Całkiem poważnie, ktoś forsuje taką tezę: "trzeba będzie płacić podatek za wiarę".
Zwykły człowiek może pomyśleć, że skoro wierzy, to musi za to płacić podatek.
A co z tymi, którzy maję wątpliwości co do wiary, czy oni będą mieć ulgę, w końcu nie do końca wierzą, czyli mogą płacić za połowę wiary?
Niewierzący zaś będą zwolnieni, to rzecz pewna.
Śmieszne to sformułowanie, wręcz obraźliwe: "podatek za wiarę"!
A jak sprawdzić to, czy ktoś wierzy? Będziemy mieli możliwość określić to w deklaracji PIT, np. przez trzy miesiące wierzyłem, a w pozostałym okresie w ciągu roku nie wierzyłem, czyli zapłacę 25% podatku?
Później będzie podatek za myślenie, a potem ulga podatkowa za bezmyślność - tak może być na tym padole śmiechu i taniego cyrku.
Żarty robią sobie chyba ci dziennikarze, używając tak śmiesznych sformułowań, albo oni to może na poważnie piszą?
Może tu chodzi na prawdę o podatek za wiarę, potem za myślenie i ulgę podatkową za bezmyślność a nie o podatek za przynależność do jakiegoś wyznania religijnego?
Prosty człowiek jak to przeczyta, tak to zrozumie, bo na poezji się mało kto teraz zna.
Zob. link: Podatek za wiarę z wypłaty.
Postscriptum
Nie napisałbym o tym, gdyby nie mój sąsiad, pan Lolek, który odwiedził mnie rano i przeróżny opowiadał o tym podatku. Mówił, że ma obecnie wątpliwości dotyczące wiary, a tu grozi mu podatek. Nie jest do końca niewierzącym, ale tylko wątpiącym w pewne prawdy wiary. Czy ustawa podatkowa dotycząca tzw. mylnie nazywanego podatku za wiarę obejmie wątpiącego pana Loka? Nie wierzącym to on nie chce być, ale wierzącym jest tylko trochę. Może będzie jakaś taryfa ulgowa dla takich jak pan Lolek?



Komentarze
Pokaż komentarze (11)