Wpisy na blogu powinny być w miarę regularne. Niestety nie potrafiłem tego czynić, natłok pracy i obowiązków utrudniał, jeśli nie umożliwiał mi to. Lecz ostatnia tragedia jest tak wielka, że nie mogę nie podzielić się swoimi refleksjami. Postaram się to zrobić na tyle chłodno na ile można, z bólem, lecz na ile się da - trzeźwo.
Po pierwszych informacjach Polska zamarła w bólu i zdumieniu. Wydawały się one tak nieprawdopodobne, symbolika Katynia i katastrofy lotniczej były tak silne, że oczywiste były skojarzenia – w mailach i telefonach otrzymywałem wątpliwości czy był to tylko wypadek.
Nie mam oczywiście żadnego powodu aby uważać że tak było, lecz w takiej sytuacji możliwe, że nigdy lub bardzo długo opinia publiczna nie dowie się prawdy. W takich bowiem sytuacjach zamachowcy starają się od razu nagłośnić swoją rolę – vide terroryści islamscy, którzy, np. podejmują wiele czynności maskujących by uniemożliwić dotarcie do prawdy o świadomym udziale w doprowadzeniu do katastrofy. Może również tak się wydarzyć, że ujawnienie prawdy staje się niewygodne również dla tych którzy nic nie mieli do czynienia ze sprawstwem. W efekcie nikt nie chce jej ujawnienia.
Punkt dugi. Patrząc na katastrofę gibraltarską: doszukiwano się tam sprawców zarówno krajowych jak i zagranicznych. W przypadku tragedii pod Smoleńskiem też nie możemy tego wykluczyć. Wiemy jedno na pewno, miejsce katastrofy jest tak niewygodne dla Rosji, że wydaje się zupełnie nieprawdopodobny jej udział.
Punkt trzeci. Do każdej katastrofy lotniczej prowadzi zespół różnych przyczyn, czy zbiegów okoliczności, często bardzo mało prawdopodobnych. Jeżeli bezpośrednią przyczyną był błąd pilota – zbyt ryzykowna próba lądowania, pomimo odradzania przez wieżę kontrolną, to rozumiem dlaczego pilot i to w cale bez żadnego nacisku bez strony dostojnych pasażerów, chciał bardzo wylądować planowo na lotnisku w Smoleńsku. Miał bowiem świadomość wagi wizyty – 70 lecie jednej z największych zbrodni na Narodzie Polskim. Wiedział, że lądowanie w Moskwie czy Mińsku doprowadzi do tego, że uroczystości te nie odbędą się z udziałem osób, które leciały nieszczęsnym Tupolewem. Wszak nie mogli liczyć na współpracę lokalnych władz – przesadzenie delegacji do 2 helikopterów lub kawalkady aut, którymi mogli by z akceptowalnym opóźnieniem dotrzeć na uroczystości w Katyniu. W tym sensie część moralnej odpowiedzialności spada na tych, po których wiadomo było, że nie będą ułatwiać uczestnictwa delegacji polskiej w żałobnej mszy. Brak uczestnictwa Prezydenta nie przyćmiłby wrażenia, które osiągnięto dzięki uczestnictwu Putina w uroczystościach 3 dni wcześniej. Dzisiejsze tak wydaje się przyzwoite zachowanie to chęć zatarcia wrażenia ich niechętnego stosunku do Prezydenta Kaczyńskiego.
Punkt czwarty. Żaden kraj nigdy w historii nie stracił w jednej chwili tyle osób ze ścisłej elity politycznej. Wymiar tragedii jest tak wielki gdyż zaniedbano wiele podstawowych zasad bezpieczeństwa. Na pokład jednego samolotu nie powinno wsiadać aż tyle znakomitości. Wystarczyło zamiast Tutki użycie trzech mniejszych samolotów. To dziwne, ale procedury w tym względzie mają wielkie korporacje, a państwa nie zawsze. W efekcie stało się wreszcie coś czego nie przewidzieli twórcy Konstytucji – zginął Prezydent, ale praktycznie przestała również istnieć Jego Kancelaria.
Punkt piaty. We wpisach do internetowej księgi kondolencyjnej, ktoś napisał (cytuję z pamięci) „do kwiatu polskiej inteligencji zamordowanej 70 lat temu, dołożono jeszcze bukiet” - trudno o bardziej trafne porównanie. To nie będzie łatwe zastąpić tylu wybitnych osób życia publicznego!
Punkt szósty. Dziś podobnie jak pięć lat temu po śmierci Ojca Świętego ucichły chamskie ataki i ograniczyły spory, i podobnie jak wówczas komentatorzy sugerują, że rozpocznie się nowa, bardziej kulturalna, cywilizowana i merytoryczna epoka w życiu publicznym. Obym się mylił, ale obawiam się, że szybko po najważniejszych pogrzebach agresja i chamstwo powrócą na pierwszy plan. Dzisiejsze milczenie, krokodyle łzy i wstrząśnięte twarze nie muszą być dowodem głębokiej przemiany, a jedynie taktyki.
Pokusa „skoku na władzę” za wszelką cenę może być bardzo duża. Dlatego spójrzmy nie na słowa i gesty, ale na czyny.
W wyjątkowo trudnej i delikatnej roli los postawił marszałka Komorowskiego. Zaczął pełnić rolę Głowy Państwa, a równocześnie katastrofa wyeliminowała jego dwóch najważniejszych kontrkandydatów do Urzędu Prezydenckiego. Jeżeli prawdą jest, że już w sobotę, jak dowiedziałem się z mediów, próbował przejąć kontrolę nad IPN i Biurem Bezpieczeństwa Narodowego - dwoma ważnymi wyborczo instytucjami, to jest to zły znak co do poprawy toku dyskursu publicznego. W wywiadzie w niedzielę wieczór na pytanie dziennikarza czy rozmawia z Jarosławem Kaczyńskim odpowiedział, że próbował kontaktować się za pośrednictwem asystenta. Ale akurat ten ostatni wylatywał do Smoleńska. To też zły znak do poprawy kultury życia politycznego. Przecież Marszałek jest niejako szefem wszystkich posłów i powinien umieć wznieść się ponad różnice polityczne, znaleźć czas na złożenie kondolencji Posłowi, któremu w katastrofie pod Smoleńskiem zginęła i najbliższa rodzina, i najbliżsi współpracownicy. Tym bardziej, że Panowie ci znają się od lat, a kiedyś się przyjaźnili. Czy wobec rodzin innych parlamentarzystów też nie potrafił znaleźć czasu by wyrazić współczucie?
Nie było też potrzeby tak szybkiego mianowania nowego szefa Kancelarii Prezydenta i BBN. Komorowski mógł dla podkreślenia, że nie chce wykorzystywać osobiście – wyborczo tragedii - mianować szefem kancelarii któregoś z ocalałych jej ministrów. Przecież i tak głównym zajęciem Kancelarii będzie w najbliższym czasie organizowanie uroczystości żałobnych, a więc czynności zupełnie nie politycznych. Na pewno daleko z głoszoną powagą żałoby i chęcią pojednania ponad podziałami mają, o ile oczywiście nie są to tylko fakty medialne, takie działanie jak to, ze wszystkie dokumenty dotyczące WSI i byłych agentów SB zostały przejęte w dwie godziny po katastrofie, gdy nawet jeszcze nie była potwierdzona śmierć Prezesa IPN Kurtyki. Podobnie przeszukanie warszawskiego mieszkania Posła Wassermana źle rokuje faktycznej chęci pojednania. Pośpiech w przejęciu gabinetu ministra Stasiaka też jest zastanawiający, nie mówiąc o uniemożliwieniu Wdowie zabrania osobistych rzeczy Zmarłego. Wreszcie po co został odwołany dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych S. Dębski?
Te zachowania świadczą o niepohamowanej chęci „skoku na władzę” - na pewno nie potwierdzają zmian w tej części klasy politycznej, która ma w swym ręku aparat państwowy.
Nominacją o znacznie większym znaczeniu, szczególnie dla gospodarki jest wybór nowego Prezesa Narodowego Banku Polskiego. Nie ma przeszkód by poczekać z tym do czasu wyboru nowego Prezydenta. Zobaczymy czy tak się stanie?
