W tytule nie ma literówki. Pamiętam jedną z kampanii wyborczych Sojuszu Lewicy Demokratycznej przebiegającą pod hasłem "Przywróćmy normalność", które to hasło przeciwnicy SLD szybko przerobili na "Przewróćmy normalność". Pozwoliłam sobie tej przeróbki użyć, bo pasuje do obecnej sytuacji, ale gdy okaże się, że jest to pomysł konkretnej osoby lub osób, które zastrzegły sobie prawa autorskie, na ich prośbę tytuł zmienię.
Historia zna przykłady zdań lub gestów, które choć prawdopodobnie nigdy nie miały miejsca, dobrze pokazują charakter postaci, złożoną sytuację historyczną czy pewną prawdę uniwersalną. Juliusz Cezar w momencie śmierci raczej nie powiedział "I ty Brutusie...", nie ma jednoznacznych dowodów na to, że Ludwik XIV kiedykolwiek stwierdził "Państwo to ja", a król Szwecji Karol XIV, wcześniej Marszałek Francji, a jeszcze wcześniej uczestnik Rewolucji Francuskiej - Jean Baptiste Bernadotte ni.e musiał ukrywać tatuażu "Śmierć królom" (wg innej wersji "Niech żyje Republika"), bo takowego nie miał. Wszystkie te cytaty w sposób syntetyczny przekazują prawdę o omawianych postaciach. O zdradzie Brutusa, absolutyzmie Króla-Słońce i ideologicznej wolcie marszałka Bernadotte.
Ministrowi Żurkowi daleko wprawdzie do Juliusza Cezara, Ludwika XIV, a nawet marszałka Bernadotte, ale jest pewien gest, którego zainteresowany się wypiera, ale który dobrze oddaje charakter sprawowania władzy przez pana ministra (choć w trakcie wykonywania zdjęcia ministrem nie był). Chodzi o słynne zdjęcie ze środkowym palcem. Tak bardzo się panu ministrowi nie spodobało, że uzyskał sądowy zakaz rozpowszechniania go. Na szczęście zakaz dotyczy tylko pozwanych podmiotów, a nie wszystkich obywateli. Niefortunny znak miał być znakiem V, czyli Victorii. Tyle, że Żurek najpierw wyciągnął środkowy palec, a następnie wskazujący, stąd na zdjęciach poklatkowych mogliśmy zobaczyć gest zinterpretowany jako obraźliwy. Wszystko brzmi przekonująco, choć nieco dziwne wydaje się, że ktoś robiąc gest V wyciąga najpierw jeden palec, później drugi. Ćwiczyłam ten gest i zawsze łatwiej mi było wyciągnąć oba palce jednocześnie. Wygląda tak jakby ówczesny sędzia Żurek chciał pokazać środkowy palec, ale szybko się zreflektował i gest "przerobił" na V. Zapomniał (czy faktycznie?) jednak o tym, że palce ułożone w V i zwrócone grzbietem dłoni do widza to gest równie obraźliwy, choć może nieco mniej znany, bo charakterystyczny dla Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Jakie by nie były intencje pana Żurka w 2020 roku, faktycznie od początku objęcia urzędu zachowuje się tak jakby pokazywał środkowy palec wszystkim uznającym zasady państwa prawa. O ile jego poprzednik - Adam Bodnar jeszcze starał się zachowywać pozory praworządności, to Żurek już pozorami zupełnie się nie przejmuje. Jego celem jest... no właśnie co? To ciężko powiedzieć, postaram się swoje hipotezy zostawić na koniec.
W ostatnich kilku dniach mieliśmy do czynienia z kilkoma sytuacjami, gdy działania wymiaru sprawiedliwości w rażący sposób rozmijały się ze sprawiedliwością w pierwotnym znaczeniu tego słowa. Oczywiście, minister Żurek bezpośrednio nie odpowiada za wszystkie zdarzenia, ale nie wypowiedział się negatywnie w odniesieniu do żadnego z nich, a wszystkie one niestety wpisują się w szerszy obraz obecnej władzy.
