W sprawie TK napisano i powiedziano już chyba wszystko, co jakoś w niczym nie umniejszyło klinczu w jakim wszyscy tkwimy. Po wydaniu przez Komisję Wenecką swojej opinii, powolną, ale postępującą karierę robi słowo "kompromis", odmieniane ostatnio przez wszystkie przypadki.
To ja napiszę tak:
Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate...
Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie...
Kompromisu być nie może, bowiem gra toczy się o znacznie wyższą stawkę niż o TK rozumiany jako ważny organ konstytucyjny. Clou sporu stanowi fakt, że Platforma, a więc dzisiejsza opozycja, zabezpieczyła się zawczasu na wypadek wyborczej porażki i oddała w ręce Prezesa TK władzę de facto dyktatorską, poprzez nadanie mu prawa do
- decydowania o kolejności rozpatrywania spraw,
- decydowania o składzie orzekającym.
Nie ma zatem przypadku w wypowiedzi min. Waszczykowskiego, który prezesa TK nazwał Ajatollachem. Umiejętne korzystanie z przysługujących kompetencji Prezesa TK, w istocie zaprzeczyć może każdej ustawie przyjętej przez większość sejmową. Oznacza to w praktyce paraliż rządów i sprowadzenie rządzenia do administrowania krajem. Przyjęta przez Sejm Ustawa "naprawcza", która miała ograniczyć w pewnym stopniu zdolność Prezesa TK do wpływania swoimi uprawnieniami na orzeczenia TK, w praktyce nie została uznana ani przez Rzeplińskiego, ani przez opozycję.
I nie ma się co dziwić. Gdyby PO uznała ustawę, pozbawiłaby siebie jedynego, strategicznego przyczółka do walki z PiS i ostatniej naadziei na utrzymanie chociaż części ciemnych układów III RP. Dlatego w w tej walce nie oddadzą nawet guzika.
A PiS?
PiS ma stabilną większość w Sejmie i w Senacie, ma prezydenta, premiera, przejął media publiczne i na razie bezskutecznie walczy o zdobycie TK. Ten strategiczny, najważniejszy przyczółek do sprawowania skutecznej i efektywnej władzy, okazuje się twierdzą, przy której zamiast planowanego "blitzkrieg" - zanosi się na długie oblężenie. A bez opanowania TK, nie ma mowy o szeroko pojętej ofensywie zapowiadanej w kampanii wyborczej. I dlatego też nie może zrobić już nawet pół kroku w tył i oddać choćby jeden guzik wrogowi.
A co może?
Oblegać twierdzę aż do grudnia, a konkretnie do dnia, w którym Rzepliński przestanie być prezesem TK. A do tego czasu musiałby - pisząc kolokwialnie - zwodzić, ściemniać i przeciągać wszystko w czasie. Oczywiście na oblegających poleją się kolejne wiadra gorącej smoły, fekaliów i kamieni, trzeba będzie zmierzyć się z zastępami pospolitego ruszenia i zachodnich najemników. No cóż, wszak trudno było oczekiwać, że grzebanie PRL-bis będzie lekkie, łatwe i przyjemne. Oczywiście może jeszcze zoorganizować wczesnoporanną debatę sejmową z udziałem posłów PiS, Kukiz 15 i brakujących do 2/3 "niezdecydowanych" i przeprowadzić zmiany w Konstytucji. I to tylko pod warunkiem, że Budka z Neumanem nie koczują w Sejmie 24h/dobę.
Bo coś zrobić trzeba, inaczej...
W tym całym "trybunalskim" zacietrzewieniu, wszyscy zapomnieli o istniejącej ustawie 1066. Czym jest "Ustawa o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej" , bo tak się ona formalnie nazywa, podpisana przez Komorowskiego 24.02.2014?
Otóż ta ustawa daje uzbrojonym oddziałom porządkowym obcych państw możliwość wejścia na terytorium Polski!
Pozwala m.in. obcym służbom na aresztowania każdego obywatela polskiego (z wyjątkiem osób objętych immunitetem) na 48 godzin. Sily takie mogą też każdego obywatela RP przesłuchiwać, fotografować, zbierać odciski palców itp. Ustawa daje też prawo obcym siłom do używania przymusu bezpośredniego, organizowania szkoleń z używania broni palnej i „wwozu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i posiadania ma tym terytorium broni palnej, amunicji oraz materiałów pirotechnicznych i środków przymusu bezpośredniego”.
O ile jeszcze jakiś czas temu ustawa mogła się wydawać ustawą z gatunku głupich, zbędnych i martwych, to w aktualnej sytuacji jednak należy poważnie się zastanowić, czy nie istnieje realna groźba, że prawo to może zostać wykorzystane przez przegrane w wyborach siły polityczne, w celu powrotu do władzy.
Zatem jeżeli PiS za bardzo utknie podczas oblężenia TK, inni - oby nie - zainscenizują jakiś "czarny czwartek", zajmą budynki rządowe, postawią snajperom bojowe zadania, poświęcą kilku kodziarzy, którzy zostaną bohaterami w walce z reżimem, a światowe media przedstawią obraz władzy dyktatorskiej, którą trzeba natychmiast spacyfikować mocą ustawy 1066. I jakiejś niedzieli znowu nie obejrzymy "Teleranka"...
Scenariusz nierealny? Mam nadzieję, ze tak.
Warto jeszcze dodać w tym miejscu pytanie, dlaczego przy okazji problemów z migrantami, Niemcy tak usilnie forsują ideę stworzenia armii UE zwanej dla niepoznaki "strażą graniczną"?
Patrząc na mało przyjazne wobec Warszawy gesty Timmermansa czy Schulza, naprawdę nie tak trudno sobie wyobrazić "bratnią" pomoc w Polsce na kształt takiej, jakiej sami udzieliliśmy Czechom i Słowakom w 1968 roku.
I proszę mi wierzyć, że potrafię sobie wyobrazić rozpromienionego wolnością Kijowskiego z bukietem powitalnych kwiatów na czołgu Bundeswehry.



Komentarze
Pokaż komentarze (34)