Po siódme. Katastrofa doprowadzi do zmian na scenie politycznej. Śmierć Prezydenta – przybliżyła Jego Osobę społeczeństwu, nastąpiło spore odkłamanie Jego obrazu. Spowodowała przesunięcie sympatii w kierunku ofiar i wyeliminowała agresywne ataki. Poprzez media dociera do przeciętnego obywatela, że był On patriotą, z wizją, miłym, ciepłym i rodzinnym człowiekiem, że realizował skutecznie swą misję i znajdował przyjaźń i szacunek u zagranicznych polityków. Tylko zdziwić się można, że polscy komentatorzy tego szacunku i skuteczności prowadzonej polityki przez prezydenta Kaczyńskiego dotąd nie umieli zauważyć. Te zmiany obrazu zmarłego Prezydenta mogą przenosić się na zmiany nastawienia wobec PiS-u, równocześnie jednak brak wielu pierwszoplanowych osobistości ograniczy możliwość prowadzenia skutecznej kampanii wyborczej.
Po ósme. To wzorcowo przyzwoite, jak donoszą media zachowanie władz rosyjskich i spontaniczne dowody sympatii ze strony zwykłych ludzi niestety nie muszą być dowodem na to, że nastąpił rzeczywisty nieodwracalny przełom w stosunkach polsko-rosyjskich.
Rosyjski naród jest emocjonalny i wiele razy zwykli ludzie dawali dowody przyzwoitego, ludzkiego zachowania. Na pewno nie jest to naród ludzi zimnych i wyrachowanych, i nie ze strony tych zwykłych Rosjan doznawaliśmy w historii tylu nieszczęść w tym obszarze przełom nie jest potrzebny. A w polityce liczą się interesy i nie potrzebne jest inne ich postrzeganie, a zatem tak wyczekiwany przełom by wytłumaczyć zachowanie głównych aktorów polityki rosyjskiej.
Katastrofa samolotu z polskim Prezydentem na lotnisku w Smoleńsku wymaga wytłumaczenia opinii publicznej wielu krajów jaki powód zaprowadził tam tak wielu polskich polityków, do nikomu prawie nieznanego miasta w Rosji. Chłodne, nie mówiąc o nieprzyjaznym potraktowaniu tej tragedii, ofiar, polskich polityków i polskiej żałoby byłoby pożywką dla nieżyczliwych komentarzy pracy całego Wolnego Świata. Zatem te dzisiejsze gesty mogą wynikać ze zmiany duszy, ale mogę też być tylko sprawna technika medialną.
Krótka analiza listy ofiar katastrofy wskazuje, że zginęli głównie ci których łatwiej można było wskazać jako niechętnych pojednaniu z Rosją. Każde niechętne zachowanie ze strony władz Federacji Rosyjskiej w połączeniu z analizą nazwisk ofiar wspierałoby myślenie o tym, że może nie był to tylko zwykły wypadek, a winowajców tradycyjnie szukano by na Wschodzie. Przecież o takim niebezpieczeństwie musieli też pomyśleć rosyjscy politycy.
Życzmy sobie i pracujmy nad pojednaniem z Rosją, lecz dotąd nie mamy bezspornych dowodów, że aktualna elita polityczna Rosji, rzeczywiście zmieniała nastawienie do Polski.
Punkt dziewiąty. Dyskusja o miejscu pochówku i protesty przeciwko Wawelowi jako miejscu wiecznego spoczynku Pary Prezydenckiej, wydają się wyraźnie niesmaczne. Jeżeli Kardynał Dziwisz zaproponował to miejsce, a rodzina zaakceptowała, to tak powinno się stać.
Protesty przeciwko pochowaniu Marszałka Piłsudskiego poparte były znacznie poważniejszymi argumentami, lecz jak małymi wydają się z dzisiejszej perspektywy ówcześni oponenci pochowanie Pierwszego Marszałka Rzeczypospolitej na Wawelu.
Fakt organizowania tych protestów jest nie tylko nie smaczny, jest również złym sygnałem, na ograniczenie zajadłości w sporach politycznych. To gorzej niż myślałem rozpoczynając pisać ten tekst. Zawieszenie boni nie dotrwało nawet do pogrzebu.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)