Flaga Iranu z czasów cesarstwa. Autorstwa MrInfo2012 - Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=56435055
Flaga Iranu z czasów cesarstwa. Autorstwa MrInfo2012 - Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=56435055
Aleksandra Aleksandra
115
BLOG

Braun, De Valera i moje refleksje na temat wojny w Iranie

Aleksandra Aleksandra Polityka Obserwuj notkę 1
Wojna trwa już trzy tygodnie. Wracam do początkowych reakcji dwójki polskich polityków z przeciwnych krańców sceny politycznej. Próbuję też przedstawić możliwe scenariusze konfliktu.

Trochę historii

Jest ostatni dzień kwietnia 1945 roku. Kończy się II wojna światowa. Wódz III Rzeszy Adolf Hitler popełnia samobójstwo. Kilka dni później, w Irlandii premier (późniejszy prezydent) Éamon de Valera udaje się do ambasady niemieckiej i składa kondolencje.

Jest ostatni dzień kwietnia 2026 roku. Zaczyna się wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem. W wyniku bombardowania ginie duchowy przywódca Islamskiej Republiki Iranu ajatollah Ali Chamenei. Kilka dni później, w Polsce prezes jednej z partii politycznych, europoseł (wcześniejszy kandydat w wyborach prezydenckich) Grzegorz Braun udaje się do ambasady irańskiej i składa kondolencje.

Mimo odległości czasowej i przestrzennej podobieństwo tych zdarzeń jest uderzające. Oczywiście są też różnice. De Valera złożył kondolencje jako szef rządu państwa zachowującego neutralność w czasie wojny. Wychodził z założenia, że zachowuje się zgodnie z zasadami dyplomacji, zgodnie z którymi nie ma znaczenia czy zmarły był szlachetnym człowiekiem czy zbrodniarzem, ważne, że stał na czele państwa, z którym jego kraj utrzymuje stosunki dyplomatyczne. Mimo to czyn De Valery spotkał się z powszechnym oburzeniem. Czy słusznie? Sprawa dyskusyjna. Dla zainteresowanych przesyłam link omawiający szczegóły tego zdarzenia https://www.irishtimes.com/history/2025/05/02/de-valeras-condolences-on-the-death-of-hitler-continue-to-provoke-80-years-on/ . Niezależnie od oceny tego gestu przyznać musimy, że przynajmniej o jedno nie można posądzać Éamona De Valery - o koniunkturalizm. Wojna dla Niemiec była już przegrana, więc De Valera nic nie mógł zyskać.

Grzegorza Brauna również nie posądzam o koniunkturalizm, choć w tym przypadku wojna dopiero się zaczęła, a jej wynik nie jest jeszcze przesądzony. Jednakże o ile De Valera miał prawo czuć się związany protokołem dyplomatycznym, to na Braunie tego typu zobowiązanie nie ciążyło. Braun jest prezesem jednej z kilku opozycyjnych partii oraz eurodeputowanym. Ani jedna ani druga funkcja nie obliguje go do składania kondolencji. Nie ulega więc wątpliwości, że w aktualnym konflikcie Braun poparł Islamską Republikę Iranu. Napisał:


Szczęść Boże Narodowi Irańskiemu! Niniejszym składam moje szczere kondolencje z powodu tragicznej śmierci waszego przywódcy ajatollaha Alego Chameneia. Mimo wszelkich istotnych odmienności nasze kraje łączy wiele uniwersalnych zasad, które w stosunkach międzynarodowych zakazują stosowania agresji i morderstwa jako narzędzi rozwiązywania sporów.

Jakoś nie przeszkadza Braunowi agresja w przypadku działań Rosji wobec Ukrainy, a nawet wyraźnie próbuje wspierać Rosję, np. przeciwstawiając się przeznaczeniu zamrożonych rosyjskich aktywów na pomoc Ukrainie, lub też proponując by do propozycji Rosji dotyczących podziału Ukrainy podejść "bez zabobonnych lęków". Nie będę jednak rozwijać tematu Ukrainy, bo planuję związany z tym osobny wpis.

Nie tylko Braun 

Dlaczego Grzegorz Braun i część prawej strony sceny politycznej tak wyraźnie opowiada się po stronie Islamskiej Republiki Iranu?  Jak to się ma do haseł "Stop islamizacji"? To nie jedyny paradoks związany z oceną tej wojny przez polskich polityków. Lewicowa polityczka (celowo używam tego słowa), feministka Magdalena Środa  na swoim facebookowym profilu napisała:


W żaden sposób nie mogę popierać ataku na Iran ani nawet politycznie rozważać jego jakichkolwiek atutów. Nie popieram żadnego ataku państwa na inne państwo, bo nigdy nie stoją za tym jakieś dobra czy wartości (np. obrona demokracji), zawsze jest to w interesie atakującego lub na chwałę tego, który atak przygotował. Żadna z wojskowych ingerencji USA nie skończyła się dobrze, za każdą stały jakieś ambitne politycznie dziady, które chciały zapisać się w historii. Nie popieram ataków bo giną ludzie - to generalna zasada, giną też zwierzęta, o czym warto pamiętać. Zwłaszcza nie popieram niczego czego dotknął się ten zdemenciały psychopata Trump.

Zatrzymajmy się na chwilkę nad tymi tezami. 


Nie popieram żadnego ataku państwa na inne państwo, bo nigdy nie stoją za tym jakieś dobra czy wartości (np. obrona demokracji), zawsze jest to w interesie atakującego lub na chwałę tego, który atak przygotował.

Oczywiście, krańcową głupotą byłoby atakować, jeśli nie stało by to w interesie atakującego. Istotnie celem ataku na inne państwo nigdy nie jest obrona demokracji w atakowanym kraju, ale wprowadzenie demokracji może być efektem ubocznym. Tak stało się w Niemczech (części okupowanej przez mocarstwa zachodnie) i Japonii po II wojnie światowej. Celem okupacji tych krajów było zniszczenie ich potencjału militarnego i doprowadzenie do powstania tam rządu przychylnego okupantom, ale narzędziem było zaprowadzenie systemu demokracji parlamentarnej. Podobna sytuacja może być z Iranem. Celem USA i Izraela jest by Iran przestał zagra zagrażać amerykańskim interesom na Bliskim Wschodzie oraz bezpośrednio przestał zagrażać państwu Izrael. Jednakże zwłaszcza ten drugi cel jest trudny do osiągnięcia bez zmiany rządu w Iranie. O ile Trump byłby skłonny ogłosić zwycięstwo (osłabienie potencjału militarnego Iranu) i zakończyć wojnę, to Izrael chciałby doprowadzić sprawę do końca tak by nowy rząd Iranu nie negował prawa państwa Izrael do istnienia

Kolejny fragment do skomentowania:


Żadna z wojskowych ingerencji USA nie skończyła się dobrze

Przez dobre zakończenie możemy rozumieć osiągnięcie wszystkich lub części celów interweniującego, a także inne pozytywne skutki. Oczywiście można powiedzieć, że zawsze zakończenie jest złe, bo po obu stronach giną ludzie, ale zostańmy przy tym pierwszym i drugim wyjaśnieniu. Przyjrzyjmy się interwencjom amerykańskim:

1) I wojna światowa - cel osiągnięty - pokonanie Państw Centralnych. Trudno jednoznacznie powiedzieć czy dobrze się stało, bo na bazie frustracji przegraną do władzy doszedł Hitler, ale bliski skutek, przynajmniej dla Polski był pozytywny. Zwycięstwo Niemiec i Austro-Węgier zapewne doprowadziłoby do powstania Polski, ale nie jako kraju w pełni suwerennego. Materiał na historię alternatywną. 

II wojna  światowa - interwencja w Europie, pokonanie Hitlera, wyzwolenie Europy Zachodniej. Interwencja zakończyła się dobrze.

2) Wojna w Korei - tu sukces nie był jednoznaczny, ale przynajmniej udało się uchronić Koreę Południową od komunizmu (choć może dla niektórych to niedobrze).

