Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
154 obserwujących
688 notek
1556k odsłon
  3664   2

Czy ktoś zacznie nawoływać do " Pax Europaea"?

W czasach, gdy rozsądek zdaje się opuszczać zachodnie kancelarie i europejskie redakcje prasowe, gdy zbiorowa antyputinowska histeria zdaje się zastępować głęboką refleksję i nieuchronną polityczną reakcję, kiedy Polska zdaje się wyrywać na pierwszą linię frontu wojny z Rosją, warto przypomnieć o pewnym słowie, o którym wszyscy nie tyle chyba zapomnieli, co nie chce im to słowo przejść przez gardło. To słowo brzmi: Pokój, Pax Europaea (łac.: pokój europejski; od historycznego Pax Romana). Co prawda papież Franciszek, chyba jako jedyny z ważnych ludzi na świecie wzywa i nawołuje do pokoju, ale za to mu się obrywa, jest mocno krytykowany i tylko chyba szacunek do Jego Świątobliwości nie pozwolił nazwać go "ruską onucą".


Czytając, czy też oglądając media, w których roi się od podżegaczy wojennych trzeba sobie zadać pytanie, komu i dlaczego na nastrojach wojennych zależy? Nie będę odkrywczy, jeżeli napiszę, że każda wojna to wielki biznes, przy czym istnieje zależność - im większa wojna, tym większy biznes. Przykładem umiejętnego wykorzystania wojny do budowy imperium finansowego może być rodzina Rothschildów. Założyciel potęgi rodziny, Mayer Amschel, początkowo skupiał się na handlowaniu monetami i luksusowymi towarami, jednak na naprawdę dużą skalę jego biznes rozkręcił się podczas Rewolucji Francuskiej i wojen napoleońskich, kiedy Rothschild uczestniczył w handlu bronią, bawełną, wełną, szmuglowaniu pieniędzy. Dziś bezsprzecznie największymi beneficjentami wojen są koncerny zbrojeniowe. Wszelkie konflikty napędzają zapotrzebowanie na broń, a to gwarantuje kontrakty dla firm, takich jak Lockheed Martin, Boeing, Northrop Grumman, czy Raytheon. We współczesnych konfliktach lista firm, które węszą w nich interes jest coraz dłuższa. Zaopatrywanie wojsk jest interesem idealnym, o czym przekonały się podczas wojny w Iraku takie koncerny jak Bechtel, KBR, Blackwater czy Halliburton. Po każdym konflikcie pozostaje pogorzelisko, które trzeba uprzątnąć. I w tym momencie wchodzą firmy, które zajmują się utylizacją niewybuchów, likwidacją składów broni. Takie niszowe firmy, jak Environmental Chemical Corporation, która na wojnie w Iraku i Afganistanie zarobiła 1,5 mld dolarów, z pewnością zacierają ręce, gdy w jakiejś części świata robi się gorąco.


No i zrobiła się całkiem długa lista firm... amerykańskich. Przypadek? Napiszę klasykiem: nie sądzę. Faktem jest także, że Stany Zjednoczone wydają więcej pieniędzy na zbrojenia niż kolejne 15 najmocniej uzbrojonych państw razem wziętych. O skali wydatków na cele wojenne świadczą liczby. W 2008 r. Pentagon co pięć sekund wydawał więcej pieniędzy w Iraku, niż przeciętny Amerykanin zarabia w ciągu całego roku. Ale biznes musi nie tylko się zgadzać, ale przynosić zyski. Jedynym sposobem na zysk jest... wojna. Stąd wniosek, że z wojny na Ukrainie USA ma potężny interes finansowy, a skoro tak, to niewątpliwie Stanom Zjednoczonym na tej wojnie zależy, a nawet więcej: USA jest zainteresowane wojną jak najdłużej trwającą. I jak najbardziej rozległą, przy założeniu, żeby była ona jak najdalej od granic amerykańskiego mocarstwa.


Tyle biznes. A polityka? Warto przypomnieć kilka faktów. Kto był agresorem w Serbii, Libii, Iraku, Syrii i Afganistanie. Z "sukcesami", które znamy...? Jakby nie patrzeć, wychodzi na to, że USA. Dziś wszyscy płaczą nad losem Ukrainy, ale ci sami płaczkowie oklaskiwali bombardowanie nieszczęsnej Serbii, niesłusznie oskarżonej o ludobójstwo. Zbrodnicze bombardowanie małego kraju, który nikogo nie zaatakował, trwało 78 dni. Samoloty NATO wykonały 38 000 lotów, które zakończyły się licznymi błędami i ofiarami wśród ludności cywilnej. Gdy Putin nie zgadza się, by Ukraina stała się wysuniętą bazą NATO na granicach Rosji, to nikt nie raczy zauważyć, że jest to dokładnie to samo, czego odmówił Kennedy w 1962 roku, gdy Chruszczow chciał zainstalować swoje rakiety nuklearne na Kubie. Nikt też nie zadaje pytania, dlaczego Ukraina nigdy nie przyznała autonomii prorosyjskiemu Donbasowi, co prawdopodobnie zapewniłoby pokój w tej części świata, chociaż do tego zobowiązywały Porozumienia Mińskie.


Warto też przypomnieć wygasły już Traktat o Przyjaźni, Współpracy i Partnerstwie między Ukrainą i Federacją Rosyjską. Z punktu widzenia interesów Rosji istotny  był artykuł 6, w którym strony zobowiązywały się powstrzymywać od jakichkolwiek działań lub poparcia dla takowych, gdyby były one skierowane przeciwko drugiemu krajowi podpisującemu Traktat. Ukraina i Rosja gwarantowały sobie, że nie dopuszczą, aby ich terytorium była wykorzystana ze szkodą dla bezpieczeństwa partnera. Co prawda - jak wspomniałem -  Traktat przestał obowiązywać dokładnie 31 marca 2019 roku, ale w tej klasycznej umowie "coś za coś" widać wyraźnie, że Rosja bardzo mocno kładła nacisk na neutralność militarną Ukrainy. Ten nacisk przejawia się także w innych porozumieniach dwu i wielostronnych. Kijów i Moskwa są związane Kartą Narodów Zjednoczonych oraz Aktem Końcowym KBWE odnośnie wzajemnego respektowania integralności terytorialnej, a także wciąż obowiązującą umową dotyczącą nawiązania stosunków dyplomatycznych z 1992 roku. Neutralność militarna Ukrainy to klucz do zrozumienia tej wojny w ogóle i można niemal ze 100 procentową pewnością założyć, że gdyby ten warunek został spełniony, Rosja powstrzymała by się od agresji. Obecność na Ukrainie licznej grupy oficerów Pentagonu i specjalistów od biologii, na pewno w utrzymaniu pokoju nie pomogła.

Lubię to! Skomentuj290 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka