Żądam internetu! - drze gębę jakiś dziesięciolatek w reklamie Multimedia Polska. Internet Ci się należy! - Przekonują inni dostawcy. TP jest bardziej wyrafinowana: 7 latek siedzi z laptopem na sofce, w birecie absolwenta. "Dzięki dostępowi do internetu z prędkością n-megabitów, zapewnisz swojemu dziecku możliwość swobodnego dostępu do wiedzy, przez co - nieograniczonego rozwoju". Mój Boże! Pamiętam czasy tzw. mody na multimedia na początku lat dziewięćdziesiątych, co w praktyce oznaczało PC z CD-romem, kartą dźwiękową i głośnikami. Wtedy to 70% populacji 7-latków miało wyrosnąć na pół-geniuszy, dzięki multimedialnym encyklopediom i programom edukacyjnym. Z ręką na sercu powiem Wam, a w swej karierze branżowej tych cholernych komputerów widziałem w akcji tysiące, również w szkołach - nie widziałem NIGDY w życiu dziecka, czy nastolatka, który używał (poza rzadkimi przypadkami w czasie lekcji) programu edukacyjnego, językowego, czy słownika komputerowego. Zaś jedyną, w kontekście edukacji, wartością dostępu do Internetu dla współczesnych gówniarzy - jest ściąganie gotowców, lub rżnięcie do zadanych prac domowych, całych akapitów kopiowanych z WWW. Często wraz z formatkami, których niestety usunąć nie potrafią.
Nie można zanegować wartości sieci w edukacji seksualnej. Nigdzie nie znajdzie Wasza pociecha większej ilości multimedialnych przykładów w co i komu można co włożyć w mniej lub bardziej wymyślnej konfiguracji. Na rozlicznych czatach pozna również rzeszę entuzjastów, różnej płci i w różnym wieku, którzy z chęcią dokonają darmowej egzemplifikacji ww. przykładów w praktyce - co przysłuży się szeroko pojętej socjalizacji pociechy.
Pamiętajcie więc, aby założyć na dziecko prezerwatywę, zanim wypuścicie je z domu. Bo to, że wcześnie oślepnie - to jasne. Ale po co zaraz ma złapać jakiegoś syfa.
24
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)