kemir kemir
606
BLOG

Anatomia klęski

kemir kemir Wybory Obserwuj temat Obserwuj notkę 50

Przyznam, że jestem rozczarowany i rozdarty wynikiem wyborów. Z jednej strony cieszę się, że PiS dostał to, o co sam od 2020 roku się prosił, z drugiej nie pojmuję, że antyPis zyskał tak bardzo miażdżącą przewagę. Ludzie jakoś zbyt łatwo i głupio zapomnieli, że " nikt nie da ci tyle, co obieca Tusk", a rządy tego Opozitionsfuhrera, to prawdopodobnie powtórka zakupów na zeszyt, nieustający hołd berliński i "nowoczesny postęp", napisany przez współczesnych marksistów w Europie zachodniej. Zadziwiające, że Polacy tak gremialnie zagłosowali na swoich oprawców sprzed 2015 roku, ale - pomijając jakieś rozważania o syndromie sztokholmskim - świadczy to o tym, że PiS mocno ludziom zalazł za skórę. Za mocno.


Nie lubię wchodzić w buty faceta, który z dumą obwieszcza - a nie mówiłem? Niemniej zrobiłem sobie wczoraj przegląd moich artykułów z lat 2019/2020 ( jeszcze sprzed tzw. pandemii, która przelała moją czarę goryczy) i - niestety - wszystko co pisałem o PiS, wszystkie błędy jakie wytykałem, prawie wszystkie scenariusze jakie kreśliłem, się potwierdziły. Tych artykułów było kilkanaście, cytowanie z nich fragmentów byłoby nudne jak flaki z olejem, ale pozwolę sobie na jeden z nich (jesień 2020):


"Najwięksi przeciwnicy PiS muszą przyznać, że tempo wprowadzania oczekiwanych zmian w Polsce było tempem huraganu - i to mimo destrukcyjnych działań sił opozycyjnych uprawiających ewidentny sabotaż, godzący tyle w demokratycznie wybrany rząd, co w polskie interesy i większość społeczeństwa. Działo się tak, ponieważ mechanizm "dobrej zmiany" działał jak dobrze zaprojektowana i wykonana maszyna, obsługiwana przez sprawnych i kompetentnych operatorów. I nagle kierownictwo PiS ( czytaj: Jarosław Kaczyński) wpadło na genialny pomysł zastąpienia dobrego lepszym i biało-czerwona drużyna spakowała manatki, żeby za jakiś czas odnaleźć się na lukratywnych, acz zupełnie nieefektywnych dla Polski posadach europosłów w  Brukseli. Na polskim pokładzie pojawił się za to w pełnej krasie Mateusz Morawiecki, człowiek, który z nie do końca zrozumiałych powodów stał się Wielkim Pupilkiem i Ulubieńcem Jarosława Kaczyńskiego. Ale Mateusz Morawiecki jako number one i tak wzbudził w wielu podobnie do mnie myślących ludziach nadzieje na przyśpieszenie, wyrwanie się z ograniczeń, które dopadły rząd Beaty Szydło. Dziś już widać, że, jak zwykle, na gadaniu się skończyło. Bo aby coś zrobić, trzeba mieć odpowiednie narzędzia. Nie można brać się za modernizację maszyny mając tylko młotek, a polskie państwo jest na dziś pozbawione sprawnej maszyny, którą próbuje się naprawić właśnie młotkiem.

(...) po wyborach prezydenckich PiS dostał wszystko, co potrzebne do uruchomienia zmodernizowanej maszyny i osiągnięcia maksymalnie możliwej efektywności w  działaniu. Bez jej uruchomienia nie ma mowy o realizacji kluczowych i strategicznych dla Polski inwestycji: CPK (?), budowy dróg, rozwoju kolei, modernizacji energetyki, elektryfikacji motoryzacyjnej i wspierania polskiego przemysłu i przedsiębiorczości. A przecież palące stają się problemy służby zdrowia, szkolnictwa, budownictwa mieszkaniowego, polityki zagranicznej i kwestii światopoglądowych. Działając w dotychczasowy sposób, nie mamy szansy na awans do klasy państw takich jak Francja, Szwecja czy Wielka Brytania ( do czego dążyć musimy i podobno dążymy), bardzo się między sobą różniących, ale podmiotowych. Takich, w których polityka jest uprawiana na poważnie. W których można powiedzieć: "Zrobiliśmy błędy tu i tam, ale to my za te i tamte sprawy się wzięliśmy, a błędy wkrótce naprawimy, chociaż mamy takie i owakie problemy". A nami nadal rządzi przypadek i reagowanie wsteczne, rzadko "do przodu". Wymiana elit i zmiana obsady stanowisk publicznych rozpala emocje, ale sama w sobie nie może rozwiązać naszych głównych problemów. Gdyby to jeszcze były lepsze kadry. Ale to są ludzie dobierani mniej więcej tak samo, jak robili to poprzednicy, chociaż może trochę mniej bezczelnie. Do tego dochodzi popełnianie mnóstwa drobnych błędów, które jednak zatrważająco świadczą o nieprzygotowaniu do piastowania władzy. Te mankamenty maskować ma propaganda w  TVP, ale Jarosław Kaczyński chyba już do końca świata nie zrozumie, że skutek jest dokładnie odwrotny, bowiem takiej siermięgi w zarządzaniu mediami publicznymi po 1989 roku jeszcze nie było. Jeżeli tego całego "pakietu" spraw bieżących i programowych nie uda się rozwiązać, PiS może zapomnieć o jakichkolwiek wygranych następnych wyborach.


(...) Między baśnie z mchu i paproci można włożyć tezę, że "ZP wyłożyło się na norkach" - ZP "wykłada" się na nieznajomości realiów i oczekiwań wyborców oraz niewiedzy, że polityki korzystnej dla wszystkich po równo zwyczajnie nie ma. Gdy widzę to, co się dziś dzieje i staram się ogarnąć przyszłość ZP w dalszej perspektywie, to przypomina mi się "Wesele” i słowa, których naprawdę nie chciałbym wkrótce dedykować Jarosławowi Kaczyńskiemu: "Miałeś, chamie, złoty róg, miałeś, chamie, czapkę z piór”.


W komentarzu na gorąco po wyborach właśnie te słowa Kaczyńskiemu zadedykowałem. W stu procentach słusznie. Wielokrotnie przecież pisałem, że PiS pod wodzowskim panowaniem Kaczyńskiego jest partią skostniałą, bez elastycznych i kreatywnych struktur regionalnych, ale za to z przerośniętym centrum pełnym przytakiwaczy i klakierów Prezesa. Z dziesiątkami ludzi pogonionych przez to centrum - tylko dlatego, że nie do końca entuzjastycznie Prezesowi klaskali i mieli czelność mieć nieco inny ogląd na politykę partii. Tak nowoczesna partia działać nie może. Po prostu. Do ludzi bowiem nie trafia opasły tom z napisanym niezrozumiałym językiem program - choćby był to najlepszy program na świecie. Do ludzi trafi prosty przekaz: to zrobiliśmy, a to nie. Tu się pomyliliśmy, tu zawiedliśmy. Przepraszamy, bierzemy się za naprawę. I za tym idą czyny. Konkrety, w tym personalne. Ale jeżeli komuś się wydaje, że wszystko da się przykryć propagandą sukcesu, rozdawnictwem pieniędzy i wybielaniem (lub chowaniem) nieudaczników, to żyje w alternatywnej rzeczywistości. Twórca "W tyle wizji", Marcin Wolski, w krążącym w sieci filmiku sam przyznaje, że TVP uprawiało propagandę jak PZPR w latach 70-tych. Że to był przekaz do partyjnego "betonu", który przecież i tak głosowałby na PiS.


No właśnie. PiS nie miał nic do zaoferowania wyborcom centrowym i takim jak ja: dotychczasowym wyborcom partii, którzy wyraźnie widzieli rysy na pisowskim szkle. Nie zrobili nic, żeby tych wyborców zatrzymać. Co więcej - w myśl zasady "kto nie z Mieciem, tego zmieciem" rozpętywali nagonki nienawiści, w których brylowali pisowscy hejterzy. Czyli beton. I tylko z tym betonem PiS na tą chwilę został. Na jak długo? Jeżeli nikt nie zmieni obecnego PiS w coś, co kiedyś nazwałem PiS 2.0 to na długo.Wnioski? Kaczyński na emeryturę, niech sobie zostanie Honorowym Prezesem Mentorem. Zasłużył. Morawiecki - won! Klaskacze i miernoty tylko przytakujące Kaczyńskiemu - won! Trzeba odbudować (stworzyć?) prężne struktury terenowe, czyli zdecentralizować partię! Otworzyć prawą stronę sceny politycznej i zrzec się statusu prawicowego monopolisty. To wręcz niewiarygodne, że po ośmiu latach rządów, PiS okopał się na pozycji oblężonej twierdzy i nie ma żadnych zdolności koalicyjnych. Czyli nikt nie zadbał o plan "B", a nawet - jeżeli rysowały się jakieś perspektywy sojuszy - bez zmrużenie oka je niszczył. To był/jest albo sabotaż, albo niebotyczna głupota.


Ponoć uczymy się wyłącznie na błędach. Czy Pis nauczy się czegoś na tych swoich? Oto jest pytanie.... 

kemir
O mnie kemir

Z mojego subiektywnego punktu widzenia jestem całkowicie obiektywny.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka