Lipiec powoli się kończy, pora więc przyjrzeć się tematowi suszy. Siódmy miesiąc roku statystycznie jest okresem z największymi sumami opadów. Normalny lipiec w Polsce jest więc deszczowy, dni ciepłe często przerywane są przez burze po których przychodzą ochłodzenia, czasem silne.
I, wydawałoby się, że tegoroczny lipiec, pod względem opadów nie odstaje od normy. Dni deszczowych było dużo, padało często i dość intensywnie. Tylko moje subiektywne obserwacje odnośnie wegetacji i hydrologi, przynajmniej w Wielkopolsce, w regionie Konina i Poznania pokazują, że problem suszy, choć nieco złagodzony, nie zniknął.
Rok temu, w lipcu, po kilku bardzo gwałtownych burzach z ulewnymi opadami deszczu w moim regionie powstały lokalne rozlewiska, niektóre z nich utrzymywały się ponad miesiąc. W tym roku, pomimo wielu dni deszczowych w terenie nie widzę nawet większych kałuż. Poziom zarówno lokalnej rzeczki, jak i Warty - bardzo niski. Poziom wody w stawach i oczkach wodnych - niski.
Jednocześnie, przynajmniej patrząc pobieżnie, wydaje się, że w tym roku dramatycznej suszy nie ma. Roślinność jest zielona, tak samo trawy. Patrząc natomiast na monitoring suszy w Polsce, to głębsze przyjrzenie się tematowi pokazuje:
1. Jeśli chodzi o gleby, to w wartwie 0-40 cm jest, powiedzmy, umiarkowanie źle.
2. W warstwie 40-100 cm jest źle
3. W warstwie 100 - 200 cm jest bardzo źle
https://clim4cast.eu/pl/deficyt-wilgotnosci-w-glebie/0-200-cm/#toc-layers

źródło: https://agrometeo.imgw.pl/monitoring/susza_glebowa
Dane suszy hydrologicznej dla stacji Bogusław (rzeka Prosna, dopływ Warty):

Regiony z wydanymi przez IMGW ostrzeżeniami o suszy hydrologicznej:

Powstaje więc naturalne pytanie: co jest nie tak z tymi opadami deszczu, skoro wody - mimo wszystko - mało?
Widzę tylko jedną możliwość, której z racji braku danych udowodnić oczywiście nie mogę, ale wydaje mi się całkiem możliwa.
Otóż uważam, że może i padało dużo, często i intensywnie. Ale te opady deszczu to były liczne, ale krótkie "fale". Deszcz przychodził, popadało może z kilka minut, potem przejaśnienia i powiedzmy za godzinę nowa fala kilkuminutowych deszczy. I tak cały dzień, przynajmniej u mnie. Sumaryczna, dobowa suma opadów mogła być więc mimo wszystko niska.
Inne wytłumaczenie obserwacji małych ilości wody w terenie może być to, że deficyt sum opadowych trwa już nie rok, dwa, tylko kilka lat. Pomimo okresów wilgotniejszych wody stopniowo w przyrodzie ubywa.
W każdym razie miesiąc, który zwykle przynosi najwięcej deszczu powoli mija. Za chwilę będziemy mieć sierpień, miesiąc statystycznie już mniej deszczowy, często charakteryzujący się pogodą wyżową, upalną. Nawet jeśli pojawiają się deszcze, to są to najczęściej opady nawalne, związane z burzami. Prawdopodobieństwo gwałtownego rozwoju suszy jest więc wysokie, na szczęście w tym roku miesiące poprzedzające ósmy miesiąc roku były dużo łaskawsze, niż w latach z największymi suszami - jak choćby rok 2015ty.
Na pewno jednak proces ubytku wody w Polsce trwa i pogłębia się.



Komentarze
Pokaż komentarze (25)