O sprawie pani Weroniki K. pisałam na Salonie w punkcie drugim notki na temat praworządności: https://www.salon24.pl/u/olenkawagner/1484971,przewracanie-praworzadnosci . Wtedy jeszcze nie zapadła decyzja o ułaskawieniu, nie było też znane uzasadnienie wyroku. To ostatnie zostało dopiero kilka dni temu obszernie omówione w artykule pań Izabeli Kacprzak i Dominiki Pietrzyk: https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art44253331-za-co-naprawde-skazano-weronike-k-aktywistke-pro-life-ulaskawiona-przez-karola-nawrockiego . Autorki sugerują, że pani Weronika mijała się z prawdą informując o lekarzu, a jej rozmowa z nim miała inny przebieg, przy czym bezkrytycznie akceptują uzasadnienie wyroku.
Zwrócił na to uwagę pan Krzysztof Kasprzak na forum X (d. twitter): https://x.com/kasprzak_k_/status/2049445429511671887 . Wypunktował kwestie całkowicie pominięte w artykule z "Rzeczpospolitej". Stwierdził, że:
[...] był proces o obronę życia, bo jakby Weronika nie była prolife, nie krytykowała tego że była nakłaniana do zabicia dziecka, to by sprawy nie było.
Nawiązał tu do sporu o to czy w procesie chodziło jedynie o odpowiedzialność za słowa, czy też jednak o obronę człowieka znanego z wykonywania aborcji, nawet nielegalnych.
W swojej notce spróbuję skonfrontować informacje uzyskanie z różnych źródeł. Dysponuję jedynie materiałami ogólnodostępnymi. Część już podałam, pozostałe linki na końcu. Postaram się przedstawić przebieg wydarzeń, zaznaczając sprzeczności pomiędzy wersją pani Weroniki i wersją lekarza, do której przychylił się sąd. Rzecz jasna podzielę się swoimi przemyśleniami i przedstawię własną ocenę.
W 2016 roku pani Weronika była w ciąży i zgłosiła się do lekarza Piotra A. Mamy sprzeczne informacje na temat przebiegu wizyty oraz liczby wizyt. Lekarz twierdzi, że wizyta była jedna, natomiast pani Weronika mówiła o tym, że Piotr A. wielokrotnie namawiał ją do aborcji. Lekarz z kolei twierdzi, że nie namawiał, a jedynie informował o takiej możliwości. Powodem nakłaniania/informowania miała być postawiona przez tegoż lekarza diagnoza, że dziecko urodzi się z zespołem Downa. I tu kolejna sprzeczność: lekarz twierdzi iż jedynie wskazał na podejrzenie wystąpienia tej przypadłości i zalecił dalsze badania, pacjentka zaś mówi o zdiagnozowaniu zespołu Downa. Rzecz jasna rozmowa nie była nagrywana, nie było też świadków wymiany zdań, nie ma więc pewności co do tego jakie słowa padły i kto kłamie. Być może nawet nikt nie kłamał. Lekarz mógł stwierdzić, że podejrzewa zespół Downa, a pacjentka mogła to odebrać jako diagnozę. Zwłaszcza po kilku latach mogła niedokładnie pamiętać słowa lekarza. Pamiętała jedynie, że padła niekorzystna diagnoza, a tymczasem dziecko urodziło się zdrowe. Podobnie z nakłanianiem do aborcji. Często sama informacja traktowana jest jako propozycja. Jeśli kobieta zjawia się u lekarza z przeświadczeniem, że lekarz jest świadom, iż ma dwóch pacjentów, a tu lekarz wspomina o możliwości aborcji, kobieta ma prawo się oburzyć i odebrać informację jako propozycję, a nawet zachętę.
Pozostaje problem liczby wizyt. Sąd stwierdził, że wizyta była jedna, bo tak wynika z dokumentacji lekarskiej. Natomiast wspomniany już Krzysztof Kasprzak pisze:
- i najważniejsze czego się nie dowiecie, ze Weronika była nie raz a dwa razy u Piotra A., a za drugim razem proponował jej wbicie igły w serce dziecka - niby tak przypadkiem przy amniopunkcji. Jak Gizela gdy podaje chlorek.
