weronka weronka
32
BLOG

Zużycie się starych formuł

weronka weronka Kultura Obserwuj notkę 4

 
Okazuje się, że nie zawsze chce mi się pisać. O czym by tu... Krótką formą wiekopomne dzieło, wiele jest takich znanych z historii, być może nie potrzeba nawet dużo czasu, nie wiadomo ile zajmowało artystom ich tworzenie. Liczy się pomysł, koncept. Kilka linijek, najwyżej kilkanaście kształtujących gust epoki, czasem dopiero kolejnej, innym razem udaje się, że własnej. Są na to przykłady w rodzaju „Ody do młodości”, „Cierpień Wertera” czy „Rękawiczki”. Wprawdzie można spotkać opinie, że czas obecny należy do sław pięciominutowych niezależnie od jakości arcydzieł, bo trendseterzy tak dokładnie i pośpiesznie wyeksploatują wszystko, co nosi jakie bądź znamiona pomysłu, bo pustynia panuje wobec zapotrzebowania rosnących astronomicznie liczb periodyków, że potem nie zostanie już nic albo zbyt mało. A to dlatego, że nie tylko o utwór przecież chodzi, ale o pakiet zawierający osobowość twórcy, jego wygląd, życiorys które naturalnym porządkiem rzeczy zmuszony jest powielać nie mogąc zmienić własnej przeszłości; pozostają mu tylko nowe, najlepiej skandaliczne wisty, operacje plastyczne, zmiany zapatrywań... za pomocą tych metod nie uzyska jednak efektu pierwszego wejścia porównywalnego z balem debiutantki.
 

Jednak również w minionych wiekach istniał rynek twórców i konkurencja utworów; tempo kolejnych odsłon było może mniejsze i pretendentów mniej, za to trudniej było przedostać się autorowi ze swoim tekstem do czytelnika. Jedną z lektur, które utkwiły mi w pamięci zachwycając tak za pierwszym, jak i kolejnymi odsłonami jest „Głód” Hamsuna. Kim był Hamsun? Jakiś Skandynaw zdecydowany opisać zmagania z bezwładem niemajętnego pisarza. Dziś chętny do pisania kończy studia, pobiera stypendium, zatrudnia się tu czy tam. Jednak Hamsun nie był jedynym, który poświęcił uwagę trudnościom finansowym literatów – potrafił opisać kondycję człowieka podobnie porywająco do Camusa w „Dżumie” mimo całkowicie odmiennych tematyk. Gdyby jedna lub druga powieść zostały napisane teraz, przypuszczam, że wywarłyby takie samo wrażenie na odbiorcach, tylko czy obaj panowie byliby w stanie utrzymać jakość pisząc w tempie, jakiego obecnie oczekują wydawcy? Ale i wcześniej twórca chcąc utrzymać się z pisarstwa musiał dysponować coraz to nowymi tekstami, lepszymi i gorszymi. Jednak cokolwiek Makuszyńskiego, Gałczyńskiego, Tołstoja czy Haska nie znajduje analogii w twórczości obecnych naszych literatów. W czym rzecz zatem? W jakości konkursów w rodzaju Nike? Braku zapotrzebowania na porządną literaturę nie można potwierdzić skoro dzieła, które przetrwały do współczesności wciąż znajdują czytelników.
 

Utwór?
 

Zapamiętane strzępki wierszy dopominają się wskrzeszenia, nieszczęsny eklektyzm, może i postmodernizm nie są bez winy – zwalniają z obowiązku pisania własnych prawd.
 

Oryginalny? Można spróbować.
 

Nie mam nastroju na wiekopomny trzyzwrotkowiec.
 

Czyli co?
 

Co wydarzyło się nad szarym morzem w chłodnym kraju, gdzie piasek ten sam od lat, zaniedbany, wyblakłe afisze, z których trudno odczytać minione hasła, a nawet rozpoznać sylwetki zamazane wodą. Czy to cyrkówka z kołem, czy reklama urządzenia rolniczego? Bryza parła, wdzierała się na ląd niosąc krople piekące czystą solą, było ciemno pomimo pory dnia, porannej albo popołudniowej – pewna była tylko wyczuwalna bliskość nocy towarzysząc równej pewności, że to nie ona, jeszcze albo już. Po obu stronach brzeg ciągnął się aż do granicy wzroku; krańce nikły rozpływając się w mglistym mroku. Morze powstawało, to kładło się z westchnieniem, coś wydarzało się w głębi z przelewaniem wydostając się i ginąc. Pozostawiając drobne ornamenty fal, frywolne koronki nietrwałe manierą ulotnych błachostek. Powtarzały się, wciąż inne nie dając poznać zawartości areny walecznych zmagań ani wyjaśniając sensu dynamiki zwierających się, opływających wzajem i przenikających bloków wodnych, miękkich kryształów atramentu i wodorostów. Pośród bitwy gdzie podziewały się zagubione ryby? Poddawały się bezwolnie prądom, zderzały ze sobą na krawędziach nurtów zależne od unoszących je ciał wojowników podobnych wężom, to znów słoniom albo szablozębym tygrysom. Nie sposób było odnaleźć najmniejszej nawet przesłanki co do celu, w jakim toczy się ta walka pod stalowym niebem, zamarłym w znieruchomieniu; zdawało się czekać na coś i rzeczywiście wyczekiwało do ostatniej chwili, która nie różniła się od pozostałych tak dalece, że ostatnią okazała się dopiero po czasie z nagłym błyskiem ocierając się o piankę na powierzchni, przeszywając kłębiących się wężowych wojowników, ławice i cyklony, wiry chrzęszczące deskami ze starych wraków, wciągające zbłąkanych wędrowców. Morze zastygło ugodzone bronią nieba na czas tak krótki, że zlekceważony przez zawodnika zajętego już zsyłaniem słodkich kropel; więcej i więcej, z początku prosto, potem w zawijasach na podobieństwo fal głębszych i płytszych, jakby chciało udowodnić, że też potrafi i posiada. Może i chce odpowiedzieć na wszystkie te ekspresje morza, którym przyglądało się tak długo w bezruchu.

Czy to jest nowe? Ale co znaczy "nowe"?

PS. Powyższy tekst raczej nie dołączy do wiekopomnych, ale nie całkiem o to mi z nim chodziło.

 


 

 


 

weronka
O mnie weronka

Apel Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 Cytaty: "Komuna zaś, odkąd się stała lewicą jest demode" Stary ŚWIĘTA DLA POWODZIAN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura