Jakiś czas temu, w niemieckiej gazecie "Berliner Zeitung” można było przeczytać, że „Polska jest rządzona przez paranoicznych nacjonalistów, a ze strony Węgier i Polski właśnie Europie grozi większe niebezpieczeństwo niż ze strony hord morderców Państwa Islamskiego”. Wczoraj niemiecka telewizja ZDFneo, w rzekomo antynazistowskim klipie przedstawiła Premier Polskiego Rządu jako ironicznie "silną" przywódczynię, zdolną jedynie do budowania płotów i murów w obronie przed uchodźcami. Pani Premier Szydło przez twórców klipu ubrana została w mundur SS i "występuje" wraz z innymi europejskimi liderami niechętnymi przyjmowaniu uchodźców i mających inne zdanie niż oficjalne stanowisko Niemców.
I tak historia zatoczyła koło. Niechęć Niemców do Polski i polskości sięga korzeniami XVIII i XIX wieku, gdy zdominowali i podporządkowali sobie Polaków. Większość naszych zachodnich sąsiadów gardziła Polakami, których z niewielkim skutkiem próbowano przez przeszło 100 lat germanizować. W 1918 roku korzystając z klęski Rzeszy w wojnie, wyzwoliliśmy się spod niemieckiego panowania (wywołując powstania w Wielkopolsce i na Górnym Śląsku) i odzyskaliśmy niepodległość. Wydarzenia z tych lat miały i mają do dziś decydujący wpływ na antypolskie nastawienie w Niemczech.
Społeczeństwo niemieckie odtąd zawsze było uczone pogardy i niechęci dla Polaków. Polska była „bękartem Wersalu”, „państwem sezonowym”, a Polaków przedstawiano jako jako złodziei, kryminalistów, cwaniaków i nierobów. Pomawiano nas o dokonywanie licznych mordów na Niemcach zamieszkujących ziemie polskie, określano nas mianem „pół-Azjatów”, którzy mieszkają w brudnych i rozpadających się domach, a Polska to kraj gospodarczego nieładu , ze słabą gospodarką, niskim poziomiem życia i zacofaniem. W Niemczech do dziś powszechny jest pogląd, że kulturę w Polsce tworzyli wyłącznie Niemcy.
Tak z grubsza wyglądała goebbelsowka propaganda III Rzeszy, będąca zwiastunem hitlerowskiej agresji na Polskę w 1939r. Na tym historycznym tle, ciekawie prezentuje się niemiecka propaganda, jakiej jesteśmy właśnie świadkami.
Jest bardzo charakterystyczne, że żaden polityk rządu kanclerz Angeli Merkel, ani ona sama, nie atakuje bezpośrednio polskiego Prezydenta, Pani premier, PiS czy choćby Jarosława Kaczyńskiego. Czarną propagandową robotę "odwalają" za nich niemieckie media.
I to niekoniecznie w samych Niemczech - jest przecież tajemnicą poliszynela, że zagraniczny kapitał jest w Polsce właścicielem ok.150 czasopism i gazet, które ukazują się w łącznym nakładzie ok. 800 milionów egzemplarzy. Polski kapitał jest właścicielem jedynie niespełna 70 tytułów, które w ubiegłym roku ukazały się w łącznym nakładzie ok. 280 milionów egzemplarzy. Łatwo zatem można wyliczyć, że podmioty o kapitale zagranicznym kontrolują w naszym kraju aż 76 %. udziału w rynku prasy, z czego zdecydowana większość – bo aż 75 % – należy do wydawców o kapitale niemieckim.
Warto zauważyć istotny fakt, że żaden z niemieckich wydawców nie pozwoli na to, aby w kontrolowanej przez siebie prasie wydawanej w Polsce pojawiały się teksty niezgodne z polityką Niemiec, czy też krytykujące aktualne decyzje Berlina. Niemiecka prasa w Polsce prezentuje niemiecki punkt widzenia i próżno w niej szukać tekstów krytycznych wobec Angeli Merkel.
Inaczej jest oczywiście z tekstami o tych, którzy są nieprzychylni niemieckiej władzy. Dlatego łatwo zauważyć wręcz histeryczny atak na PiS i rząd Beaty Szydło, który zapowiedział istotne zmiany w relacjach między Warszawą i Berlinem. Natomiast analogia między propagandą Goebbelsa, a współczesnymi niemieckimi mediami - jeżeli się przyjrzeć temu dokładanie - jest bardzo oczywista. Minister Propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels powiedział, że "kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą". Ileż już razy słyszeliśmy, że " w Polsce jest zagrożona demokracja"? Tysiąc? Dwa tysiące? Trzy?
To są identyczne w formie działania zgodne z tezą hitlerowskiego dygnitarza, różniące się jedynie treścią. Goebbelsowska forma to także ośmieszanie i szydzenie z polskich władz i jej przedstawicieli, czego dowody są aż za bardzo liczne.
O co w tej medialnej agresji chodzi? Oczywiście o pieniądze niemieckich wydawców, ale nie tylko i nie przede wszystkim. Trzeba sobie jasno uzmysłowić, że dotąd Polska była postrzegana i sprowadzona do roli kamerdynera Berlina, z twarzami Tuska i Komorowskiego. Wystarczał jeden telefon do kancelarii premiera i każdy "deal" korzystny dla Niemiec była załatwiony "od ręki". Rząd "paranoicznych nacjonalistów" zasadniczo zmienia ten układ i zagraża destabilizacji niemieckiej strefy wpływów.
Nie sposób pominąć roli jaką odgrywają wspólcześni "folksdojcze". Dla doraźnych korzyści, a może tylko ze zwykłej głupoty, robią to, co dla Niemców jest bardzo wygodne i użyteczne, a jednocześnie tak podłe, że sami Niemcy miewają moralne opory.
Jedno jest pewne: Niemcy swoją jawną ingerencją w suwerenne wybory Polaków ujawniają swoje prawdziwe oblicze. Pokazują, że samostanowienie narodu polskiego jest sprzeczne z ich interesem politycznym i gospodarczym, pokazują, że Niemcy byli, są i będą zawsze wrogo nastawieni do Polski i że zrobią wszystko, żeby " bękarta Europy" zmanipulować, uzależnić i z powrotem oddać pod kontrolę tych, którzy im służą.
Oto twarz Niemców w wersji 2.0.
PS. Dziwię się brakowi reakcji polskiego MSZ, na skandaliczny klip telewizji ZDF. Jako Polak czuję się znieważony i uważam, że należy podjąć stanowcze kroki wobec niemieckim mediom, przekraczającym wszelkie granice przyzwotości i tolerancji.



Komentarze
Pokaż komentarze (59)