Być może jedna wizyty była udokumentowana, druga nie. Amniopunkcja jest metodą stosowaną przy pobieraniu płynu owodniowego, zawierającego komórki płodu, które można przebadać pod kątem ewentualnych nieprawidłowości co do liczby chromosomów czy ich budowy. Zdarza się jednak, że igłę wbije się zbyt głęboko uszkadzając płód. W takiej sytuacji trudno udowodnić celowe działanie.
Wróćmy jednak do przebiegu wydarzeń. Jest 23 lipca 2022 r. Pani Weronika przegląda forum internetowe, na którym jest możliwość wpisywania opinii o poszczególnych lekarzach. Kobieta dzieli się swą opinią pisząc między innymi (cytaty z "Rzeczpospolitą"):
„Niech pani Bogu dziękuje za to, że dziecka pani nie chciał wyskrobać, wręcz namawiając do tego, chwaląc się jak to wyskrobuje inne dzieci”, „przez tego człowieka moja ciąża była jednym wielkim płaczem i smutkiem”, „mówiąc mu w twarz, co narobił mi i innym kobietom w ciąży namawiając je do aborcji”, „wiele kobiet przez niego cierpi i może niestety dokonuje aborcji na podstawie jego niedouczenia i chorych domysłów i jak sądzę żądzy pieniądza”, „Pomylił się nieraz i wie o tym doskonale, niestety jego pomyłki idą również w drugą stronę, nie widzi wad, gdy istnieją naprawdę. Niedouczony, bezczelny i ohydnie nastawiony na pieniądze człowiek”.
Prawdopodobnie część tych opinii (np. o tym, że Piotr A. mylił się wielokrotnie) oparta była o informacje otrzymane od innych osób, nie oznacza to jednak, że opinie były niezgodne z prawdą. Na forum było też szereg innych negatywnych opinii o tym lekarzu, ale ich autorzy nie zostali oskarżeni.
Piotr A. wniósł wobec Weroniki K. oskarżenie na podstawie osławionego artykułu 212 kk.
§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.
Dla porządku przytoczę tu artykuł 213 precyzujący sytuacje wyłączające odpowiedzialność za zniesławienie:
§ 1. Nie ma przestępstwa określonego w art. 212 § 1, jeżeli zarzut uczyniony niepublicznie jest prawdziwy.
§ 2. Nie popełnia przestępstwa określonego w art. 212 § 1 lub 2, kto publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut:
1) dotyczący postępowania osoby pełniącej funkcję publiczną lub
2) służący obronie społecznie uzasadnionego interesu.
Sam artykuł 212 budzi szereg kontrowersji, gdyż pozwala bez ryzyka finansowego postawić zarzut. W sprawach cywilnych strona, która pozywa ryzykuje, że w przypadku przegranej (a czasem, jak pokazuje sprawa Krystyny Pawłowicz przeciw Jerzemu Owsiakowi, nawet wygranej) będzie musiała zapłacić koszty postępowania. W sprawach karnych, gdy sąd nie potwierdzi zarzutów i tak nie obciąży skarżącego. Jeszcze poważniejsza jest kwestia, że skazanym być można również za rozpowszechnianie prawdziwych zarzutów, o ile nie służą one obronie społecznie uzasadnionego interesu lub nie dotyczą osoby pełniącej funkcję publiczną. Lekarza nie jest osobą pełniącą funkcją publiczną, pozostaje więc kwestia uzasadnionego społecznie interesu. Tu opinia będzie zależeć od punktu widzenia. 30 lat temu, przynajmniej w Polsce, aborcja uważana była za zło, a dyskusja toczyła się wokół tego czy i kiedy powinna być karana, bo mimo wszystko zabieg w higienicznych warunkach, przeprowadzony przez lekarza jest mniejszym złem niż ten przeprowadzony pokątnie przez osobę niewykwalifikowaną. Namawianie do aborcji czy sugerowanie aborcji na podstawie niepewnej diagnozy byłoby ocenione negatywnie, a ostrzeżenie przed lekarzem proponującym aborcję uznano by za obronę społecznie uzasadnionego interesu. Dziś już tego konsensu nie ma. Spora grupa uznaje (zgodnie z rekomendacjami UE) aborcję za prawo podstawowe. Wprawdzie dalej mówi się o prawie do wyboru, pojawiają się (na szczęście nie w Polsce) sytuacje, kiedy to aborcja odbywa się bez zgody kobiety ciężarnej. Nie myślę tu tylko o Chinach czy innych państwach totalitarnych. Przypadek, gdy sąd nakazał aborcję wbrew woli kobiety i jej rodziny miał miejsce w Wielkiej Brytanii, na szczęście sąd wyższej instancji zmienił wyrok (https://en.wikipedia.org/wiki/Forced_abortion). To jednak osobny temat.
W tym przypadku sąd nie wgłębiał się w kwestie interesu społecznego. Zajął się kwestią prawdziwości zarzutów. Sędzia Wojciech Jankowski w całej rozciągłości przychylił się do wersji lekarza nie dając wiary wyjaśnieniom pani Weroniki. Odrzucił przy tym wszystkie dowody uprawdopodobniające wersję kobiety: fakt, że lekarz w przeszłości był skazany za wykonywanie nielegalnych aborcji oraz fakt, że Weronika K. nie była jedyną osobą piszącą negatywne opinie o tym lekarzu. Obrona przekazała wydruki wpisów, sędzia jednak nie włączył ich do materiału dowodowego.
Sędzia skupił się na nieścisłościach we wpisach i wyjaśnieniach pani Weroniki. Uczciwie trzeba powiedzieć, że takowe istniały. Być może były one przyczyną tego, że ułaskawianie przyszło tak późno. Oto przykład takiej nieścisłości (z uzasadnienia wyroku):
„... sama oskarżona zaprzeczyła w swoich wyjaśnieniach, że dostała od pokrzywdzonego adres kliniki aborcyjnej, mimo że tak napisała we wpisie na portalu”
Jako dowód na nieprawdziwość zarzutów oskarżonej sędzia przytoczył fakt, że kobieta nie odpowiedziała na pytania sędziego i oskarżyciela. Pomijając fakt, że oskarżony ma prawo nie odpowiadać na pytania i fakt ten nie może stanowić okoliczności obciążającej, pani Weronika była w ciężkiej depresji i na pierwszej rozprawie z trudem odpowiadała na pytania własnego obrońcy.
Weronika K. została skazana na karę czterech miesięcy ograniczenia wolności (konieczność wykonywania nieodpłatnej pracy w wymiarze 20 godzin na miesiąc) oraz na pokrycie kosztów pełnomocnika lekarza – 1812 zł. Sędzia orzekł także podanie wyroku do publicznej wiadomości poprzez opublikowanie go przez okres dwóch tygodni na stronie internetowej Fundacji Życie i Rodzina Kai Godek. Jest to traktowane jako kara dodatkowa, ale w tym przypadku było to raczej wyróżnienie. Największy problem stanowiło zobowiązanie do do przeproszenia Piotra A. na platformie Facebook. Miało być wykonane w ciągu dwóch tygodni od dnia uprawomocnienia się wyroku. Sąd apelacyjny podtrzymał wyrok pierwszej instancji, jedynie skrócił czas ograniczenia wolności o miesiąc.
Kobieta zaraz po uprawomocnieniu się wyroku złożyła prośbę o ułaskawienie. To jednak długo nie przychodziło. Sąd nie czekał na decyzję prezydenta in nakazał wykonywanie prac społecznych. Polegały one na sprzątaniu stadionu. W tym czasie trójka dzieci pani Weroniki pozostawała pod opieką obcych ludzi. Kobieta jednak nie zgodziła się na przeproszenie lekarza, uznając, że nie zrobiła nic złego ostrzegając inne pacjentki. Za odmowę wykonania wyroku sądu miała trafić do więzienia. O tym miał zadecydować kolejny sąd. Pierwsza rozprawa nie przyniosła rozstrzygnięcia, termin następnej wyznaczono na 17 kwietnia. Wcześniej jednak przyszło ułaskawienie. Autorki artykułu w "Rzeczypospolitej" podkreślają, że Kancelaria Prezydenta nie podważała wyroku skazującego, podkreśliła natomiast: incydentalny charakter czynu, ustabilizowany tryb życia skazanej, sytuacja rodzinna (sprawowanie opieki nad trójką małoletnich dzieci, w tym jednego z niepełnosprawnością), zasady sprawiedliwości i racjonalności represji karnej oraz względy społeczne. Zapomniały najwidoczniej, że co do zasady prawo łaski nie ma podważać wyroków sądu. Prezydent co prawda nie musi uzasadniać dlaczego zastosował prawo łaski, ale zazwyczaj prezydenci to robią, choćby z uwagi na odbiór społeczny. W tym przypadku jednak nie powiedziałabym, że nie było podważania wyroku. Przytoczenie zasady sprawiedliwości i racjonalności represji karnej można interpretować jako podważenie.
Czy ustalenia pań Izabeli Kacprzak i Dominiki Pietrzyk całkowicie zmieniają ocenę działania pani Weroniki? Myślę, że nie. Nie zmieniają niczego co do meritum sprawy. Czy sprawa dotyczyła obrony życia czy przekroczenia granic wolności słowa? Myślę, że jednego i drugiego. W wypowiedziach pani Weroniki były pewne nieścisłości, to trzeba przyznać. W normalnych warunkach sędzia warunkowo umorzyłby sprawę, nakazując oskarżonej sprostowanie nieścisłości, ale nie przeproszenie lekarza. Lekarz jest zwolennikiem aborcji, choć po przykrych doświadczeniach z Temidą przyznał, że nie ma zamiaru łamać prawa. Ciężarna kobieta ma prawo wiedzieć czy jej lekarz widzi aborcję jako jedną z możliwości czy też nie. Ma prawo unikać lekarza, który choćby zgodnie z prawem (w 2016 roku aborcja z powodu wad płodu była legalna), choćby tylko delikatnie wskazywał na możliwość aborcji. Pani Weronika przed takim lekarzem ostrzegła.
W Internecie mamy stale do czynienia z negatywnymi opiniami. Czy gdyby sprawa pani Weroniki nie dotyczyła aborcji działania organów ścigania i prokuratury byłyby inne. Nadmienić tu warto, że pani Weronika była wzywana na policję (dobrze, że nie "wbili na chatę") i tam pobierano od niej odciski palców i próbki DNA, co nie jest standardową procedurą w sprawach o zniesławienie. Czy od początku postanowiono "dać jej nauczkę" poddając tej upokarzającej procedurze, czy po prostu ktoś postępował rutynowo nie zwracając uwagi na charakter czyny, o który jest podejrzana.
Sprawa dotyczy też prawa do wyrażania opinii. Czy w ogóle opinie o usługach powinny być przedmiotem prawa, tym bardziej prawa karnego? Były wprawdzie pozwy producentów filmowych o złe recenzje, ale tacy producenci raczej nie są dobrze widziani. Zwykle jednak gdy pod jakąś firmą pojawia się negatywna opinia firma odpowiada podając swój punkt widzenia, czasem szczegółowo, czasem ogólnikowo.
Czy Piotr A. zyskał na pozwaniu Weroniki K.? Czy przekonał opinię publiczną do swojej osoby? Pozostaje wprawdzie anonimowy, ale w swoim otoczeniu jest znany i chyba nie z najlepszej stony sądząc po niedopuszczonych przez sąd opiniach.
Źródła
https://www.youtube.com/watch?v=EhQcyye1s2U&t=21s
https://www.youtube.com/watch?v=zOvU8FrNkjA


Komentarze
Pokaż komentarze (3)