1) Skazanie Adama Borowskiego na pół roku więzienia za krytykę Romana Giertycha. Podnoszą się głosy: nie za krytykę, ale za odmowę wykonania postanowienia sądu, który nakazał przeprosić Romana Giertycha za wypowiedź w związku z toczącym się wtedy postępowaniem przeciw Giertychowi. Borowski sugerował (zgodnie z materiałami z śledztwa), że Roman Giertych, jako adwokat wychodził poza akceptowalne działania w obronie klientów, łamiąc przy tym prawo. Giertych uznał, że oskarżenie to podważa zaufanie do niego jako adwokata. Z tym stwierdzeniem bym polemizowała. Osoba mająca konflikt z prawem chętniej wybierze adwokata, który w obronie klienta nie cofnie się przed niczym niż takiego, który poprzestanie na szukaniu okoliczności łagodzących. O utracie jakiego zaufania mówimy? A tak serio to mimo różnych prób wyjaśnień sprawa ma wymiar symboliczny. Legenda "Solidarności", więzień stanu wojennego zostaje wysłany do więzienia za krytykę syna człowieka, który stan wojenny poparł. Oczywiście, Roman Giertych nie odpowiada za decyzje ojca, ale on sam również nigdy nie potępił stanu wojennego. Paradoks sytuacji zauważyli nawet obecni przeciwnicy polityczni Adama Borowskiego, ale tak jak on niegdyś działacze opozycji antykomunistycznej. W liście otwartym zwracają uwagę na znaczenie wolności słowa, a także fakt, że "śledztwo w sprawie roli, jaką w aferze Polnordu odgrywał Roman Giertych, zostało umorzone zbyt pochopnie". Pismo skierowane jest do Waldemara Żurka. Czy pan minister zareaguje? Nie wiem, prawdopodobnie zareaguje jednak prezydent Karol Nawrocki, który Borowskiego ułaskawi.
2) Wezwanie pani Weroniki Krawczyk do odbycia kary 3 miesięcy prac społecznych. Pani Weronika w roku 2016 była w ciąży pod opieką ginekologa pana Piotra A. Po wykonanym USG lekarz stwierdził u płodu zespól Downa i namawiał kobietę do aborcji. Ta odmówiła i zmieniła lekarza. Dziecko, choć urodzone przedwcześnie okazało się zdrowe. W roku 2022 przeglądała stronę z opiniami na temat lekarzy. Napisała własną opinię na temat doktora A. Opisała w niej swoje perypetie z tym lekarzem. Ostrzegła inne pacjentki. Niby normalna sprawa. Ludzie wypisują różne opinie konsumenckie. Jedne są pozytywne, inne nie. Większość adresatów opiniami się nie przejmuje. Czasem podziękują za pozytywne. Opinie negatywne zazwyczaj lekceważą, albo też krótko wyjaśnią sytuację, ewentualnie zdementują informacje nieprawdziwe. Piotr A. jednak postąpił inaczej - podał kobietę do sądu, korzystając (podobnie jak Giertych) z osławionego paragrafu 212. Nigdzie nie znalazłam uzasadnienia wyroku, więc nie wiem co powodowało sędzią, który za winę uznał ostrzeganie innych pacjentek. Czy lekarz wszystkiego się wyparł, a sędzia dal mu wiarę? Pomijając fakt, że pani Weronika nie miała żadnego interesu w tym by dyskredytować lekarza wymyślając nieprawdziwe historie, to dziennikarze znaleźli informację o lekarzu skazanym w roku 2002 za nielegalne wykonywanie aborcji. Nazwisko lekarza nie zostało podane, ale zgadza się adres i wiek. Wyrok byl wydany w zawieszeniu, a lekarza nie pozbawiono prawa wykonywania zawodu. Skazanie wprawdzie uległo zatarciu, nie może być formalnie wykorzystane przeciw lekarzowi, ale sytuacja ta znacząco uprawdopodabnia wersję pani Krawczyk. Sędzia w pierwszej instancji skazał kobietę na cztery miesiące ograniczenia wolności i nakazał kobiecie przeprosić lekarza, sąd drugiej instancji skrócil karę do trzech miesięcy i podtrzymał nakaz przeprosin. Kobieta zaraz po wyroku złożyła prośbę o ułaskawienie do prezydenta Nawrockiego. Prezydent jeszcze wniosku nie rozpatrzył, nie tylko zresztą tego wniosku. Żadnej sprawy o ułaskawienie jeszcze nie rozpatrywał. Wnikliwość jest rzecz jasna wskazana, ale pani Weronika wiele czasu nie ma. Nie zamierza przepraszać , bo nie czuje się winna. Pani kurator też nie zgodziła się na odroczenie wykonania wyroku do momentu decyzji prezydenta. W sytuacji odmowy prac społecznych kobietę czeka 6 tygodni więzienia. Być może będzie mogła karę odbywać w systemie elektronicznym, ale pewności mieć nie można. Najgorszy w tym wszystkim jest jednak sam fakt skazania, za coś, co powinno być uznane za postawę obywatelską. Nawet proaborcyjne aktywistki przyznają, że niedopuszczalne jest nakłanianie do aborcji.
