Oczywiście proponując tytuł niniejszej notki nie umyśliłam sobie deprecjacji wszystkich pozostałych tematów, na pewno nie miało to być zlekcewazenie ostatnio licznych wyjątkowo ciekawych, w tym moich "ulubionych", jak los Bondaryka czy miejsce ABW w rzeczywistości '2012.
Przecież nie zapomniałam również o Tragedii Smoleńskiej, abym musiała zachęcać siebie samą do kultywowania pamięci jej ofiar, choć nie pisałam o niej w dopiero co minioną kolejną miesięcznicę; pamiętam, pamiętać będę, to tragedia mojego pokolenia. Jednak co "przebije" news, jaki pojawił się dziś, na światło dzienne wschodząc poniekąd dzięki decyzji o kolejnej ekshumacji: po Gosiewskim, Wassermanie i Kurtyce o wydobyciu pośpiesznie pochwanej Anny Walentynowicz? W, jak sie okazało, tak wielkim chowanej pośpiechu, że nie wiadomo, gdzie leży naprawdę!
Jedni twierdzą, że jej szczątki spoczywają w Gdańsku; tam chyba pojechali wówczas przejazdem z wcześniejszego pogrzebu Płażyńskiego nietrzeźwi - podobno po stypie - pracownicy Kancelarii Prezydenta p.o. Komorowskiego zbaczając z drogi do portu lotniczego i zawożąc na cmentarz wieniec, a następnie fotografując się z nim? Pierwotnie w ostatniej drodze Walentynowicz miał uczestniczyć sam p.o. prezydent; ostatecznie nie dojechał, bo spotykał się z premierem Tuskiem, ale wieniec miał być dostarczony. Niestety, jakieś tam kłopoty wynikły, delegaci spóźnili się, może nietrzeźwość ogarnęła większe grono oficjeli, może też ciąg spożyć alkoholowych sprawił, że - jak twierdzi mecenas Hambura - nawet według prokuratury w grobowcu rodzinnym Walentynowiczów pochowano jakąś inną osobę.
Nie wiadomo również, czy Anna Walentynowicz leży na Powązkach. Bowiem według stacji RMF FM w Warszawie - dzień po odkryciu grobu w Gdańsku - ma dojść do ekshumacji ciała z grobu Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, działaczki fundacji "Golgota Wschodu"; prokuratura nie potwierdza, że jest to ciało Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej nie stwierdzając również, że miałoby to być ciało Anny Walentynowicz.
Po prostu nie wie. W obu przypadkach wiedzy brak Prokuraturze. A skoro nie wie prokuratura, kto miałby wiedzieć? Przecież na pewno nie choćby władze cmentarne czy - na szarym końcu - rodzina. Na pewno nie związani z "Legendą Solidarności" obywatele.
Niewiedza dotyka, co dosć ciekawe, osób po stronie polskiej, bo brak dowodów, ażeby to Rosjanie błędnie oznakowali trumny. Bo gdyby źle oznakowali Rosjanie, przecież nie otworzywszy trumien skąd możnaby wnosić, że jednak pochowano nie tę, ktorą było trzeba pod nazwiskiem suwnicowej?
W ogóle skąd ten pomysł, dlaczego prokuratura krajowa nagle - po ponad dwu latach - uznała, ze coś jest nie tak z tożsamością szczątków i co gorsze, czy gdyby nie zaakceptowany wniosek o ekshumację, o jej niewczesnych wątpliwościach w ogóle mielibyśmy szansę się dowiedzieć?
Jest w całej tej historii coś z aury makabreski, na pewno nie z winy obserwatorów - obywateli RP. Słysząc tę historię trudno powstrzymać się od pytań. Bo co z tożsamością pozostałych szczątków? Wygląda na to, że ekshumacje należałyby się również pozostałym ofiarom szczególnie, że chyba do dziś Polska nie otrzymała wszystkich protokołów sekcyjnych.

http://wiadomosci.onet.pl/katastrofa-smolenska,5245933,temat.html


Komentarze
Pokaż komentarze (19)