Kiedy Platforma Obywatelska przejmowała władzę od Prawa i Sprawiedliwości, działo sie to w atmosferze festynu - święta, ze oto odchodzą podsłuchy, bezpodstawne czepianie się zasłużonych, wstyd na cały świat, bo bliźniacy rządzą Polską opanowawszy najważniejsze urzędy.
Studenci świętowali, fetowały prywatne stacje telewizyjne; każdy, kto "nowoczesny". Bo przecież PiS było jeszcze kojarzone z dewocją, kultem o. Rydzyka, nawiasem budującego niezależne, a całkiem spore media.
Ludzie spoglądali na siebie porozumiewawczo słysząc "Kaczyński" przez kolejne lata, kiedy to Pawlak umawiał się na trzydzieści lat z Moskwą w sprawie gazu, kiedy Tusk pożyczał za groszowy procent zarobki Polaków Grecji, sam zaciągając w banku europejskim pożyczkę dla Polski oprocentowaną dziesięciokrotnie wyżej.
Kiedy on sam umawiał się w sprawie klimatu, Grad rozsprzedawał Lotos i tylko na skomasowane krzyki i naciski nie doszczętnie PGNiG, nota bene następnie osobiscie przechodząc do tej "oszczędzonej" spółki skarbu państwa jako szef PGE - może to jest metoda na ministrów skarbu.
Patrzyli pod nogi, kiedy Jacek Mąka podsłuchiwał Rymanowskiego, kiedy ABW ścigała Sumlińskiego, bo niejaki Z. - były funkcjonariusz SB - szepnął jej, że to właśnie autor opracowań o ks.Popiełuszce załatwił byłym funkcjonariuszom pozytywną weryfikację.
Teraz jakże mają odkochać się w Tusku i pokochać Kaczyńskiego, skoro pokrzykiwali "kto nie skacze, ten za krzyżem", skoro w proteście, sądząc, ze w imię wyższej konieczności, nie okazali szacunku zmarłemu w tragedii smoleńskiej prezydentowi wdajac się w utarczki na temat jego miejsca pochówku?
Skoro jest potrzeba obdarzania miłością w narodzie, to wystarczy żeby obywatele kochali "ten kraj", a władze wybierali z rozsądku.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)