3) Proces księdza Olszewskiego i dwóch urzędniczek - pani Urszuli i pani Karoliny. O aresztowaniu tych osób napisano wiele, więc skupię się na nowych elementach przekonujących o tym, że wyrok skazujący już został wydany. Sprawę prowadzi sędzia Justyna Koska-Janusz, znana z programu TVN "Sędzia Artur Lipiński - Sąd Rodzinny". W tym czasie była ona asesorem sądowym, a w programie występowała jako adwokat. Później została sędzią i popadła w konflikt z ówczesnym MS Zbigniewem Ziobro. Sam ten fakt powinien wykluczaj ją z tej sprawy. Sprawa dotyczy bowiem domniemanych nieprawidłowości przy rozdziale pieniędzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, a MS był wtedy Ziobro. Uzasadnione jest więc podejrzenie, że pani sędzia może być zainteresowana pogrążeniem człowieka, który ją skrzywdził (naprawdę lub w jej przekonaniu - to nie ma znaczenia). "Odpowiedni" sędzia to jeszcze nie wszystko. Trzeba mieć "swoich" ławników. Na pomoc przyszedł przypadek. Tak się złożyło, że w wyznaczonym terminie wylosowani ławnicy nie mogli być obecni. Zamiast przesunąć termin lub (gdyby nieobecność miała być trwała) wylosować nowych, nowych ławników wyznaczyła sędzia. Co więcej: ławnicy ci stwierdzili, że zapoznali się z aktami liczącymi tysiące stron. Czy było to fizycznie możliwe? Oczywiście, że nie, nawet w przypadku zastosowania techniki szybkiego czytania. Szerzej na temat łamania procedur napisano już w "Salonie24"
Widać jednak, że władzy zależy na wyroku skazującym. Nawet skłonna jestem zrozumieć dlaczego. Trzy osoby spędziły długie miesiące w więzieniu, a przynajmniej u dwóch wystąpił syndrom stresu pourazowego. Nawet obecny rzecznik praw obywatelskich stwierdził, że mieliśmy do czynienia z nieludzkim traktowaniem. Oczywiście, przestępca też powinien być traktowany humanitarnie, jednak fakt, że niehumanitarnie potraktowano człowieka niewinnego niesie ze sobą większy ciężar gatunkowy, a za sam fakt niesłusznego aresztowania należy się odszkodowanie. Troska o kieszeń podatników nie jest jedynym problemem. Ewentualne uniewinnienie całkowicie "kładzie" całą "aferę" Funduszu Sprawiedliwości. Jeśli nie było afery z fundacją "Profeto" to innych afer też nie było. Cała narracja o "złodziejskim PiS" runęłaby jak domek z kart. No ale przecież jeśli wszystko jest tak "grubymi nićmi szyte" społeczeństwo (poza twardym elektoratem ośmiu gwiazdek") nie uwierzy w winę księdza. Czy nie lepiej było by zaryzykować i przynajmniej ławników wylosować? Skazanie przez sąd prawdziwie bezstronny miałoby większą wartość perswazyjną, nawet gdyby wyroki były niższe. Dla mnie tłumaczenie jest jedno: dowody na przestępstwo są wątłe i obiektywny sąd by je odrzucił
4) Wtargnięcie do siedziby KRS, a właściwie sejfów sędziów dyscyplinarnych. Nie będę rozwodzić się nad tym którzy rzecznicy dyscyplinarni są prawidłowo powołani, choć Sąd Najwyższy wyraźnie stwierdził, że rzeczników dyscyplinarnych nie można odwołać przed końcem kadencji. Skupię się tylko na jednym aspekcie: zabrania dokumentów bez należytego pokwitowania. Tego obronić się nie da i osoby, które to zrobiły mocno ryzykują.
