Temat TW "Bolka, powoli staje się nudny jak flaki z olejem. Zatem kolejna notka na ten temat to misja w rodzaju kamikadze, bo trudno w tłumie gapiów przyglądającym się pokłosiu teczek z szafy Kiszczaka, znaleźć takie miejsce, skąd będzie można spojrzeć z innego, nowego punktu widzenia.
Nie jestem do końca przekonany, czy mój autorski punkt widzenia jest tym nowym i inym spojrzeniem na polski spór o Wałęsę, ale chcę podzielić się pewnymi refleksjami - dla mnie oczywistymi i nawet banalnymi - ktore jednak dosyć rzadko pojawiają się w przestrzeni publicznej w omawianym temacie.
W tym narodowym sporze o Wałęsę, szokuje mnie nie tyle już tragikomiczna postać samego Wałęsy, co towarzysząca temu wydarzeniu otoczka i "scenografia" - będąca chyba ewenementem na skalę światową. W normalnym, zdrowym społeczeństwie, posiadającym oprócz spisanych zasad prawa, niezapisane systemy uniwersalnych wartości etycznych i moralnych, Lech Wałęsa byłby już politycznym, medialnym i społecznym trupem, naznaczonym powszechnym ostracyzmem. Zostałby nieuchronnie zmuszony do publicznego pokajania się, jako jedynej możliwej szansy, żeby nie tylko zachować chociaż odrobinę godności, ale żeby nie stać się społecznym wyrzutkiem i symbolem wielkiego zakłamania i wielkiej pychy kroczącej zawsze przed wielkim upadkiem.
Tymczasem nad Polską, oprócz ponurej, niżowej pogody, unosi się olbrzymie ego byłego prezydenta, który po satyryczno- dramatycznych wpisach na blogu, dokonanych w ciepełku Miami, w polskim klimacie kapryśnej zimy, zdążył się napompować do rozmiarów niebywałych. Wałęsowskie ego, ku uciesze jego wielbicieli, swoją nadmuchaną wielkością - o ironio - od kilku dni przysłoniło skutecznie oczywiste fakty, które coraz bardziej szarzeją w cieniu SuperBolka.
Jeszcze chwila, a okaże się, ze to IPN współpracował z "bezpieką", Cenckiewicz i Gontarczyk nocami fałszują akta, a Kaczyński to przebrany kpt. Graczyk.
Superbolek, bo taka jest natura superbohaterów, może przecież wszystko i wygląda na to, że po amerykańskich superbohaterach - Supermenie, Batmanie itp. doczekaliśmy się chyba wreszcie naszego, polskiego Superbolka.
Tak przynajmniej można domniemywać po licznych ostatnio, już werbalnych wypowiedziach Lecha Wałęsy: ja, ja ja i jeszcze raz ja powtarza się w każdym zdaniu i od tego słowa każde wypowiedziane przez niego zdanie się zaczyna.
Ja byłem za odważny. Ja byłem tak odważny, że to się nie mieści w głowie
Ja stałem na czele dzień i noc, gdyby nie ja, strajk upadłby trzy razy
Papieżem nie będę, wszystko inne już osiągnąłem. Po co więc mam blokować innym dorabianie się, niech ludzie ich poznają, oni zasługują na to, żeby być na czele tego kraju i w związku z tym trzeba jak najmniej im przeszkadzać
Ja naprawdę miałem szczęście i wygrywałem w totolotku - kiedy potrzebowałem, to wygrywałem.Ja grałem esbekami, ja obaliłem komunę, ja przewidziałem, ja widziałem, ja to, ja tamto... Ja.
A internet kpi:
Ja byłem jajkiem i kurą jednocześnie. To Ja byłem Adamem i Ewą, ode mnie wszystko się zaczęło. To ja wybudowałem arkę, a nie Noe. To ja wynalazłem ogień, koło i druk.
Zatem drodzy Czytelnicy - pamiętajcie, że to co posiadacie, że to czym oddychacie i to co w życiu robicie, macie dzięki naszemu Superbolkowi.
A tak zupełnie serio, bardzo smutna jest ta internetowa "beka" z Superbolka, która przybierając formę niebywałej groteski, ma się całkiem dobrze w życiu publicznym. Flaga Solidarności z podpisem Superbolka to relikwia, karierę w niektórych kręgach robi hasło, że atakując Wałęsę atakuje się Polskę, że jego wizerunek to wizerunek Polski.
To przecież jakiś obłęd, jakiś matriks, który w normalnym kraju, nie może i nie powinien mieć miejsca. Niezależnie od rozmiaru podłości TW "Bolka" i rozmiaru zasług Lecha Wałęsy dla Solidarności i Polski, czyli jakiejś sumarycznej jego oceny, nie może być tak, że dla obrony własnych, ciemnych interesów politycznych i dla zwykłej i jakże polskiej "prywaty", na siłę utrzymuje się na piedestale postać wcale nie z brązu, ale z pożółklego papieru peerelowskich dokumentów.
Cóż - co z tego że tego haniebnego dzieła dokonują ludzie pozbawieni wszelkich kryteriów, którzy na dodatek usiłują zrobić z nas wszyskich głupców, mających w ich urojeniach czcić legendę Superbolka. Ci ludzie bowiem nie są warci tego, żeby się nimi poważnie zajmować - warci są tylko tyle, co ich wątpliwe wartości, które wnoszą i którymi za wszelką cenę usiłują zainfekować zdrową część społeczeństwa. Ale co, jeżeli w niedalekiej przyszłości, za granicami Polski, ktoś zapyta o Polskę i będzie mógł usłyszeć:
Polska? A, to ten kraj, w którym prezydent był kapusiem komunistycznych służb bezpieczenstwa. I chyba nawet za to dostał Nagrodę Nobla.
Co wtedy?
Aha, i na pewno nikt nie wyda serii komiksów z Superbolkiem. Bo i po co?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)