Postanowiłem poszperać nieco w sieci, celem wzbogacenia mojej wiedzy na temat, mocno eksploatowanej ostatnio medialnie postaci byłego posła PiS. Nie kryję tu wcale, iż postawa człowieka, który dwukrotnie (2001/2005) zdobywa mandat poselski w barwach Prawa i Sprawiedliwości, a następnie zmienia barwy - przechodząc do PO, przy czym bryzga jadem bez opamiętania na partię, którą chwilę wcześniej opuścił - nie świadczy według mnie o nadzwyczajnej klasie, którą przywoływać mają chwalebne bez wątpienia epizody z przeszłości Antoniego Mężydły. W wypowiedziach i działaniach posła dostrzec można sporo dziwnych sprzeczności i bezkompromisowy indywidualizm, który - z pewnością, nie jest cechą pozwalającą tego typu ludziom na robienie kariery w ramach nowoczesnej, rozwijającej się formacji politycznej. Potwierdzeniem charakteru indywidualisty jest zamiłowanie Mężydły do biegów maratońskich, które to, są wybitnym polem ekspresji dla zaciętych, lubiących ból solistów. Moje doświadczenia z kolarstwa szosowego, potwierdzają, że wytrzymałościowcy, to niezwykle silne osobowości i wspaniali ludzie. Ale w konflikcie są zacięci tak samo jak w sprincie do mety. Im bardziej boli - tym bardziej zaciskają zęby i dodają gazu :) A przyznawanie się do błędów przychodzi im równie ciężko, jak wycofanie się z wyścigu.
- PiS bardzo mocno skręcił w prawo, a ja z moimi liberalnymi poglądami znalazłem się na marginesie - mówił Mężydło w TVN 24. (wypowiedź wykorzystana przez serwis internetowy PO)
Jak ma się ta deklaracja np. do faktu przynależności Mężydły do ROP (96-97), o którym można powiedzieć sporo - ale na pewno nie to, że był partią centrową czy liberalną. Poglądy się zmienia. Z charakterem nie jest najwyraźniej tak łatwo - o czym świadczą kolejne wyznania posła, na które natknąłem się w publikatorach.
"Polskiej polityce brakuje też wyrazistych działaczy, którzy nadają ton partiom i nierzadko są jej sumieniem. Przykładem polityka niepokornego, mającego własne zdanie i gotowego bronić tego zdania za wszelką cenę jest Jan Rokita". (Dziennik 11.09.07)
Być może się mylę, ale powoływanie się akurat na postać Jana Rokity, w aspekcie jego indywidualizmu, i w kontekście jego pozycji w PO to chyba nie był szczęśliwy przykład. Mężydło nie wiedział jeszcze jednak, co wydarzy się 3 dni później
I jeszcze z tego samego tekstu dla Dziennika:
"Polska polityka potrzebuje więcej indywidualistów, którzy teraz nie odnajdują się na ogólnopolskiej scenie politycznej. Takich ludzi spotykamy za to często w samorządach. Choćby na stanowiskach prezydentów i burmistrzów miast, gdzie mogą zaakcentować swoją odrębność, niezależność, a zarazem szybko ujrzeć efekty swojej pracy".
Ta gloryfikacja indywidualizmu w działaniach politycznych ładnie obrazowana jest przez akcję posła związaną z forsowaniem koncepcji budowy mostu w Toruniu na wysokości ulicy Waryńskiego. Mężydło wdał się w tej sprawie w potworną nawalankę z ze wszystkimi, w szczególności zaś z władzami samorządowymi miasta - których głos, w sprawie inwestycji, zdaje się zupełnie ignorować. Aspekt przepuszczenia przyczółka mostu i dojazdu do niego przez rezerwat (trwająca, gorąca sprawa Rospudy), park, cmentarz i dzielnicę mieszkaniową - również zdaje się nie stanowić dla posła większego problemu. Czytając poświęcony tej sprawie wywiad dla mediów lokalnych, ma się wrażenie, że Mężydło najchętniej - pokierował by Toruniem samodzielnie.
http://miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,4027543.html
Chciałbym wierzyć, że to tylko czarny PR skierowany przeciwko politykowi, ale wypowiedzi telewizyjne i prasowe mieszkańców miasta w tej sprawie - nie były zbyt przychylne Mężydle. Mam dziwne wrażenie, że również krytyczna postawa posłanki Sobeckiej w sprawie mostu przyczyniła się w końcu do tego, że pana Antoniego zwyczajnie trafił szlag.
Pozostaje pytanie - jak wielkie pole do indywidualizmu politycznego zapewni mu nowa partia, gdy skończy się już zapotrzebowanie na szczekanie... Z resztą co ja gadam - drugi Niesiołowski w Platformie na pewno balastem nie będzie :)


Komentarze
Pokaż komentarze (8)