kemir kemir
246
BLOG

MY i ONI...

kemir kemir Polityka Obserwuj notkę 3

W czasach "komuny" definicja pojęcia "My i Oni" była niezwykle prosta. "My" to społeczeństwo, udające podporządkowanie się przewodniej roli partii, a tak naprawdę tworzące niesformalizoway , własny świat będący zupełnie wolny od partyjnych doktryn, sprowadzonych w tym świecie do absolutnego pustosłowia i frazesów. "Oni" to partyjni funkcjonariusze, aparatczycy, sekretarze i ludzie bezpośrednio powiązani z komunistyczną władzą i partyjnym aparatem przymusu. Podział bardzo jasny i czytelny, paradoksalnie akceptowany (do pewnego stopnia) przez obie strony.

Podział na "MY i ONI" miał się definitywnie zakończyć, wraz z powstaniem pierwszego niekomunistycznego rządy Tadeusza Mazowieckiego. "My" - to miał być także rząd i ludzie powiązani z władzą.

Niestety, te idealistyczne cechy czystej demokracji i społeczeństwa obywatelskiego okazały się mrzonką, utopijną naiwnością rozentuzjazmowanego upadkiem komuny społeczeństwa. "MY i ONI", chociaż nieco przepoczwarzone, miało się wciąż dobrze i nie był w stanie tego zmienić ani pozornie "nasz" Lech Wałęsa, ani jeansowy Jacek Kuroń, mieszający wielką chochlą w wodnistej zupie. która okazała się zresztą produktem niesmacznym i niestrawnym.

Żadnemu rządowi w tzw. wolnej Polsce nawet o milimetr nie udało się zatrzeć znaczenia "ONYCH", chociaż niektóre z nich bardzo się starały. A przecież zatarcie tego znaczenia i efektywne zakorzenienie w społeczeństwie przeświadczenia, że rządzący to także "MY", był i jest kluczem do sprawowania władzy na lata i seryjnego wygrywania każdych wyborów. Doskonale rozumiał to Donald Tusk, który obdarzony niebywałym talentem żonglowania słowami i za ich pomocą przekuwania każdej porażki w sukces, stworzył na długie lata potęgę Platformy nieprzypadkiem oczywiście nazwaną "obywatelską". Platforma, wsparta stworzonym przez siebie aparatem propagandy i manipulacji słowem, którego wzorce zaczerpnęła wprost z PRL, wydawała się nie do ruszenia dla opozycji, która wciąż rozbijała sobie głowę o szklany sufit, będący strategicznym umocnieniem zdobytych przez PO pozycji.

Kolos na glinianym fundamencie kłamstwa i obłudy jednak runąć kiedyś musiał - społeczeństwo w znacznej swojej części zrozumiało, że to jednak "ONI", a nie "MY". "ONI" - jak zawsze zresztą - przesiąknięci kłamstwem, frazesami i pustosłowiem, zajadali się ośmiorniczkami, popijanymi drogimi trunkami, bezczelnie manifestując swoje oderwanie od społeczeństwa drogimi zegarkami i życiem ponad stan. Niestety, upadła Platforma w czasie swoich rządów bardzo skutecznie "zaminowała" terytorium podziału "MY i ONI" - i czy  to w swoim zadufaniu, czy też działając perfidnie, stworzyła nowy, nieznany przedtem podział na wszeteczny, zacofany i opętany smoleńskiem PIS, oraz postępowy, proeuropejski "syndykat" władzy, wspierany rzeszami zmanipulowanych i zachłyśniętych nowoczesną i dostatnią Europą lemingów.

PIS, który wreszcie ciężką, organiczną pracą przebił szklany sufit, właśnie trafił na owe "pole minowe", w którym poruszać się trzeba wolno i z rozmysłem. Rząd Beaty Szydło, który jako pierwszy w najnowszej historii Polski ma realną szansę zerwać z podziałem MY - społeczeństwo i ONI - rządzący, musi rozbrajać zastawione miny podziału wymyślonego i zrealizowanego przez Tuska i jego strategów.

Oczywiście spadkobiercy Tuska skwapliwie z tego pola minowego korzystają, niemal codziennie odpalając nową minę. Przemysł perfidnej propagandy i manipulacji pracuje pełną parą, dezawując każdy krok pisowskiego rządu, Prezydenta i Prezesa rządzącej partii, czyniąc z nich wrogów publicznych i nieopowiedzialnych psychopatów. Opozycja okopała się na destrukcyjnych, antysystemowych pozycjach, rezygnując zupełnie z praw konstruktywnej siły w demokratycznym Państwie. Ich nie interesuje merytoryczna debata w sali Sejmu, oni wynieśli "debatę" na ulice polskich miast, które w każdy weekend zapełniają się antypolskimi anarchistami spod znaku niewiadomo skąd powstałego i skąd finansowanego KOD.

Cel takich działań jest oczywisty - doprowadzić jak najprędzej do obalenia rządzącej większości i późniejszego "dorzynania" watah.

Nie można tego zlekceważyć i trzeba przyjąć do wiadomości, że a pole minowe zastawione przez oderwanych od ośmorniczkowatego koryta, jeszcze dlugo będzie mroczne i bardzo niebezpieczne. Podział MY i ONI zdycydowanie zmienił przebieg granicznej linii, czego dowodem jest wysokie wyborcze i społeczne poparcie dla partii rządzącej, ale nowy, utrwalony i utwalany przez Platformę podział, jest niebezpieczny i morderczy dla Polski. Konfederacja targowicka z 1792 roku, wydaje się przy tym błahostką i mam nadzieję, że widzi to każdy, któremu na sercu leży dobro Rzeczpospolitej.

To pole minowe trzeba rozbroić,  a póki co bardzo ostrożnie się po nim poruszać.  Działania takie jak program 500 plus, reindustralizacja Polski, programy pro społeczne i pro gospodarcze, bez wątpienia neutralizują zastawione miny. Aż prosi się jednak o podjęcie bardziej zdecydowanych działań wobec ewidentnych, współczesnych "targowiczan" i mediów, do znudzenia walących za miemieckie pieniądze w antypolski bęben. I dopóki choćby w jakiejś lwiej części, nie rozbroi się tego pola z minami, należałoby unikać poruszania się w obszarze światopoglądowym. Te kwestie powinny znaleźć się w części dotyczącej samoedukacji społeczeństwa i świadomych wyborów, wolnych jednak od lewackiej ideologii Unii Europejskiej.

Ale to już raczej temat na osobną notkę.

 

 

 

 

 

 

kemir
O mnie kemir

Z mojego subiektywnego punktu widzenia jestem całkowicie obiektywny.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka