Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
152 obserwujących
693 notki
1566k odsłon
  876   7

O "denazyfikacji" na Ukrainie

Luty 2017 roku. Prezes PiS, Jarosław Kaczyński  w rozmowie z "Gazetą Polską":"Wspieramy niepodległość Ukrainy, rozwój demokracji w tym kraju, jednak nie zrezygnujemy z upominania się o prawdę.(...) Jakiś czas temu długo rozmawiałem z prezydentem Poroszenką i powiedziałem mu wprost: z Banderą do Europy nie wejdziecie, trzeba wybrać - albo integracja z Zachodem i odrzucenie tradycji UPA, albo Wschód i wszystko, co się z nim wiąże. (...) Społeczeństwo ukraińskie, politycy ukraińscy stoją przed taką właśnie alternatywą. Nie można prowadzić polityki w oderwaniu od rzeczywistości, a ona wygląda tak, jak powiedziałem panu Poroszence. Sęk w tym, że świadomość tego muszą mieć obie strony i obie strony muszą temu przeciwdziałać. Takiej postawy po stronie ukraińskiej nie dostrzegam".

Lipiec 2017 roku. Ambasador Polski na Ukrainie zostaje wezwany do tamtejszego MSZ. Ukraińskie MSZ jest "oburzone" wypowiedzią szefa polskiej dyplomacji, Witolda Waszczykowskiego, który w wywiadzie dla tygodnika "W Sieci" mówił o stosunkach polsko-ukraińskich w kontekście polityki historycznej:  "Nasz przekaz jest bardzo jasny: z Banderą do Europy nie wejdziecie. Mówimy to i głośno, i cicho."


Dziś, kiedy tylko ktoś z krytyków faktycznego odradzenia się nazizmu na Ukrainie, upomina się stworzenie dla niego niezbędnych barier, w Polsce natychmiast zostaje oskarżony o to, że uprawia fałszywą propagandę Kremla, na "zachodzie" natomiast,  gdzie nazizm nie pozostawił blizn, większość  wzrusza ramionami, odwraca wzrok, udając, że problemu nie ma. Zresztą bardzo prawdopodobna jest teza , że gdyby naziści zadowolili się eksterminacją Romów, Polaków i Rosjan, już dawno zostaliby przez UE zrehabilitowani. Jedyną przeszkodą jest eksterminacja Żydów. Ale nadejdzie czas, kiedy i to zostanie zapomniane, tak jak wygodnie zapomina się, że Bandera był zbrodniarzem.


Zostawmy jednak Banderę, bo równie "ciekawy" jest wątek związany z ukraińską dywizją "Galizien”. Czy Niemcy byli aż tak zdesperowani, by werbować znienawidzonych przez siebie Słowian? Czy może raczej... nie uważali Ukraińców za Słowian? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw wyjaśnić samą nazwę tej dywizji" Galizien". My, Polacy uważamy Galicję za sztuczny twór utworzony jako usprawiedliwienie dla rozbiorów Rzeczpospolitej pod koniec XVIII wieku. Tymczasem niemieccy naziści spoglądali na tę kwestię zupełnie inaczej. Jak wyjaśnia Christopher Hale w książce "Kaci Hitlera. Brudny sekret Europy”, eksperci Głównego Urzędu Rasy i Osadnictwa SS byli przekonani, iż około 25 procent populacji Rusinów (to jest Ukraińców) posiada znaczną ilość germańskiej krwi. I tak głównym architektem utworzenia ukraińskiej dywizji Waffen-SS był Otto von Wächter – nazistowski aparatczyk narodowości austriackiej, który od lutego 1942 roku pełnił funkcję gubernatora dystryktu galicyjskiego Generalnego Gubernatorstwa. Już sam fakt utworzenia takiego dystryktu odzwierciedlał popularną wśród nazistów opinię na temat Galicji i jej mieszkańców.


Dzięki temu Galicję można było uznać za obszar na którym należało jedynie rozbudzić prawdziwą, niemiecką tożsamość ludności, która błędnie uważała się za Ukraińców. Szef SS, Heinrich Himmler, poparł taką wizję, a nawet zdołał przekonać do niej Hitlera. Ten zresztą co do idei także się z nią zgadzał – w końcu był Austriakiem i jako taki widział w Galicji utraconą prowincję. Na terenie dystryktu galicyjskiego Generalnego Gubernatorstwa można było rozpocząć rekrutację, ale pod jednym, ścisłym warunkiem. Himmler i Hitler zgodzili się na utworzenie dywizji galicyjskiej, ale nie ukraińskiej. I wbrew powszechnej opinii właśnie taką dywizją była SS-Galizien. Nie wiadomo dokładnie, czy Ukraińcy zdawali sobię z sprawę  z tego ( i w jakim ewentualnie stopniu ) że proponowana im "własna” dywizja ma na celu przyspieszenie likwidacji narodu ukraińskiego, a nie wzmocnienie jego pozycji w ramach hitlerowskiego imperium. Być może bardziej do nich trafiała opinia Himmlera, który oświadczył, że zadaniem 14 Dywizji Grenadierów SS "Galizien” jest zapoznanie ludności ukraińskiej z pojęciem bycia Niemcami. W każdym razie podczas miesięcznej rekrutacji zgłosiło się – bagatela – 81 999 Ukraińców. Młodych mężczyzn gotowych oddać życie za Hitlera i za… Galicję.


Jednak ten prawie oficjalny rys historyczny budzi sporo skrajnych wątpliwości. Dotyczących głownie tego, czy "Galizien" była bardziej niemiecka, czy jednak ukraińska. Jest faktem, że hymnem marszowym "zgermanizowanej" SS ”Galizien" był: " Ще не вмерла Українa", co przy twierdzeniu o "germanizacji” dywizji stawia ogromny znak zapytania. Podobnie rzecz  ma się z godłem tej ukraińskiej dywizji - chodzi o złotego lwa, który oprócz "tryzuba" jest godłem Ukrainy. Ów lew, w óżnych pozach, istnieje bodaj od XII wieku, oficjalnie przyjęty w 1918. Ten złoty lew zloty lew był godłem tzw. Armii Halickiej, która unicestwiła nasze  "Orlęta Lwowskie”. Lew tej armii też był  ustawiony pionowo, w podobnej pozie, jak na godle ukraińskiej "Galizien".

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale