Od wczoraj mnożą się w sieci ankiety dotyczące sprawy pani Beaty S. byłej posłanki PO. "Czy sprawa pojmania przez CBA" posłanki S. to sprawa polityczna? - Tak, Nie, Nie wiem, Kawę poproszę". Większość uważa, że owszem, polityczna. Feldmarszałek Dorn twierdzi, że niepolityczna. PiS także twierdzi, że niepolityczna. I moim zdaniem Pisiory dopuszczają się łgarstwa. Nie wiem zresztą po co.
Bo przecież, jeśli na gorącym uczynku brania w łapę łapie się posłankę jednej z największych partii w Polsce - to zawsze i bez względu na porę dnia, czy roku - sprawa jest polityczna. I powinno się to jasno i wyraźnie potwierdzać wszem i wobec.
I teraz druga sprawa. Przestudiowałem sobie, tak w kontekście sprawy, zamieszczone na stronach sejmowych oświadczenia majątkowe posłanki S. Pani poseł w roku zatrudnienia w sejmie - zadeklarowała dochody na poziomie 30 + tys. PLN. W latach 2006 i 2007 było to już blisko 150 tys. PLN. Tak sobie więc pomyślałem - za ile właściwie warto narażać się na zrujnowanie kariery, korupcyjną kompromitację i związaną z nią odpowiedzialność karną. Czy warto robić do za równowartość półrocznych oficjalnych dochodów? Każdy ma podobno swoją cenę. Ja osobiście nie narażał bym się za mniej niż jakiś... hmm, milion złotych. Oczywiście z zastrzeżeniem, że zdążyłbym przed aresztowaniem zdeponować skutecznie kasę w jakimś ziemskim banku :))))


Komentarze
Pokaż komentarze (2)