Olewator Olewator
171
BLOG

Jak ludzie Mędrca Europy zamierzali ubić Łysego...

Olewator Olewator Polityka Obserwuj notkę 4

"Dziennik": po wywiadzie Mariana Zacharskiego, politycy lewicy opowiadają tej gazecie o spisku służb specjalnych, który miał zmienić wynik wyborów prezydenckich w 1995 r. Celem była druga kadencja dla Lecha Wałęsy.

Siemiątkowski podaje konkretne przykłady spotkań. "Mnie do wystawienia Oleksego przekonywał wiceszef MSW Henryk Jasik, a także komendant główny policji Jerzy Stańczyk. Inni liderzy lewicy, tacy jak Miller, Sobotka czy Szmajdziński, również byli namawiani przez otoczenie Milczanowskiego do kandydatury Oleksego" - opowiada były minister. Potwierdza to Leszek Miller.



Zdradza, że w czasie jednego z takich wieczorów Milczanowski spytał, kogo lewica wystawi na prezydenta: "Pewnie Kwaśniewskiego, odpowiedziałem. Minister przekonywał mnie, że lepszy jest Oleksy, bo to były marszałek Sejmu, premier i działacz państwowy. Krótko mówiąc, osoba poważniejsza i bardziej dystyngowana niż Kwaśniewski. Po tym jak rozegrała się afera »Olina«, zrozumiałem, o co w tej grze chodziło" - mówi Miller.

"Były rozmowy, w których przekonywano nas, że Oleksy jest lepszy niż Kwaśniewski. Byłem świadkiem jednej z nich. Jasik mówił o tym w gronie kilku osób" - wspomina Dariusz Szymczycha, współpracownik Kwaśniewskiego.

Co na to sam Oleksy? "Słyszałem o tym, że grupa Milczanowskiego przeprowadza taką intrygę. Milczanowski spotkał się nawet z samym Kwaśniewskim. Ewidentnie służbom chodziło o drugą kadencję dla Wałęsy" - twierdzi Józef Oleksy.

I teraz część druga pracy "Drużyny Lecha" - tym razem już usłużnie wynajętej wychowankom z Platformy Obywatelskiej. I tym razem się nie udało. Trzeba było na połowiczny sukces odczekać kolejne dwa lata.

11 sierpnia, w czwartek, do komisji śledczej ds. PKN Orlen dotarło oświadczenie byłej asystentki Cimoszewicza. Anna Jarucka twierdziła w nim, iż dostała pisemne pozwolenie Cimoszewicza (przedstawiła ksero) na zmianę treści jego oświadczenia majątkowego w kwestii akcji PKN Orlen, które nie były do niego wpisane. Jarucka zgłosiła się najpierw do Wojciecha Brochwicza, byłego wiceministra spraw wewnętrznych i oficera służb specjalnych, radcy prawnego i eksperta PO, członka jej Rady Programowej. Ten zainteresował tą sprawą posła PO, członka komisji ds. PKN Orlen Konstantego Miodowicza, który uwierzył w słowa Jaruckiej i zdecydował się przedstawić ją opinii publicznej.

Lewica otwarcie oskarżała o prowokację służby specjalne. Tomasz Nałęcz, szef sztabu wyborczego Włodzimierza Cimoszewicza, w swoich wypowiedziach chętnie przypominał o posiadanym przez Miodowicza stopniu pułkownika. Donald Tusk, unikający do tej pory wypowiedzi na temat sprawy Jaruckiej, nazwał Nałęcza "najemnikiem Cimoszewicza", ponieważ ten oskarżał PO o spreparowanie całej sprawy. Nałęcz stwierdził, iż Cimoszewicz pozwie Tuska do sądu za wypowiedź o "najemniku".

Po tych wydarzeniach Cimoszewicz zrezygnował ze startu w I turze wyborów.

Zastanawia mnie, że w dobie renesansu powszechnych zachwytów nad Wałęsą, którym uległa polska szpagatowa inteligencja - nikt nie zadaje sobie trudu, by sięgnąć pamięcią wstecz i przypomnieć sobie atmosferę końcówki kadencji elektryka. -Realizował on bowiem w praktyce, z udziałem służb specjalnych - najnormalniejszą  próbę dokonania zamachu stanu. Sprawa Cimoszewicza - ewidentnie zaaranżowana przez zaplecze PO, to również przykład bezwzględnej zagrywki z użyciem brutalnej prowokacji - która wbiła w ziemię postkomunistę, poczytywanego przez oficerów z PO za największego potencjalnego rywala dla kolejnej, lansowanej w 2005 roku na prezydenta marionetki.

W obliczu jedynie tych dwóch historyjek - jakiekolwiek teksty, o tym, że Kaczyńscy nadużywają służb, czego nigdy nikt nie udowodnił - wydają się kompletnie groteskowe.

 

 

Olewator
O mnie Olewator

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka