Rocznica pierwszej edycji Big Brothera, czyli jak sterować Polakami

Ojciec 1500 plus Ojciec 1500 plus Polityka Obserwuj notkę 11

Internetowy quiz przypomniał mi, że właśnie dziś 17 czerwca przypada 23 rocznica zakończenia pierwszej polskiej edycji programu "Big Brother". Pamiętam, że w trakcie jej trwania akurat brałem udział w kursie pedagogicznym na którym prowadząca zajęcia z psychologii dziewczyna o pięknych oczach bardzo chętnie na marginesie zajęć odnosiła się do tego co się właśnie stało w kolejnym odcinku tego programu. Wspominała o nim także dość często wykładowczyni pedagogiki, która prywatnie jest pasjonatką Neuro-Lingwistycznego Programowania, czyli sztuki takiego wykorzystania pewnych uwarunkowań układu nerwowego człowieka, aby jak najmniejszym wysiłkiem przekonać drugą osobę do tego na czym nam zależy. Obie Panie określiły "Big Brothera" jako doskonałą szkołę manipulacji. Ja sam wiele lat później prowadząc blog obserwujący politykę i media doszedłem do wniosku, że to nie tylko była doskonała szkoła manipulacji, ale także laboratorium z którego wnioski w całości przeniesiono do polskiej polityki... z katastrofalnymi skutkami. Poniżej przytoczę kilka najbardziej bezczelnych sztuczek producentów pierwszej edycji tego programu, których efekty widzimy w polityce i mediach do dziś. 

1. "Oswoić" potwora

Nazwa programu została zaczerpnięta z dystopijno - antyutopijnej powieści George'a Orwella "Rok 1984". W książce pokazany jest obraz supertotalitarnego superpaństwa, które za pomocą technologii, propagandy i terroru w sposób całkowity kontroluje obywateli aż do poziomu ich myśli. Na szczycie tego reżimu stoi partia z tajemniczym przywódcą "Wielkim Bratem" którego nikt realnie nie widział. W programie punktem styczności z książką jest to, że uczestnicy programu są podglądani i podsłuchiwani 24 godziny na dobę oraz to, ze "Wielkiego Brata" nie widzimy. I tu się podobieństwa niebezpiecznie kończą. Bo wprawdzie "Wielki Brat" kontroluje życie uczestników, wprawdzie wydaje im polecenia, które są niekiedy niepopularne i uciążliwe, ale generalnie jest to miły głos faceta, który traktuje uczestników trochę jak dobry tatuś - z jednej strony stawia przed nimi wymagania, a z drugiej wspiera ich psychologicznie. Więc często w "pokoju zwierzeń" można usłyszeć od uczestników "dziękuję ci Wielki Bracie". A stąd już tylko krok do wmówienia naiwniakom, że totalna inwigilacja nie musi wcale być taka straszna i supertotalitaryzm może być spoko. 

