Czy zwróciliście Państwo uwagę na woltę jaka dokonuje się w ciągu ostatnich kilkunastu dni w zakresie podejścia do systemowej reformy publicznej opieki zdrowotnej? Bo zdaje się, że jak to zwykle - wszyscy kierują wzrok, tam gdzie ktoś pierdzi bez żenady, zaś ciche bąki są przez salony nie dostrzegane.
Zmianę typu pr-owskiego dostrzegłem już w wypowiedziach publicznych polityków PO (trudno mówić o rządzie - gdyż PSL już się ocystował na przetrwanie) około 2 tygodnie temu. Potwierdzeniem jest dzisiejszy, publikowany w Dzienniku, wywiad z Kopaczem (proszę zwrócić uwagę na fotę - Kopacz, pod względem optyczno-wizerunkowym mógłby już aspirować do bycia drugą Margaret Thatcher.)
Rząd po wyciszeniu styczniowych niepokojów w służbie zdrowia, za pomocą markowanych pociągnięć polegających na zwoływaniu białych szczytów - rozpoczął konsekwentną taktykę spychania całej odpowiedzialności za wynagrodzenia kadry lekarskiej i pielęgniarskiej na dyrekcje szpitali. Taktyka ma polegać na stworzeniu wrażenia, że strona rządowa dokonała już wszelakich stosownych relokacji finansowych w NFZ, a teraz już wszyscy mają ustawić się w kolejkach pod drzwiami swoich dyrektorów.
Pani minister nie dysponuje żadnymi instrumentami nacisku na dyrektorów. Zróbmy razem tę reformę spokojnie. Jak się nie uspokoicie - to nie będzie czego reformować. Jest jeszcze parę duszasztipatielnych haseł o wolnym rynku i wykorzystywaniu problemów branży do rozgrywek politycznych.
Najbardziej wzrusza: "Tego co nie zrobiono przez kilkanaście lat, nie da się naprawić w kilka miesięcy"
Tak? Coś podobnego? Ja mimo wszystko policzę ilu Polaków zginie na drogach przez nieudolność oferm z waszego rządu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)