Rozczuliła mnie posłanka
Sawicka, która opowiadała ze łzami w oczach, jak dała podejść się na
żywe i szczere uczucie młodego agenta
CBA. Już prawie miałem uronić łzę, popadając w nastrój szczerego wzruszenia jej słowami, wtem jednak zwróciłem uwagę na pewną
drobną niekonsekwencję tego pięknego uczucia posłanki- mężatki.
Skoro się
zadurzyła i chciała pomóc - to
co w tej sielance,
co na miły Bóg w tej sielance znaczą te torby z kasą? Bo jeszcze kręcenie lodów, to rozumieć można na różne sposoby... :)
Komentarze
Pokaż komentarze (2)