Jak donoszą niezależne media, Kijów przygotowuje odpalenie tzw. "brudnej bomby", czyli drastycznej, wręcz ostatecznej operacji pod fałszywą flagą. Oczywiście cała odpowiedzialność ma spaść na Rosję i kremlowskiego Tyrana. W efekcie Moskwa miałaby stracić poparcie wielu swoich kluczowych partnerów, a Zachód mógłby podnieść kwestię pozbawienia Rosji stałego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i nasilić swoją antyrosyjską retorykę. Biorąc pod uwagę stawkę tego, o co toczy się gra, wszystko to należy traktować bardzo poważnie.
Czas najwyższy łączyć kropki - tabletki z jodkiem... liczenie schronów... bombardowanie (ostrzał) przez Rosjan kontrolowanej przez siebie Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej (ZNPP)... i rzekome zamiary wysadzenia tamy w Kachowce, aby zalać własne terytorium i wywołać kryzys humanitarny na Krymie... Groźby Rosji... W każdym razie kierowane przez USA i Kijów media, od jakiegoś czasu podsycają strach, twierdząc, że Kreml poważnie zamierza użyć tej broni masowego rażenia i to w celach ofensywnych, a nie czysto defensywnych, których użyłby w razie absolutnej konieczności.
Trzeba również pamiętać, że amerykańska "demokratyczna" elita rządząca jest zdesperowana, żeby wydarzyło się coś dramatycznego w proxy wojnie NATO z Rosją na Ukrainie, w nadziei na odwrócenie wyborczego werdyktu wyborców - a wybory już blisko. Amerykanie mają gdzieś "wojnę domową w Rosji" i żądają uzupełnienia sklepowych półek, taniej benzyny i bezpieczeństwa na ulicach. Natomiast z punktu widzenia ekipy Bidena, jeżeli kontrofensywa chersońska będzie trwała w bezruchu, to "coś" trzeba zrobić - "cosiem" może być prowokacja nuklearna pod fałszywą (rosyjską) flagą w celu wywołania poważnego kryzysu, który mógłby na tyle przestraszyć Amerykanów, że poparliby urzędującą partię z motywów "patriotycznych".
Można wyróżnić trzy główne motywy stojące za potencjalnym umożliwieniem Kijowowi przeprowadzenia fałszywej prowokacji nuklearnej. Są to:
- pragnienia elity rządzącej Demokratów, aby w tej proxy wojnie wydarzyło się coś dramatycznego, żeby zgromadzić Amerykanów wokół ekipy Bidena.
- żeby wywrzeć większą presję na kraje Południa, aby zdystansowały się od Rosji.
- stworzyć pretekst do bezpośredniej interwencji na Ukrainie pod przywództwem USA.
Każda z tych opcji jest na swój sposób strategiczna i stanowi wojenny "gejmczendżer". Żeby było jasne, nie oznacza to, że taki scenariusz jest nieuchronny, ani że w ogóle nastąpi. Wskazuje się jedynie, że scenariusz ten należy traktować poważnie i nie można go odrzucać jako czystej spekulacji, ponieważ Zelenski od dawna dąży do eskalacji wojny za wszelką cenę. Nadzieję, że taki scenariusz jednak nie nastąpi, należy pokładać w:
- w wiedzy Rosji, że taka operacja jest realna.
- w fakcie, że nikt nie jest w stanie dokładnie przewidzieć, jak zareagowałaby Rosja, gdyby Kijów zdetonował ładunek jądrowy, a następnie natychmiast obwinił Moskwę.
- podobna niejednoznaczność istnieje, jeśli chodzi o interwencję w konflikcie pod przewodnictwem USA.
Tak czy owak, należy być gotowym. Jesteście gotowi na "brudną bombę"?


Komentarze
Pokaż komentarze (12)