Nie wiem czy poseł Wipler zachowywał się tak, jak powinien zachować się poseł.
Nie wiem, czy policja przekroczyła swoje uprawnienia.
Nie wiem, czy owe zdarzenie zasługuje na ogólnopolską debatę.
Ale wiem, że to co "odwalił" pan Kajdanowicz, mieniący się z nazwy dziennikarzem TVN w programie "Fakty po Faktach", to zwykłe skurwysyństwo - bezprzykładny pokaz dziennikarskiej agresji w imię z góry założenego celu: zgnoić rozmówcę.
Zobaczmy:
Kajdanowiczowi zupełnie nie przeszkadza film, w którym policyjna sadystka wali go (Wiplera) pałą, za to z równie sadystycznym zacięciem zarzuca Wiplerowi, że był pijany, bił się z policjantami i nie nadstawił posłusznie rączek na policyjne kajdanki.
Bycie pijanym w Polsce - jak zresztą błyskotliwie zauważył Wipler - przestępstwem nie jest. Z policjantami bił się tak mniej więcej, jak Kajdanowicz biłby się z Tysonem, a kajdanki to raczej sprzęt na gangsterów, niż na pijanych posłów. Ale - jak widać nazwisko "dziennikarza" zobowiązuje...
Niemniej daleki jestem od idealizowania Wiplera, co nie zmienia oceny Kajdanowicza: dziennikarski degenerat w najgorszym wydaniu. Jak całe TVN zresztą, czerpiące z ochotą ze wzorców Dziennika Telewizyjnego i takich postaci jak Andrzej Racławicki, Marek Tumanowicz, czy Krzysztof Bartnicki.
Mam nadzieję, że ta antyspołeczna, antypolska, ogłupiająca manipulacją stacja, odejdzie wkrótce w niechlubną niepamięć jak na to zasługuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)