kemir kemir
314
BLOG

Czy Schetyna to dziewczyna?

kemir kemir Polityka Obserwuj notkę 2

Tytułowe pytanie jest oczywiście przewrotne ( i absolutnie nie ma nic wspólnego z gender), ale jeżeli skojarzyć ostatnie zachowania Grzegorza Schetyny, z typowymi zachowaniami tzw. obrażalskich dziewczyn, które z byle powodu skarżą się swoim mamusiom i (tatusiom też), to pewne analogie są całkiem oczywiste.

Grzegorz Schetyna - a pisząc ściśle - jego zachowanie, polegające na jednoznacznych wizytach w brukselskich gabinetach, niewiele ma wspólnego z męską postawą, wyrażającą się gotowością do otwartej (i uczciwej) walki o przywództwo w stadzie. Działania Schetyny, to  typowe działanie rozkapryszonej, niezdolnej do kompromisu kobiety, która każdą małżeńską sprzecżkę potrafi wynieść do rangi niewyobrażalnego problemu i zainteresować nim autorytety mamusi , tatusia i teściów.

Czy  takie zachowanie aktualnego szefa PO może w ogóle dziwić? Nie, ponieważ jeżeli bliżej przyjrzeć się dosyć dziwacznej osobowości Grzegorza Schetyny, to widać wyraźnie, że intryga, "podpuszczanie" jednych na drugich to jego natura i naturalne środowisko, w którym czuje się jak ryba w wodzie.

Sama kariera polityczna przewodniczącego Platformy  jest już dosyć przedziwna i nietypowa. Co prawda w fakcie, że wyrósł na polityka z kręgów Solidarności, a ściśle pisząc z NZS, nie ma nic dziwnego, ale dalsze losy Schetyny nie bardzo przystają z wizerunkiem i typowymi karierami styropianowych bohaterów. A to Radio Eska na Dolnym Śląsku, a to rada nadzorcza sekcji koszykówki Śląska Wrocław, a to bycie szeregowym posłem (ówczesny plankton?) - Schetyna bardziej szukał swojego miejsca w szyku, bardziej stał tam, gdzie mu kazano, niż o swoje miejsce walczył tak, jak robili to inni.


Aż w końcu trafił na Tuska i - po części - dzięki wspólnemu zamiłowaniu do "haratania w gałę" Grzegorz Schetyna wypłynął na szersze wody meandrów polityki. Ale nic "za darmo" - w zamian za wyjście z cienia, Schetyna stał się jednym z pionów Tuska, pretorianinem, człowiekiem od brudnej roboty i egzekutorem, który stał się skuteczną zaporą dla konkurentów o władzę w PO. Jego lojalność została nagrodzona -otrzymał o Tuska tekę ministra spraw wewnętrznych. Jednak paradoksalnie, ministerialny stołek był początkiem upokorzenia tuskowego "pionka".  Zatem kiedy Schetyna w 2009 znalazł się w centrum afery korupcyjnej i w soim stylu poskarżył się Tuskowi, ten skargi i "płacz" Schetyny  skwitował krotko: „chłopaki nie płaczą”.  I tak kolejne lata Schetyna spędził w szorstkiej przyjażni z szefem PO, będąc upokarzanym, lub wręcz przeczołganym przez bezwzględnego Donalda. Jednak z "podnóżka Tuska" - nigdy nie zszedł ów charakterystyczny uśmiech, będący zresztą natchnieniem internetowych memów.


Nie mając gdzie i komu się poskarżyć cierpliwie czekał na swój czas.

A ten czas, który sobie obmyślił, zaplanował i na który czekał, był czasem obmyślonym przez złodziejaszka i cwaniaczka z "żulii lwowskiej", jak Schetynę określił czołowy buc partii państwa istniejącego teoretycznie - Radosław Sikorski.
I przyznać trzeba, że buc w tym wypadku raczej wiedział co mówi - dla niego, faceta mającego bzika na punkcie męskości, który w imię tego bzika faszerował się specyfikami w stylu byczych jąder, Schetyna był uosobieniem popychadła, którego - jak chłopaki skrzykną się na "haratanie w gałę", do drużyny wybiera się jako ostatniego i dla świętego spokoju stawia się na bramce.

Trudno powiedzieć, komu w owym czasie  skarżył się na swój los Grzegorz Schetyna, ale nie ulega wątpliwości, ze jego charakter " żulii lwowskiej", nie tylko pozwolił mu przetrwać przeczołgiwanie, ale i - finalnie - objąć stanowisko przewodniczącego PO.

Natura człowieka jednak się nie zmienia - wyraźnie widać, w jaki sposób Schetyna zamierza podnieść Platformę z niewątpiwego upadku, graniczącego z agonią. Charakter Schetyny, którego sam Tusk określał jako „mieszankę Shreka i gladiatora”, czyli „człowieka trików, przebiegłości i – w razie konieczności – okrucieństwa”, wymuszony rolą popychadła, doskonale "usprawiedliwia" jego poczynania. Schetyna bowiem przekroczy wszelkie granice przyzwoitości, żeby ponownie - już jego PO - sięgnęło po władzę i pogrążyło PiS w politycznym niebycie. I w tym miejscu zrozumiałe i jasne stają się jego wyznania, że Bruksela to jego dom, łatwo też  zrozumieć niebywałą estymę, jaką darzy Martina Schulza i Angelę Merkel - wszak to polityczni, "tatuś i "mamusia", którzy dużo mogą.

Schetyna doskonale zdaje sobie też sprawę, że ani on sam, ani "jego" Platforma" nie ma już nic do zaproponowania Polakom, poza niechęcią do PiS. A to o wiele za mało, zwłaszcza na forum Sejmu, gdzie każda próba destrukcji rządu Beaty Szydło, skazana jest na niepowodzenie. W dodatku w okazywaniu niechęci do PiS palmę piewszeństwa przejął nie tylko Petru, ale i zupełnie niepotrzebny Schetynie KOD z alimeciarzem na czele.

Zatem dla Schetyny z naturą lwowskiego żula, całe to srodowisko jest na dziś jemu wrogie i nieprzychylne. PiS to problem, ale nie w smak mu także rosnąca, a nawet dominująca w opozycji rola Nowoczesnej i ulicznego KODu. 

Schetyna jednak nigdy nie stanie do honorowej walki na "ubitej ziemi" i nie odsloni przyłbicy, za to wie jak się skarżyć i wie jak zabiegać o pogrożenie PiSowi paluszkiem Schulza i miną Angeli Merkel. Ma wiedzę i możliwości nieosiągalne dla Petru, a tym bardziej dla Kijowwskiego. I skwapliwie z tej wiedzy i możliwości korzysta, licząc, że upiecze dwie pieczenie przy jednym ogniu.

Pewne jest, że Schetyny nie można lekeceważyć, bo to ktoś, kto za pomocą wszystkich środków chce przeżyć i zwyciężyć. Jego zaaangażowanie w działalność tak naprawdę antypolską, wywrotową przeciwko legalnie i demokratycznie wybranym władzom można nazywać zdradą - jak wielu komentatorów to określa, ale po Schetynie to spływa,  bo Schetyna to stan umysłu, doskonale i "kompatybilnie" wpisujący się w wizję roli Polski made in PO - rolę popychadła Europy zdominowanej przez Niemcy i Francję. Dla Schetyny być wolnym i niezależnym to właśnie odgrywać rolę popychadła, bo to zwalnia od obowiązku podejmowania decyzji, zwalnia od myślenia i brania odpowiedzialności, a  frukty zdobywa się za pomocą innych.  Na teraz zatem to idealny przywódca dla PO, bo pisząc otwarcie i wprost - na kogóź ma postawić partia, sprowadzona do roli popychadła, jak nie na wodza - popychadłę, który z  upokarzania, który dla kazdego mężczyzny jest niezmierzalnym dyshonorem - uczynił cnotę i potężny oręż w walce o wpływy.

Z tego punktu widzenia, trudno się dziwić, że utrącono bezlitośnie bardziej honorowych i spolegliwych baronów PO, jak chocby Ewę Kopacz, której znieść co prawda nie mogłem, ale jestem przekonany, że nie biegałaby ona do Schulza i Markel z płaczem na skargi.

Zatem czy Schetyna do "dziewczyna", oceńcie sami.

 

kemir
O mnie kemir

Z mojego subiektywnego punktu widzenia jestem całkowicie obiektywny.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka