Tak szczerze, to na otwarcie nowego Salonu czekałem z taką niecierpliwością, jak - nie przymierzając - nastolatek czeka na swoją pierwszą randkę z dziewczyną. Myślałem sobie, że może tego fejsa da się jakoś przeżyć, w imię czegoś, co porwie i zachęci do blogowania na Salonie.
Niestety - proszę wybaczyć mi kolokwializm - doopy nie urywa, a nawet jest gorzej. Nie chcę wpisywać się w ton marudy, bo potrafię zrozumieć pewne konieczności wynikające z takiej, a nie innej wizji właścicieli Salonu, ale to, co zobaczyłem na tej pierwszej "randce" z nowym Salonem, przekracza pewne - nawet najgorsze wyobrażenia.
Salon absolutnie niczym nie odróżnia się od "onetów" i tego rodzaju portali - papek, gdzie serwuje się pismo obrazkowe, news, inny news i znowu pismo obrazkowe. W Poznaniu, gdzie mieszkam, wybudowano nowy dworzec kolejowy, będący skromnym i przeszkadzającym dodatkiem do wielkie galerii handlowej. Mam wrażenie, że tutaj jest identyczny przypadek - kolorowa i krzykliwa galeria handlowa z mało chcianą platformą blogową, zepchniętą gdzieś na trzeci plan. Aha, zdecydowanie brak tu jeszcze jakiegoś "Pudelka" - pomysł zostawiam pod rozwagę Administracji.
Dopuszczam wariant, że to tylko moje - może mylne - pierwsze wrażenie, dlatego nie podjąłem jeszcze decyzji, czy z Salonem, będącym dla mnie cząstką internetowego " jestestwa", należy się definitywnie pożegnać, ale ta pierwsza "randka" jest kompletną porażką.
Komentów się nie spodziewam, bo ... nie, pozostaje mi jedynie serdecznie pozdrowić starych bywalców starego Salonu.



Komentarze
Pokaż komentarze