5) Skazanie pani Izabeli na pół roku więzienia (co prawda w zawieszeniu) i 1000 zł nawiązki, za to, że pod adresem Jerzego Owsiaka napisała "Giń czeku i to jak najszybciej". Sędzia podkreślił, że Owsiak obawiał się o życie swoje i rodziny. Drobna emerytka mogłaby realnie zagrozić dobrze zbudowanemu bądź co bądź mężczyźnie. Sprawa absurdalna. Adwokat zapowiedziała apelację. Dłużej nie będę się nad tą kwestią rozwodzić, gdyż planuję osobny wpis o Owsiaku w kontekście tej właśnie sprawy, ale nie tylko.
Wymieniłam pięć spraw, dotyczących (nie)sprawiedliwości, ale jest ich więcej. Czy za wszystko odpowiada Waldemar Żurek? Zapewne nie. Wiele niesprawiedliwych wyroków wynika z osobistych przekonań sędziów i ich sympatii politycznych. Minister Żurek potrafi jednak reagować (czasem nawet w sposób budzący wątpliwości prawne) na wyroki, które mu się nie podobają. Przykładem może być reakcja na cofnięcie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Marcina Romanowskiego. Gdyby więc nie był zadowolony z jakiegoś wyroku - zareagowałby.
Mnie interesuje inna sprawa - Waldemar Żurek wielokrotnie podkreślał, że "puryści prawniczy" mogą być z jego postępowania niezadowoleni, ale on i tak będzie "przywracał praworządność". Czytaj: będzie działać niezgodnie z prawem. Do czasów objęcia władzy przez obecną koalicję panowała niepisana zasada: "My nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych". Zasada ta może się "prostemu ludowi" nie podobać, bo jak to? Przestępstwa mają być tolerowane? Złodzieje bezkarni? Niemniej jednak zasada ta zapewniała ciągłość władzy. Nie chodzi o całkowitą bezkarność osób, które zajmowały wysokie stanowiska, ale o dużą ostrożność w oskarżeniach. Jeśli przestępstwo jest ewidentne (przestępstwa pospolite, łapówki, fałszowanie dyplomów) nic nie stoi na przeszkodzie ukarania wysokiego urzędnika. Do tej pory nie dochodziło jednak do karania za niewłaściwy (zdaniem nowej ekipy) sposób sprawowania władzy. Ekipa Donalda Tuska to zmieniła. Zaczęło się od wtargnięcia do pałacu prezydenckiego i uprowadzenia posłów Kamińskiego i Wąsika, wcześniej przez prezydenta ułaskawionych. Później było tylko gorzej. Brutalne potraktowanie księdza Olszewskiego i obecny proces, zmuszenie Romanowskiego i Ziobro do szukania azylu zagranicą. Raz złamana zasada przestaje obowiązywać. Władza może się zmienić. Sondaże przewidują, że KO wprawdzie wygra, ale nie będzie w stanie stworzyć rządu. Czy Waldemar Żurek i inni liczą się z ewentualnością bycia pociągniętymi do odpowiedzialności? Do czasu zwycięstwa Karola Nawrockiego rząd mógł liczyć na zmarginalizowanie opozycji przy pomocy ustaw, które Trzaskowski by podpisywał. Ten plan jednak się nie udał. Zamiast szukać kompromisu i pojednać się z opozycją i prezydentem (nie chodzi o brak różnic programowych te są oczywiste, ale o uznanie prawa do istnienia opozycji i niepodważanie legalności wyboru prezydenta) rząd poszedł na jeszcze ostrzejszą konfrontację. Co może przez to osiągnąć? Moim zdaniem jedynie krótkotrwałą satysfakcję dokonania zemsty, ale nic trwałego.
Swoją "działalność polityczną" rozpoczęłam w roku 1968 w wieku lat... sześciu ;). Postanowiłam wtedy wyrzucić przez okno kilkanaście napisanych własnoręcznie "ulotek" o treści "W POLSCE JEST RZĄD GŁUPI". Zamiar nie udał się, bo gdy wyjawiłam go Tacie, ten przestraszył się nie na żarty (pracował na uczelni) i rzecz jasna zniszczył kartki. Motywacja mojej "działalności" była jednak specyficzna: chodziło o to, ze milicja przez parę dni obstawiała Rynek, a je lubiłam chodzić karmić gołębie.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka