O teczkach "Bolka" nie ma już sensu się rozwodzić, bo - łącznie z mniej lub bardziej prawdopodobnymymi teoriami spiskowymi, dotyczących otworzonej na oścież szafy Kiszczaka - powiedziano i napisano już chyba wszystko.
TW "Bolek" to Lech Wałęsa, Lech Wałęsa to TW "Bolek" i koniec, kropka. Niby o tym wiedział każdy, kto tylko chociaż trochę interesuje się polityką i najnowszą hostorią Polski - że o historykach nie wspomnę, ale w ostatnich dniach ostatecznie opadła nadszarpnięta kurtyna, zzz ktorej widać wreszcie wyraźnie marny spektakl zatytułowany "Narodziny III RP"
Sposród oceanu recenzji tego spektaklu, wyłaniają się potwory i bestie, wyłaniają się mroczne duchy przeszłości, grane przez przypadkowych aktorów, którzy za swoje i nieswoje role, niesłusznie przez lata całe, zbierali kolekcje "oscarów". W tych recenzjach - jak we wszystkim - diabeł tkwi w szczegółach. A szczegóły to często przeciwwstawna narracja różnych komentarzy różnych polityków, dziennikarzy, historyków, przykurzonych nieco, albo wciąż na piedestałach stojących działaczy opozycji solidarnościowej. Przysłuchują się temu także ci zwykli, szarzy Polacy, dla których Wałęsa i to, co widać zza zerwanej kurtyny, to spory i ważny fragment ich życiorysów.
Nie ukrywam, że zawsze irytowała mnie megalomania Wałęsy: " ja obaliłem komunizm, ja manipulowałem SB, ja walczyłem, inni przeszkadzali ja to, ja tamto"....
Co prawda, w roku 1970 - kiedy narodził się TW "Bolek" - byłem jeszcze dorastającym dzieciakiem, który z tych czasów pamięta swojego ojca, słuchającego po ciężkiej dniówce Radia Wolna Europa, wiecznie zatroskaną i zapracowaną mamą, pełną obaw o jutro - zwłaszcza w kontekście krwawych wydarzeń na Wybrzeżu i dużo wcześniejszej (1956) masakry w Poznaniu, czyli w "moim" mieście. Ale kiedy powstała Solidarność byłem już świadomym politycznie młodzianem, pragnącym wywrócić świat do góry nogami, gotowym za ideami solidarności, za Wałęsą, a przeciw znienawidzonej "komunie" pójść choćby w ogień, albo zwyczajnie dać się zastrzelić.
"Było nas trzech, w kazdym z nas inna krew,
Ale jeden przyświęcał nam cel,
Za kilka lat miec u stóp cały świat, wszystkiego w bród,
Alpagi łyk i dyskusje po świt.
Niecierpliwy w nas ciskał sie duch,
Ktos dostał w nos, to popłakal sie ktoś, coś działo się,"
Co tam dla nas długie pałki zomowców, co tam lanie kolorową wodą i późniejsze zatrzymania "na dołku" w milicyjnych komisariatach. Tacy ja ja, a było nas 10 milionów Polek i Polaków, naiwnie wtedy wierzyło, że to wszystko ma sens, że Polska będzie kiedyś polska - po prostu nasza.
Truizmem jest pisanie, ze komunizm obaliło te 10 milionów, ale to jedyna i niepodważalna prawda, której nie sposób podważyć. Dlatego, kiedy Wałęsa przy kazdej okazji powtarzał swoje megalomańskie komunały - mnie to drażniło, złościło, bo to przecież nie tak było.
Ale był Lech Wałęsa uosobieniem owych 10 milionów, czlowiekiem symbolem, człowiekiem nadzieją, był jednym z nas. Nie może dziwić, że w większości polskich domów, obok potretu Jana Pawła II, na ścianach wieszano portret Lecha Wałęsy - po to, zeby pamiętać i pielęgnować swoje nadzieje.
Prawdziwe refleksje przyszły jednak później, kiedy gdzieś tam przeciekały skrywane kulisy rozmów w Magdalence, kiedy po raz pierwszy Polska usłyszała o TW "Bolku". kiedy nocą spacyfikowano rząd Jana Olszewskiego, kiedy...itd.
Nie tak to miało być - rozmieniono na drobne, a późnej sprzedawano sukcesywnie nasze (moje) marzenia, ideały, wartości. 10 milionów ludzi, podzieliło się na frakcje, grupy, grupki, walczące ze sobą o wplywy, stołki, zaszczyty i monopol na jedynie słuszne poglądy i jedynie słuszną wizję "wolnej" Polski. Nie mogę napisać, że to Wałęsa nas podzielił, bo byłoby to za daleko idące uproszczenie, ale w w tym potwornym dzieleniu Polaków, który trwa do dziś, miał - i ma - swój niebagatelny udział.
Śmiem twierdzić, że to daleko większy grzech Wałęsy, niż bycie TW " Bolkiem". Nawiasem pisząc, szczerze dziwię się, że kiedy Wałęsa "kapował" za ubeckie pieniądze, ówcześni jego koledzy tak zwyczajnie i po polsku nie urządzili mu "kocówy" - bo przecież mieli wtedy pewne podejrzenia, a kapowania - zwłaszcza w środowiskach robotniczych, nie tolerowało się za nic w świecie. TW "Bolek" skończyłby się zapewne wtedy tak szybko, jak się zaczął.
Życie jednak - a może bardziej ciemne układy tego życia sprawiły, że były płatny kapuś stał się twarzą i ikoną największego w świecie współczesnym ruchu wolnościowego, postacią rozpoznawalną w każdym niemal zakątku świata. Pokojowa nagroda Nobla, prezydentura, olbrzymi wpływ na kształt wyzwolonej spod okupacji sowieckiej młodej, rodzącej się III RP, uczyniły z kapusia megalomana, przytłoczonego swoim nieziemsko wielkim ego, tak dalece, że graniczyło to niekiedy z żenującą śmiesznością.
Literacki Nikodem Dyzma stał się rzeczywistością, przerastając o dlugości świetlne pierwowzór, tworząc jednocześnie realną bajkę o tym, jak to stoczniowy elektromonter skokiem przez płot zdemontował sowiecki blok komuznizmu w Europie wschodniej.
Czy jednak już wtedy król nie był był po prostu nagi, nie był tylko i wciąż kimś o mentalności TW "Bolka"?
Takie pytanie urasta do rangi pytania kluczowego, bo niezwykle trudno byłoby - i jest - zaakceptować fakt, że dużym krajem w środku Europy rządził człowiek w swojej istocie mały, zakompleksiony, ze sztucznie napompowaną charyzmą i przepompowanym ego z parciem na karierę, jakiej trudno szukać we współczesnym świecie.
Jest też czymś niebywałym i niezrozumiałym, że tylko niewielu ową nagość króla widziało, jeszcze mniej o tej nagości odważyło się mówić, a tylko garstka głośno krzyczała - król jest nagi, król to "Bolek".
Dlatego kiedy dziś, kiedy wszem i wobec wiadomo już, że Lech Wałęsa to - nazywajmy rzeczy po imieniu - były płatny kapuś, bulwersuje mnie jakiś przedziwny rejestr wartości, który, jak słoma z butów wyłazi z budowniczych, beneficjentów i "rezydentów" III RP.
Bo kiedy słucham np. wywodów pana Andrzeja Celińskiego, to zastanawiam się, czy w kaftan dla wariatów, należy ubrać mnie, czy pana Andrzeja.
Bo kiedy widzę filmy z willi "Zawrat", słyszę pijackie glosy z Magdalenki, to zastanawiam się jak bardzo trzeba mieć spaczony i zdegenerowany system podstawowych wartości, żeby wznosić toasty "za zdrowie pana generała". Jak bardzo trzeba być cynicznym, żeby to wszystko usprawiedliwiać - ba - żeby na tym budować mity o wolnej, niepodleglej III RP, żeby uzurpować sobie prawo do oceniania innych, którzy kierują się zgoła innym systemem wartości.
Bo kiedy widzę Schetynę i Petru, jeżdżących użalać się na swój los do Brukseli i widzę "pożytecznych idiotów", gromadzących się na gwizdy pewnego, mało sympatycznego alimeniarza, to mam wrażenie, że "Bolki" w Posce mnożą się jak króliki, że to jakaś specyficzna i bardzo polska choroba, która trawi moją Ojczyznę, jak nowotwór. którego nie może pokonać żadna chemio, ani radio terapia. Tego raka trzeba wyciąć - raz na zawsze, drastycznie, może nawet brutalnie i w mało septyczny sposób. Inaczej za 20 lat, nowi "celińscy" będą pleść androny o nowych "Bolkach", usiłując zmienić biologiczne umysły naszych dzieci i wnuków, na papkowatą gąbkę.
To teraz jest czas, żeby każdy uczciwy Polak, tej "magdalenkowej" elicie z płatnym kapusiem na czele, powiedział mniej więcej tak: Byliście za głupi i za mali, żeby sprzedać Polskę, ale sprzedaliście nasze, powielone w 10 milionach egzemplarzy, idee, nasze marzenia, nasz entuzjazm i naszą walkę - często małą, nieznaczną, bo tylko symbolizowaną wpiętym w klapy marynarki opornikiem i dumnie noszonym znaczkiem z logo NSZZ Solidarność. Sprzedaliście ten majątek, o którym inne nacje mogą tylko pomarzyć, za nowe fury, wygodne posadki, zaszczyty i kariery. A to nie wy obaliliście komunę, bo jedyne co obaliliście, to flaszki wódki wypitej z Kiszczakiem, więc odejdźcie wreszcie do diabła i dajcie nam budować Polskę, taką, jaką chcemy. A wam już nic do tego - dziękujemy, ale won.
Na zakończenie wypada zwrócić uwagę na jeden, bardzo istotny aspekt Magdalenki, TW "Bolka" i upadłych nieodwołalnie styropianowych "elyt".
Morał z bajki o Bolku, musi być jasny i jednoznaczny - kapusiom mówimy nie, stanowcze nie. Dlatego powstrzymajmy wreszcie naczelnych kapusiów Rzeczpospolitej spod znaków Platformy i Nowoczesnej. Jednym marzy się kontynuacja układów zawartych przy toastach za zdrowie generała, drugim śni się bananowa republika w sercu Europy.
W sumie tragiczna postać Lecha Wałęsy vel Bolek, to oczywiste i jasne przesłanie, że nie można i nie da się budować wolnego państwa na kłamstwach, na fałszowanej, lub ukrywanej historii, na gładkich frazesach i pustosłowiu w gębach polityków, na teczkach, hakach i podsłuchach.
Tym 10 milionom i ich dzieciom coś się wreszcie należy pozytywnego, coś, co pozwoli uwierzyć, że można odmienić oblicze ziemi, tej ziemi.



Komentarze
Pokaż komentarze