2. Sfaulować i wyeliminować faworyta

W pierwszej edycji od pierwszych odcinków zdecydowanym faworytem był Piotr Lato, który tak górował nad resztą, że nie dawał pozostałym uczestnikom zbyt wielkich szans na wygraną. Grał na kilku instrumentach, śpiewał, był dowcipny, towarzyski, inteligentny... Po prostu pewniak. Ale taki pewniak psuł finanse projektu, bo kiedy wszystko było zbyt jasne, oczywiste i przewidywalne, to SMS-ów na poszczególnych kandydatów było za mało i dochody z systemu Audiotele gwałtownie spadały. Więc bezczelnie wykopano Piotrka z programu. Teoretycznie zasadą w programie było to, że uczestnikom nie wolno mówić innym przeciw komu głosowali ani umawiać się przeciw komu będą głosować (głosowanie dotyczyło wyznaczenia dwóch kandydatów do opuszczenia programu, pomiędzy którymi SMS-owym głosowaniem wybierali telewidzowie). Obowiązywało to tylko w teorii, bo uczestnicy kilkakrotnie złamali tę zasadę (i podkreślę, że nie robił tego Piotr Lato) za co otrzymali tylko upomnienia. Aż tu nagle pewnej niedzieli opuszczający program Sebastian Florek poprosił Piotrka o to by odprowadził go do drzwi i na odchodne, gdy pozostali uczestnicy nie widzieli (ale widziały i słyszały kamery i mikrofony) powiedział do niego, że nigdy przeciw niemu nie głosował. Piotrek nieświadomy podstępu odpowiedział, że on też nigdy przeciw niemu nie głosował. Powiedzenie tego było tym bardziej nieistotne, że Sebastian już opuszczał program, więc ta rozmowa nie miałaby żadnego wpływu na decyzje pozostających w programie uczestników... gdyby nie to, że tym razem wydawcy po raz pierwszy i jedyny postanowili być "twardzi" i wyrzucili Piotrka z programu. Jeśli ktoś w tym zdarzeniu (włącznie z zachowaniem Sebastiana F.) widzi wyłącznie przypadek, to mogę mu pogratulować głupoty i naiwności - może spokojnie głosować na będącą mistrzynią psychomanipulacyjnych sztuczek PO, a nawet na Lewicę, w której szeregach natychmiast po tym zdarzeniu podstępny i przekupny Florek zaczął robić karierę polityczną. A jak to się ma do współczesnej polityki? Można mieć tysiąc pretensji do takiego ugrupowania jak PiS, można go szczerze nie lubić i można na nie nie głosować, ale trzeba to obiektywnie przyznać, że jako pierwsze i jedyne potraktowało na serio swoje obietnice wyborcze (zwłaszcza program Rodzina 500+) i znacząco podniosło poziom życia Polaków, o czym w chwili szczerości z ubolewaniem powiedział nawet Sławomir Sierakowski z ultralewicowej "Krytyki Politycznej". W dodatku ten rząd swoją ryzykowną, ale jak się okazało skuteczną polityką silnego wsparcia militarnego i dyplomatycznego Ukrainy odrzucił niebezpieczeństwo klasycznej wojny od naszych granic. Gdyby to ugrupowanie po wyjątkowo trudnej kadencji zdominowanej walką z koronawirusem, koronakryzysem, wojną hybrydową z Rosją i kryzysem migracyjnym na granicy, wojną na Ukrainie, putinflacją i wtórną korona-inflacją wygrało kolejne wybory w stosunku umożliwiającym mu kontynuację rządów (nawet niekonieczne samodzielnych - także koalicyjnych), to mogłyby w przyszłości przyjść spokojniejsze czasy i wówczas ta partia byłaby takim "pewniakiem" jak Piotr Lato - atmosfera musiałaby się kiedyś uspokoić, polityka stałaby się nudna, a pozostałe partie musiałyby liczyć na prawdziwy cud lub na kolejną serię błędów tak fatalnych, że wreszcie słupki pewniaka by spadły do poziomów osiągalnych dla pozostałych (była taka seria na jesieni 2020 roku - wtedy poparcie dla PiS spadło z poziomu 40%+ do 30%+, ale bez silnej presji jak w 2020 popełnienie tak poważnych błędów byłoby dużo mniej prawdopodobne). I nagle latem i jesienią 2023 roku zaczęło dziać się tyle złego, jakby cały świat sprzysiągł się przeciw rządowi PiS (od zdrady Zełenskiego po ucieczkę dwóch generałów). A resztę sobie sami dośpiewajcie. I ten numer z wyeliminowaniem Piotrka pokazuje coś jeszcze, co szczególnie widać w polityce: NIE WSZYSTKICH OBOWIĄZUJĄ TAKIE SAME REGUŁY. Dodam, że w roku 2007 wyglądało to podobnie, ale w roku 2023 zostało przeprowadzone wyjątkowo bezczelnie, na ogromną - nawet międzynarodową skalę. 

