Tak się złożyło ostatnio, że mając sporo nielimitowanego czasu w dowolnych porach dnia przysłuchiwałam się reklamie, która w linii melodycznej jest podobna do znanego przeboju Boba Marley'a, zastanawiając się za każdym razem, czy autorzy mają zgodę, czy to taki zbieg okoliczności, czy też Marley jest obecnie spuścizną ludzkości.
Rozważania rozważaniami, jednak skoro przebój miły, to i reklama sprawiała mi przyjemność; można nawet powiedzieć, że ostatecznie skoro firma BPH sięga do akurat takiej melodii, jaką lubię, to przecież jest mi przyjazna, mam z nią coś wspólnego. Od konstatacji bliżej, niż to było uprzednio, do wizyty w oddziale i założenia konta.
"Don't worry, be happy" - sugeruje poza tym pośrednio bank dzięki reklamiarzom. Bo to nie tylko melodia, ale zakodowane, niekoniecznie od razu skojarzone, ale w pamieci obecne słowa - optymistyczne, sugerujące, ze wszystko będzie dobrze przy pomocy rodziny bankowej widocznej w spocie.
Przysłuchując się mimochodem przypadkowym urywkom przekazu telewizyjnego ani razu nie słyszałam o projekcie komisji śledczej w sprawie Amber Gold. Owszem, pojawiła się informacja o wakacjach w Ustce, jakimi przed laty okazał się areszt dla obecnego prezesa firmy i o działalnosci rozrywkowej, jaką prowadził zabawiajac urlopowanych funkcjonariuszy i pobierając nawet uposażenie z tego tytułu.
Komisje śledcze sprzedają się. Są jak serial w odcinkach albo ... raczej jak cykliczny program life z jednością czasu, miejsca i aktorów, inaczej mówiąc reality show. Zawsze tam tych kilkoro wejdzie w interakcje, ktoś kogoś zwyzywa, inny się popłacze, można poplotkować o kreacjach uczestniczek, gagach, anegdotkach. Uczastnicy przygotowują się do wizji, reżyserują wystąpienia, dzieje się.
Z powyzszych powodów zainteresowane ugrupowanie protestuje argumentując, ze bezguście i bez sensu, imputując mściwość, skłonność do dzielenia i wprowadzania atmosfery konfliktu czy tam nienawiści. Protesty brzmiałyby wiarygodniej, gdyby ich autorem był ktoś inny, a nie zainteresowane ugrupowanie, bo jakoś tak dziwnie wychodzi, że dobry gust przypomina się tym, którzy mogliby ewentualnie stracić na ustaleniach Komisji.
Skoro protestują przeciwko Komisji zainteresowani, a media, zwykle przecież chętne Komisjom - bo nic prostszego, niż uzyskanie szczytów oglądalności drobnym kosztem jednego reportera i jednego operatora na sali obrad - nie postulują jej powołania, chociaż o AG informują chętnie, odwrotnie, niż to było przy Komisji hazardowej, to wydaje się, że trzeba potrójnie czy tam poczwórnie się owej domagać.
Bowiem przebój to znany, kojarzący się, ale tym razem już nie z "poczciwym" Chlebowskim i Sękułą, tylko z końcówką kadencji Millera. Wprawdzie wtedy to właśnie media "odwaliły" prawie całą robotę krytykując totalnie SLD, a pozytywnie wyrażajac się o całości opozycji.
Teraz portal onet zdecydował się zamieścić lekki artykuł o zawodach, jakie wykonywali w przeszłosci politycy m. in. z setek polityków wybierając akurat byłego grabarza z SP, choć zapewne jakiś grabarz znalazłby się w każdej partii, a o Bronisławie Komorowskim donosząc, że był nauczycielem w seminarium duchownym, ale to tylko taka dygresja, skoro owa podprogowa akcja reklamowa była może odosobniona.
http://www.youtube.com/watch?v=Oo4OnQpwjkc
http://m.onet.pl/wiadomosci/prasa,tp1xd


Komentarze
Pokaż komentarze (2)