3) Wojna w Wietnamie - tu istotnie happy endu nie było, choć niektórzy historycy twierdzą, że interwencja doprowadziła do osłabienia komunistów i przez to spowolniła rozprzestrzenianie się komunizmu w regionie. Wolna od komunizmu pozostała Tajlandia.

4) Interwencja w Grenadzie - przy minimalnych stratach własnych (i przeciwnika) udało się zapobiec powstaniu kolejnego przyczółka kominizmu na półkuli zachodniej.

5) I wojna w Zatoce - celem było wyzwolenie Kuwejtu spod irackiej okupacji i to się udało. 

6) Interwencja w Afganistanie - tu istotnie się nie udało. Nie udało się zlikwidować potencjału militarnego Talibów i po wycofaniu się wojsk amerykańskich i sojuszniczych opanowali oni cały kraj wprowadzając pod wieloma względami jeszcze bardziej represyjne prawo niż za swoich pierwszych rządów. 

7) II wojna w Zatoce - udało się obalić dyktatora Saddama Husseina, nie doprowadziło to jednak do stabilizacji sytuacji. Częściowy sukces.

W tym zestawieniu widać, że przynajmniej kilka interwencji doprowadziło do czegoś dobrego.

W dalszej części zawarta jest oczywista smutna prawda, że w czasie wojny giną ludzie i zwierzęta. Czy jednak pani Środa zwróciła uwagę na to ilu ludzi (choć chyba nie zwierząt) zginęło, ginie i będzie ginąć (o ile nie obali się obecnego reżimu) w wyniku stosowanych przez władze Islamskiej Republiki Iranu represji.  Oficjalnie władze Iranu potwierdziły śmierć 5000 ludzi, w tym 500 funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, ale nieoficjalne dane mówią nawet o 30 tysiącach. 

Prawdziwe motywy pani Środy zawierają się jednak w ostatnim zdaniu.


Zwłaszcza nie popieram niczego czego dotknął się ten zdemenciały psychopata Trump.

I tu widzimy sedno sprawy. Pani Środa po prostu Trumpa nie lubi i w zasadzie żadne racjonalne argumenty nie są jej potrzebne.

Niechęć jest też motorem działania Brauna. W tym przypadku niechęć do Żydów i państwa Izrael. Argumentuje on, że z Iranem nigdy "nie mieliśmy 'kosy'", natomiast Izrael wysuwa wobec Polski roszczenia. To wszystko prawda, tyle tylko, że umyka nam obraz całości. Iran nie jest niezależnym państwem, które ma może okrutny reżim, ale to nie nasza sprawa. Abstrahując od faktu, że myśl, iż masowe zabijanie własnych obywateli (w majestacie prawa lub bez sądu) nigdy nie jest "wewnętrzną sprawą" jakiegoś państwa, zauważyć trzeba, że Iran pozostaje w nieformalnym, ale bardzo efektywnym sojuszu z państwami takimi jak Rosja i Chiny. Razem z Koreą Północną i paroma mniejszymi państwami uznać je można za część "osi zła", czyli grupy państw mających rządy dyktatorskie, ale co najważniejsze, wrogich wobec cywilizacji euroatlantyckiej, próbujących ją osłabić. Ideologicznie kraje to bardzo różnią się, ale wrogość wobec USA je łączy. Rosja nazywa to budową "świata wielobiegunowego", gdzie największe państwa będą miały swoje strefy wpływów. Pod tą neutralną nazwą kryje się duże niebezpieczeństwo również dla nas.

Wrogość wobec naszej cywilizacji, obojętnie jak ją nazwiemy: euroatlantycką, judeochrześcijańską, zachodnią, łacińską widać również u lewicy. Stąd podobieństwo w poglądach skrajnej prawicy i skrajnej lewicy. Tradycjonalistyczna prawica widzi w cywilizacji zachodniej "zepsucie", lewica zaś "patriarchalną kulturę", choć prawdziwie patriarchalny system w Iranie jakoś jej nie przeszkadza. 

Możliwe scenariusze

W chwili gdy piszę ten tekst sytuacja jest napięta, Trump chciał i nie chciał negocjować (sprzeczne sygnały to on lubi dawać), postawił ultimatum żądając odblokowania cieśniny Ormuz, ale władze w Iranie tym się zbytnio nie przejęły. Postawiły niedorzeczne warunki, między innymi likwidację baz USA na Bliskim Wschodzie i  wydanie irańskich bloggerów przebywających na emigracji, a piszących czy mówiących negatywni o irańskiej władzy (sic!). Oczywiście Teheran zdaje sobie sprawę z tego, że żądania te nie zostaną spełnione i wydaje się, że jest przygotowany na dłuższą wojnę. Wszystko wskazuje też na to, że udało mu się (ma nadzieję, że do czasu) spacyfikować opozycję. Publiczne egzekucje pokazują wyraźnie społeczeństwu, że władza nie cofnie się przed niczym. 

Postaram się przytoczyć kilka bardziej lub mniej prawdopodobnych scenariuszy, przy czym zdaję sobie sprawę z tego, że możliwy jest też szereg innych. Zacznę od najgorszego do najlepszego (ocena subiektywna).

1) Trzecia wojna światowa. Chiny wykorzystują, że uwaga świata skupiona jest na Iranie i atakują Tajwan. Stany Zjednoczone przychodzą z pomocą. Rosja atakuje europejskie kraje NATO. Wojna ogarnia też Japonię, obie Koree, a być może i Australię. Niezależnie od tego kto wygra wojnę, wielu z nas nie dożyje jej zakończenia. Scenariusz tyleż straszny co mało prawdopodobny. 

2) Stany Zjednoczone wycofują się z konfliktu w związku ze wzrostem cen ropy. Reżim w Iranie umacnia się. Jeszcze więcej egzekucji, jeszcze większe zacieśnienie stosunków z Rosją i Chinami. Trump zapewne mimo wszystko ogłosi zwycięstwo, bo przecież zniszczono wiele instalacji i osłabiono potencjał militarny.

3) Wariant "wenezuelski" - reżim idzie na ustępstwa wobec USA, Trump ogłasza zwycięstwo. Sytuacja wewnętrzna w Iranie zmienia się jednak niewiele.

4) Jak w (2) lub (3), tyle tylko, że działa "bomba z opóźnionym zapłonem". Islamska Republika Iranu jest osłabiona. Trudności gospodarcze wywołują kolejną falę protestów, z którą reżim nie daje rady. Następuje to po pewnym czasie, nawet kilku latach. 

5) Reżim upada. Mało prawdopodobne by odbyło się to bez rozpoczęcia przez USA wojny lądowej, ale można wyobrazić sobie też i taki scenariusz. Kto przejmuje władzę? Kluczową postacią jest tu Cyrus Reza Pahlawi, syn obalonego szacha, który albo zostaje szefem rządu tymczasowego, albo restaurowana zostaje monarchia i wstępuje na tron, jako Reza II. Później odbywa się referendum  i zależnie od wyniku monarchia trwa dalej, albo szach abdykuje i być może zostaje premierem lub prezydentem. Niezależnie od szczegółowych rozwiązań Iran staje się krajem prozachodnim i ma dobre stosunki z Izraelem. Można mieć tylko nadzieję, że Cyrus Reza nie popełni błędów swego ojca i nie zacznie wprowadzać reform "na siłę".

Jak zwykle ciekawa jestem komentarzy Czytelników. Który scenariusz byłby optymalny? Który jest najbardziej prawdopodobny?






 

Aleksandra
O mnie Aleksandra

Swoją "działalność polityczną" rozpoczęłam w roku 1968 w wieku lat... sześciu ;). Postanowiłam wtedy wyrzucić przez okno kilkanaście napisanych własnoręcznie "ulotek" o treści "W POLSCE JEST RZĄD GŁUPI". Zamiar nie udał się, bo gdy wyjawiłam go Tacie, ten przestraszył się nie na żarty (pracował na uczelni) i rzecz jasna zniszczył kartki. Motywacja mojej "działalności" była jednak specyficzna: chodziło o to, ze milicja przez parę dni obstawiała Rynek, a je lubiłam chodzić karmić gołębie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka