"... a my ciągle u steru"
Ian wskoczył do rzeki świadomości bardziej na prawo, fluoryzującej na niebiesko, bo był tam umówiony z Derelem, którego jednak jeszcze nie było, a raczej był w niewielkim stopniu zajęty gdzieś – Ian nie wiedział, gdzie, bo sygnał był słaby.
- Momencik, przepraszam najmocniej, ale dowodzik poproszę – rozległo się nagle ostrym, intensywnym głosem. Ian rozejrzał się, nikogo wprawdzie nie zobaczył, ale zaraz nadpłynęła nagle zmaterializowana duża, męska ręka.
- Eee, jak to dowodzik? A co się pan czepiasz, nie mam dowodziku, a w ogóle to kto pan jest i dlaczego tak obcesowo... - umysł Iana nie był przyzwyczajony do tego typu nachalności, wszyscy byli raczej kulturalni czyli nie pytali o dowodziki - ja tylko z kolega byłem umówiony, ale jeszcze go nie ma.
- Ha ha ha, nie ma! Wy wszyscy jesteście, ale jakoś władzy nie spodziewacie się, nie witacie, o hello Margerita, znaczy, pamiętam tamtą rozmowę, aj, zaraz, no z panem to dowodzik, bo ja tu służbę mam.
- To pan sam tak tu jesteś? O, witaj Derel, tu jakiś coś chce, od Ciebie nie? Gdzie byleś?
- Nie sam, jest nas wielu, dowodziki poproszę, szybko, bo chciałem do pomarańczowego zajrzeć, ale służba nie drużba.
- Panie, skąd ja panu dowodzik wezmę?!
- Kazali, to wymagam, jako władza, co pan myślisz jeden z drugim (o te niezapomniane lilaróże, już lecę!) nade mną też zwierzchnik jest, dowodziki pókim dobry.
- A idź pan panie, pan jakiś koszmar jesteś, może to ci od iluminatów znów doświadczenia robią, a głupie, że szok. Idziemy, szkoda czasu, ileś rozmów w trakcie, przykro mi, do widzenia.
Koledzy udali się do rzeki świadomości opalizującej błękitem, która w międzyczasie, może z powodu ich niepełnej obecności zboczyła na prawo i rozlała się szeroko dając fascynujące efekty dzięki inwencji przyjaciół.
- Eee, dowodziki proszę, zerknę do tej czerwonej, tylko na chwilkę, dowodziki, tam też popytam – mruczał sobie Funkcjonariusz mijając pojedyncze stanowisko, z którego dobiegała unisono pieśń Ministerstwa Propagandy, dość płaska tutaj, ale wiadomo, że oprócz zalet sprawowanie władzy ma mankamenty takie, jak obowiązek zachwytów nad pieśniami propagandowymi.
- Swoją drogą ta nowoczesność niby wszędzie, a dowodzików nie noszą, porządek musi być, ile stąd do Masacziusets?
- Funkcojnariuszu! Funkcjonariuszu! Wstrzymaj swe kroki, bowiem polecenie wystosowane jest, a każdy widzi w centrali, że idziesz do rzeki, dowodziki mają?
- Nie mają, panie władzo i nie zwracają uwagi!
- Funkcjonariuszu! Funkcjonariuszu! A wielu spotkałeś?
- Paru spotkałem, nie mam jak, skoro do strumieni wchodzić mam zakaz. Tylko takich zagapionych chwilowo zaczepiam, skoro nie mogę wdawać się w dyskusje...
- Wiemy wiemy, z kim my musimy pracować, skoro tylko niewielu może do nich przemówić albo ich usłyszeć, a liczą sobie, że skaranie.
- No właśnie, no to ja względem tej podwyżki, ja archaizmy kolekcjonuję.
- Funkcjonariuszu! Dowodziki niech dają albo ich odłączymy!
- Ale … ja słyszałem, bo jestem wykwalifikowany, ale … jak to odłączycie? Aparatura was posłucha odłączająca?
- No to im wmówimy, że ich odłączamy, oczywiście mijając to, że posłucha. Na jedno wyjdzie.
- Albo dają dowód, albo odłączamy, tak jest! No to lecę!- i poleciał. - Dowodziki.... ależ te eugeniki ekstrapolują .. jak ciepło...
http://wiadomosci.onet.pl/2067607,11,1,1,item.html


Komentarze
Pokaż komentarze (2)