3. Doprowadzić do polaryzacji odbierającej rozum

W trakcie jednego z głosowań w którym telewidzowie mieli wybierać między Alicją a... no właśnie... czy Klaudiuszem czy "Gulczasem"... bo pamięć płata figle, a sprawa stała się tak ściśle tajna, że nie udało mi się wygooglać ani jednego artykułu na temat "dogrywki" pomiędzy Alicją Walczak a drugim z uczestników... no w każdym razie Alicja miała wyraźną przewagę (w sensie sympatii telewidzów przekładającej się na SMS-y i szansę na pozostanie w programie). I wtedy wydawcy ściągnęli do programu prawie wszystkich byłych uczestników programu, żeby namawiali telewidzów do głosownia na tego drugiego, który ponoć miał być takim zaj...istym facetem, takim super i cacy, a tak Alicja taka be... Co Ci to przypomina z polityki - zwłaszcza z wypowiedzi "celebrytów" i "autorytetów" (często nie różniących się "poziomem")? Ale to jeszcze nic. Na koniec odcinka ogłoszono, że zwyciężyła i pozostaje w programie Alicja. A następnego dnia ogłoszono, że komputer nie zdążył policzyć wszystkich SMS-ów i jednak zwyciężyć powinien ten drugi (sprawdziłem, Klaudiusz), w związku z tym będzie dogrywka. Jeśli jeszcze wierzysz w to tłumaczenie, to znów Ci "gratuluję" - już teraz możesz się ustawić w kolejce po pizzę obok lokalu wyborczego na osiedlu "Jagodne". No ale to zadziałało. W trakcie dogrywki telewidzowie zostali tak spolaryzowani, że gotowi byli stracić naprawdę widoczne pieniądze, aby tylko w programie pozostał jego kandydat. A wydawcy na tym przekręcie zarobili tyle na SMS-ach, że z samej "dogrywki" można było ufundować kilkadziesiąt nagród głównych. Podobieństwo do świata polityki jest tutaj tak wyraźne i oczywiste, że nawet nie mam co tłumaczyć. 

4. Stworzyć "wirtualną zołzę", aby idioci mieli "wroga publicznego"

Wspomniana przeze mnie Alicja Walczak miała od początku programu "pod górkę". Jako była modelka była ładna, zadbana, atrakcyjna. Dlatego budziła wśród pozostałych uczestników zazdrość i niepokój. Prawdopodobnie z tego powodu była "rekordzistką" pod względem liczby nominacji do opuszczenia domu Wielkiego Brata. Ale z drugiej strony budziła sympatię ogromnej części telewidzów - nie tylko miłą aparycją, ale także dość mocnymi zasadami życiowymi (widać było, że jest osobą wierzącą i nie jest za bardzo lubiana przez towarzystwo, które raczej wolało rzucanie mięsem i życie bez zasad). Była o krok od finału - odpadła z programu na czwartym miejscu w ostatnim głosowaniu przed finałem (obejmował on troje uczestników). Oglądając to, co pokazywano w telewizji można było odnieść wrażenie, że jej przeciwieństwem była Małgorzata Maier. Ta z kolei dość długo unikała nominacji do opuszczenia domu. Ale za to jak tylko pojawiała się na ekranie, to zawsze towarzyszyło temu jakieś knucie, szczucie, obgadywanie, kombinowanie i inne niesympatyczne zachowania. Jak to możliwe, że osoba tak nieprzyjemna weszła do finału? Jak sama stwierdziła po wyjściu i spotkaniu z mamą, materiały zostały zmontowane w sposób tak stronniczy i manipulatorski, że rodzina jej nie poznawała. Jeśli ktoś prowokował nieprzyjemną rozmowę, wówczas do relacji telewizyjnej trafiał dopiero moment od włączenia się do niej Małgorzaty. Jeśli inni uczestnicy spiskowali, to kamery tego nie widziały, ale za to jak ona... przy wybieraniu do krótkiej relacji materiału z 24 godzin nagrań z diabli wiedzą ilu kamer jest naprawdę ogromne pole do manipulacji. I w ten sposób negatywne emocje zostają skanalizowane w określonym kierunku, a tłumem można sprawniej sterować. Tu też analogii w świecie polityki jest tak dużo, że w sumie mógłbym szanując inteligencję czytelników nawet tego nie komentować. Jak wspomniałem wcześniej - nie wszystkich obowiązują takie same reguły. Można powiedzieć, że dla niektórych ugrupowań, a tym bardziej dla niektórych stacji telewizyjnych optymalnym rozwiązaniem byłoby to, aby to stacje wyznaczały zwycięzcę wyborów, a obywatele tylko posłusznie ten wybór potwierdzali. Ale tutaj warto zwrócić uwagę na dwa ciekawe aspekty sprawy. Po pierwsze bardzo słaby wynik Jacka Kurskiego w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Przez lata w TVN wmawiano ludziom, że PiS osiąga tak dobre wyniki tylko dzięki propagandzie tego faceta w TVP. A tu się nagle okazało, że w rzeczywistości PiS osiągał przyzwoite a nawet dobre wyniki wbrew nieudolnej propagandzie tego bardzo nielubianego gościa, aż wreszcie przegrał, bo propagandowa dysproporcja w porównaniu z wysokim poziomem propagandy TVN-u była zbyt rażąca. Po drugie to "afera Pegasusa". Skąd wiemy, że Adam Hofmann wypił sobie za dużo w sztabie wyborczym Zdzisława Pupy w Mielcu i pozwalał sobie na seksistowskie żarty z wielkością przyrodzenia w roli głównej? Z zapisów podsłuchu założonego w sztabie PiS i opublikowanego przez PO. A skąd wiemy, że Jerzy Wilk kandydując na prezydenta Elbląga w prywatnej rozmowie wyrażał zdenerwowoanie tym, że musiał się dogadywać z ludźmi z Ruchu Palikota?  Z zapisów podsłuchu założonego w sztabie PiS i opublikowanego przez PO. A z jakiego powodu w wyniku Afery Watergate prezydent Richard Nixon musiał opuścić stanowisko? Bo jego ludzie założyli podsłuchy u Demokratów tak jak PO w sztabie PiS. No i teraz nagle mamy uwierzyć w to, że PO jest w tej sprawie czysta jak łza dziewicy, a PiS jest zły i podły, bo podsłuchiwał wszystkich, a zwłaszcza sztab PO za pomocą systemu "Pegasus" choć w przestrzeni publicznej nie pojawiły się żadne rozmowy zarejestrowane tym systemem. A na marginesie tej sprawy pojawia się wątek "Funduszu Sprawiedliwości" w którym cały "materiał dowodowy" to efekt dwóch lat prowadzenia podsłuchów przez podstawionego przestępcę ucharakteryzowanego na Pana Kleksa, który jeszcze w czasach gdy PiS był u władzy przyjął od Romana G. przestępczą ofertę "amnestii" za zebranie materiałów obciążających polityków PiS. Żeby sprawa była bardziej cuchnąca, to Roman G. tę ofertę kilkakrotnie przedstawiał publicznie w mediach. Za mało smrodu? To trzeba dodać, że Roman G. w tej sprawie występuje w podwójnej roli: obrońcy "Pana Kleksa" i przewodniczącego zespołu parlamentarnego badającego "pisowskie zbrodnie". No w porównaniu z tym nawet bajki o "spontanicznym wyznaniu" Florka, które wyrzuciło Piotrka z programu i "przypadkowym zapchaniu się serwera" które doprowadziło do ustawki w postaci "dogrywki" między Alicją a kandydatem reklamowanym przez celebrytów brzmią bardzo wiarygodnie. Nawiasem mówiąc próby wyszukania jakiegokolwiek artykułu o taśmie ze sztabu PiS w Mielcu i taśmie Wilka w Elblągu nie przyniosły spodziewanych rezultatów, więc albo się algorytm wyszukiwania w Google zebździł i dostał sklerozy na miarę polskiego wyborcy, albo licho wie co się w tej PO-lsce dzieje. 

5. Wygrał zbyt normalny? Trzeba temu zapobiec w przyszłości!

Widać było, że wydawcy dwoją się i troją, aby finał wygrała Manuela sprawiająca wrażenie głupiej, ale medialnej, a w żadnym wypadku nie wygrała go Alicja (odpadła na ostatniej prostej) lub kreowana na zołzę i czarownicę Małgosia. A tu ZONK - gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Telewidzowie pod nieobecność młodego Piotra Lato wybrali Janusza Dzięcioła - faceta w sile wieku sprawiającego wrażenie poważnego mężczyzny, na którym można polegać. Cóż za niefart! Oczywiście Dzięcioł skonsumował sukces dostając się do Sejmu z list PO (choć to raczej PO skonsumowała Dzięcioła i jego popularność). Natomiast stacja TVN postarała się o to aby taki proceder nigdy już się nie powtórzył. Do kolejnych edycji kwalifikowała takich "oryginałów", że nie tylko ekscesy typu: uprawianie seksu przed obiektywami kamer, kult jednorożca, ale nawet załamania psychiczne i nerwowe stały się regułą. Big Brother stał się synonimem głupoty lub udawania idioty przed kamerą. Ale za to wielu uczestników pierwszej edycji zrobiło karierę w mediach. Z drugiej edycji zapamiętałem tylko jedno: jak jedyny w miarę normalny facet w tym towarzystwie w pewnym momencie po długiej chwili milczenia, bez pożegnania powiedział "co ja tutaj robię?" po czym wskoczył na mur, przeszedł po nim i zeskoczył po drugiej stronie opuszczając wbrew wszelkim regułom dom Wielkiego Brata. Tylko czy ta scena nie była "ustawką"? Sam tego nie jestem pewny. 

Zamiast podsumowania

Chciałbym móc napisać na koniec, że na szczęście nie wszyscy Polacy są głupi i nie wszystkimi można sterować za pomocą psychomanipulacyjnych sztuczek TVN-u. Ale przecież sterować można nie tylko bezpośrednio, ale także pośrednio przez akcję i reakcję. Czyli nawet osoba, która nie tylko nie ogląda TVN-u, ale nawet wcale nie ogląda telewizji może także ulegać manipulacji. Więc czy w dzisiejszym świecie są jeszcze jacykolwiek ludzie wolni i niezmanipulowani? Tego także nie jestem pewny - tak samo jak spontaniczności opuszczenia domu przez jednego z uczestników. Sam po sobie wielokrotnie zauważyłem (największy szok był 10 kwietnia 2010 gdy przeanalizowałem swoją reakcję na wiadomość o Smoleńsku) jak mimo ŚWIADOMOŚCI tego, że jestem poddawany manipulacji, mimo wszystko trochę jej ulegam i choć staram się pilnować to trochę tego jadu jaki kolportują dziś wszystkie media we mnie wsiąka. Czy są jeszcze w Polsce jacykolwiek ludzie wolni i niezmanipulowani? Tym razem w podsumowaniu nie napiszę nic i wnioski pozostawię Czytelnikom. Zachęcam do podzielenia się nimi pod artykułem! 

Post Scriptum (dopisane następnego dnia)

Udało mi się sprawdzić kto był rywalem Alicji w "dogrywce". Pamięć mnie nie myliła - rywalem był Klaudiusz, a "Gulczas" był jednym z namawiających do głosowania na Klaudiusza. Wygooglałem to na forum Gazety Wyborczej. Co tam się działo w komentarzach - TO TRZEBA ZOBACZYĆ! Ale uwaga! Tego się nie da "odzobaczyć"!

https://forum.gazeta.pl/forum/w,14,7403,7403,KLAUDIUSZ_WRACA_TVN_POTWIERDZA_PRZEKRET_.html 

Patrząc jak niektórzy się napalili na to głosowanie (zwłaszcza hejtujący Alicję zwolennicy Klaudiusza, a zwłaszcza zwłaszcza taki jeden, który rozpoczął ten wątek), jak wylewali z siebie złośliwości (najbardziej wkurzało ich to, że Alicja się modliła przed snem - uważali to za przejaw "fałszywości" i "zakłamania"... ech ci czytelnicy GW), jak w ciemno kupili plotkę o tym, że ze zwycięstwem Alicji to był jakiś "przekręt" oraz z jaką pewnością siebie i pogardą dla innych odrzucali wszystkie przestrogi, że jedynym przekrętem w tym przypadku było doprowadzenie do "dogrywki" mającej tylko wyciągnąć od nich kasę z SMS-ów, DOSZEDŁEM DO SMUTNEGO WNIOSKU, ŻE GDYBY SIĘ TAKI MANIPULATOR JAK TUSK NIE OBJAWIŁ, TO TVN Z WYBORCZĄ MUSIAŁYBY GO WYMYŚLIĆ I STWORZYĆ - już wtedy był popyt na taką kanalię. A ja się głupi na swoim blogu z oburzeniem zastanawiam od lat dlaczego Donald Tusk tak pluje w twarz swoim "wykształconym" wyborcom i dlaczego oni na to pozwalają!? Oni to kochają! Od zawsze istnieje grupa ludzi, dla których nie jest ważne aby mieć dobrze, aby ich dzieci i rodziny miały dobrze, tylko dla której jest ważne, aby inni mieli źle, bo wtedy czują się od nich lepsi. Jak ktoś jest ładny, to najchętniej oblaliby go kwasem lub przynajmniej przeczytali news o jego chorobie nowotworowej, jak ktoś jest bogaty, to najchętniej ograbiliby go ze wszystkiego, jak ktoś jest mądry, zdolny, pracowity to najchętniej odebraliby mu wszystkie tytuły naukowe, medale sportowe i nagrody artystyczne ze względu na nieprawomyślność polityczną, "mowę nienawiści" oraz "ukryty rasizm i antysemityzm", jak ktoś jest dobry, to najchętniej widzieliby jego upadek, jak ktoś ma gromadkę dobrze wychowanych, uczących się i rozwijających swoje zainteresowania dzieci, to najchętniej zepchnęliby go wraz z dziećmi w nędzę i patologię, a jak ktoś jest u władzy, to najchętniej widzieliby go w więzieniu lub jeszcze lepiej na szafocie. I tutaj żadna edukacja nie pomoże. Każda wiedza będzie przez nich wykorzystywana WYŁĄCZNIE do RACJONALIZOWANIA absurdów, aberracji i dewiacji swoich oraz tych, którzy powtarzają im "ty jesteś super, mądry i dobry - ci drudzy to ZŁO" Każde źródło które tego nie potwierdza będzie BEZ ŻADNEJ REFLEKSJI ODRZUCONE. Więc oni nigdy nie zmądrzeją i nigdy nie zmienią zdania. Są CHORZY jeśli nie ma kogoś, kto nimi sprawnie manipuluje. Najbardziej było to widać po tym jak byli smutni i zagubieni gdy Tusk był zagranicą, w kraju Schetyna i Budka radzili sobie dość niemrawo, zaś PiS osiągał sukcesy, a głosujący na niego "motłoch" miał godnie wynagradzaną pracę, edukował i posyłał na dodatkowe zajęcia swoje dzieci, a nawet (o zgrozo!!!) jeździł z nimi na wakacje. Gdy tylko Tusk wrócił i wstrzyknął im dawkę jadu nienawiści, to natychmiast odzyskali werwę i złapali wiatr w żagle (no dobra, kończę już, bo artykuł był fajny, zwięzły, bez pisania o oczywistościach i z pozostawieniem pola na własną aktywność umysłową Czytelnika, a w Post Scriptum znów zaczynam się rozpisywać i tłumaczyć wszystko "jak krowie na granicy"). W latach trzydziestych XX wieku grupa takich ludzi opanowała niemieckie piwiarnie i pomstowała na Żydów. A w latach obecnych... sami sobie dopowiedzcie. W jednym i drugim przypadku psychopatyczny przywódca trafił na podatny grunt i wydobył z nich to, co najgorsze.

Dlaczego "Ojciec 1500 +"? Z czystej przekory, na złość tym, co widzą w nas "patologię". Błędem, jaki popełniłem prowadząc mój wcześniejszy blog polityczny (Peacemaker) było wdawanie się w dyskusję z trollami i hejterami. Dlatego tutaj przyjmę radykalną strategię wobec osób rozwalających dyskusję i naruszających dobra innych - będę usuwał drastyczne komentarze, banował trolli i hejterów, a omentarze najbardziej ośmieszające hejtera pozostawiał dla potomności ku przestrodze (o nile nie naruszają prawa i dóbr osobistych. Jeśli chcecie mnie tu wkręcać w swoją spiralę nienawiści, to odpuśćcie sobie. "I got a peaceful easy feeling" jak to śpiewała moja ulubiona grupa The Eagles i nie mam zamiaru tego popsuć ani zmieniać.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka