22 obserwujących
149 notek
157k odsłon
  255   0

Gra w "tchórza" - sytuacja na granicy polsko-białoruskiej

Jest taka gra: dwa samochody pędzą z naprzeciwka. Wygrywa ten kierowca, który nie zboczy z toru. Kierowca, który zmieni tor by uniknąć kolizji zostaje "tchórzem", dlatego gra ta nosi nazwę "tchórz". A jeżeli żaden nie zmieni toru? To wtedy z reguły jest Nagroda Darwina dla obydwu. Rzecz jasna przyznana pośmiertnie. 

Nie wiem czy ktoś faktycznie w ten sposób się zabawia, czy może cała historia o "grze w tchórza" jest jedynie miejską legendą, ale skojarzenie z tego typu grą nasunęło mi się, gdy obserwuję doniesienia medialne o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy. W roli kierowców "oczyma duszy" widzę  prezydenta Białorusi Łukaszenkę i premiera Polski Mateusza Morawieckiego (choć ktoś z Czytelników  może wyobrażać sobie inną osobę decyzyjną ze strony polskiej). Grę rozpoczął rzecz jasna Łukaszenka, ale nasz rząd zasady gry przyjął i oba samochody pędzą z dużą szybkością, czyniąc tragiczne zakończenie coraz bardziej prawdopodobnym. Tyle tylko, że, inaczej niż w prawdziwej grze "w tchórza" tragedia spotka nie samych "kierowców" (oni najwyżej będą mieli gorszą prasę, choć i tak już dobrej nie mają), ale prawdziwą cenę zapłacą ludzie, których jedyną winą jest, że urodzili się w złym czasie i złym miejscu i uwierzyli, że swój los zdołają odmienić, jeśli przeniosą się w inne miejsce. 

Żeby była sprawa jasna: zdaję sobie sprawę z tego, że nie można dopuścić do niekontrolowanej migracji. Zdaję sobie też sprawę z tego, że Łukaszenka podjął celowe działanie by wywołać kryzys migracyjny w państwach sąsiadujących z Białorusią. Mechanizm przysyłania migrantów bardzo dokładnie opisał Tadeusz Giczan (http://waidelotte.org/operacja-sluza-co-naprawde-sie-dzieje-na-polsko-bialoruskiej-granicy/), więc nie ma tu potrzeby tego opisu powtarzać. Pozostaje jednak pytanie jakie znaczenie ma fakt, że migranci zostali celowo przysłani wobec tego, że ich zdrowie, a nawet życie, bowiem ostatnie doniesienia mówią o 52-letniej kobiecie, która jest w stanie krytycznym (https://wiadomosci.wp.pl/moze-niebawem-umrzec-na-oczach-swoich-dzieci-kobieta-na-pograniczu-w-stanie-krytycznym-6676010767571808a). Tymczasem nikt z 32-osobowej grupy koczujących przy polskiej granicy nie może otrzymać pomocy medycznej. Polscy lekarze taką pomoc oferowali, nie zostali jednak przez polską Straż Graniczną dopuszczeni. Z trudem też udaje się dostarczać migrantom żywność. Udało się to zrobić w czwartek, ale później już nie. Tłumaczenia władz, że nie ma czegoś takiego jak "pas ziemi niczyjej", więc migranci są po stronie białoruskiej, a podejście do nich byłoby przekroczeniem granicy jest nieprzekonujące, bo po pierwsze istnieje coś takiego jak stan wyższej konieczności, po drugie sami przedstawiciele SG granicę przekraczają, choćby odstawiając na stronę białoruską tych migrantów, którym udało się przekroczyć polską granicę, mogliby więc równie dobrze zanieść migrantom żywność (jedno ze źródeł podaje, że najpierw tak robili, dopóki ktoś "z góry" im tego nie zakazał). Nie ma natomiast żadnego, nawet tak naiwnego tłumaczenia dla celowego włączania silników i syren w sytuacji, gdy migranci rozmawiali z przedstawicielami organizacji humanitarnych.

Racjonalne wyjaśnienie tak nieludzkiego traktowania migrantów oczywiście istnieje. Gdyby ludziom tym udzielono pomocy, nawet gdyby ich później odesłano na Białoruś, uznając, że ta jest dla mieszkańców Afganistanu krajem bezpiecznym i to tam powinni składać wniosek o ochronę, lub do kraju pochodzenia, gdyby np. okazało się, że pochodzą z kraju bezpiecznego, to nie za bardzo odstraszyłoby innych. Pomyśleliby "najwyżej mnie zawrócą, a pewnie jednak nie, bo jak już tam będziemy, to prawnicy zadbają by tak się nie stało". Gdy jednak potencjalni migranci przekonają się, że muszą liczyć się z cierpieniem, poniżającym traktowaniem, utratą zdrowia, a nawet śmiercią, bardziej ostrożnie podejdą do pomysłu poszukiwania lepszego życia. Takich argumentów nikt stara się nie wypowiadać głośno, ale "między wierszami" wyraźnie można je dostrzec. Widać tu podejście podobne do tego, które kieruje osobami zakazującymi karmienia ptaków. Wiadomo, ptaki brudzą, więc nie powinno się ich karmić np. w zabytkowych centrach miast, a poza tym należy przyzwyczajać do tego by znajdowały same pokarm (coś jak "pomaganie na miejscu). Tyle tylko, że ptaki mogą swobodnie poruszać się, a te 32 osoby, które utknęły na granicy możliwości takiej nie mają. 

Rząd polski zaczął zdawać sobie sprawę z faktu, że nieudzielanie pomocy wygląda źle z punktu widzenia PR. Pułapka Łukaszenki jest bowiem podwójna. Jeśli Polska przyjmie migrantów, będą następni, więc to on wygra grę "w tchórza", jeśli nie przyjmie to też wygra, a w każdym razie nie przegra, bo będzie mógł, a jeśli wydarzy się jakieś nieszczęście to całkiem zasadnie, twierdzić, że kraj, który go krytykuje za łamanie praw człowieka, również prawa te łamie. Polski rząd wysyła więc na Białoruś pomoc humanitarną, której Białoruś nie przepuszcza, bo gdyby przepuściła oznaczałoby to, że "grę w tchórza" przegrywa.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale