Od razu wyjaśnię, że nie jestem zwolennikiem demokracji. Uznaję jednak, że żyjemy w czasach, gdy jest to jedynym możliwy ustrój, zapewniający jakie takie wolności obywatelskie. Dlatego biorę udział w każdych wyborach, niestety z coraz mniejszym zapałem.
Do 2003 roku wierzyłem, że pomimo zdarzających się nadużyć, ogólnie wybory są uczciwe. Nie było podejrzeń o ich systemowe fałszowanie. Pierwsze wydarzeniem, które kazało mi spojrzeć na to inaczej, było referendum akcesyjne. Jedyny raz zastosowano dwudniowe głosowanie, które nie mogło służyć niczemu innemu jak manipulacji jego wynikami. Nie tyle zresztą chodziło o wynik, co o frekwencję. Nie ma wątpliwości, że większość biorących w nim udział opowiedziała się za przystąpieniem do UE, jednak frekwencję ewidentnie dostosowano do wymogów prawa.
Od tego czasu zaczęły się pojawiać informacje o dziwnych zjawiskach zachodzących w czasie kolejnych wyborów. Szczególnie dotyczyły one liczby głosów nieważnych a nawet ordynarnego dosypywania głosów do urny. Żadne z tych wydarzeń nie zostało wyjaśnione w sposób rzetelny.
Charakterystyczna jest tutaj postawa Państwowej Komisji Wyborczej, która bagatelizuje ewidentne naruszenia procedur wyborczych i nie podejmuje żadnych działań mających na celu ukaranie winnych tych nieprawidłowości. Prokuratura też umywa ręce i umaża postępowania prowadzone w tych sprawach. Wreszczie Sąd Najwyższy ustala prawomocność wyborów, uznając przypadki łamania prawa za nieistotne.
Trzeba pamiętać, że jedynym czynnikiem legitymizującym władze demokratycznego państwa, jest poparcie wyborców wyrażone w demokratycznym głosowaniu. Ani Komorowski, ani Tusk nie mogą powołać się na coś innego. Jeżeli więc pojawiają się wątpliwości co do rzetelności wyborów, to oznaczają one podważenie prawa tych ludzi do kierowania sprawami państwa. Podejmowane przez nich decyzje można unieważnić a ich samych uważać za uzurpatorów, którzy zdobyli władzę w sposób nielegalny.
Dlatego właśnie rządzącym powinno najbardziej zależeć na rozwianiu wszelkich wątpliwości. Tak się jednak nie dzieje, wręcz przeciwnie, starają się oni wszelkimi sposobami zbagatelizować i ośmieszyć informacje o możliwych nieprawidłowościach. Robią tak, mimo świadomości, do czego taka postawa doprowadziła w przypadku katastrofy smoleńskiej.
Powstaje pytanie: dlaczego?



Komentarze
Pokaż komentarze