Dla Tuska Pawlak jest warunkiem sqn sprawowania władzy i kulania się z tym interesem. Dla Pawlaka Tusk jest - ot, takim tam epizodem. Dlatego dzieci Tuska będą niebawem spawały rury na placach zabaw, a dzieciom Pawlaka już przypisane zostaje grzanie ławy przy Wiejskiej w następnych wyborach. I to nie Olechowski z Piskorskim rozsadzi Platformę!
Po pierwsze: to już nie jest tamten Pawlak z „czyszczę sobie służby…”. Choć warto zauważyć, że Tusk jest ten sam. Pawlak wie doskonale, w co się gra, zna manewry taktycznych przyczajek, gorących kwitów, stosunku do sprawy „Bolka” i takich tam innych. Trzyma swoich na munsztunku i jest mistrzem – o czasy – powściągliwości. Nie wikła się w PR, w fajerwerki. Ma zresztą ten luksus, że nie musi, „bo partia chłopska” nie musi.
Po drugie: pazurami wbity w KRUS elektorat to jedno, a egalitarne poczucie dziejowej sprawiedliwości „ktoś z ludu u władzy”, to drugie. To musi w szerokich łanach polskiego elektoratu zaszumieć, no – zaszumieć na co-dziesiąty kłos! Musi zadziałać. Srać tam na młodych inteligentów z wielkich miast, olewać moherów. Się pójdzie do Częstochowy z dożynkami, się bloga założy, będzie cacy.
Po trzecie: żadne tam zniecierpliwienie Pawlaka Tuskiem. Się gra i gra się do końca. A jak się gra, to się awansuje do kolejnej rundy. Czasem zresztą warto zremisować, albo lekko przegrać, przed następnym losowaniem. Grę i tabelę trzeba czytać na cztery ruchy do przodu. Z kryzysu trzeba się wymiksować, robiliśmy, co mogliśmy, zresztą chłopy…, sami wiecie. KRYZYS jest, ale też KRUS jest! Jest?! No! Wolicie z nimi, a oni, no – oni, co wam zapewnią?! To idźcie! Nie widzicie, kto przez te wszystkie lata bez gadania dbał? Żyć chcecie czy gadać?!
Po czwarte: może się i mylę, ale jakoś sobie nie przypominam żadnej walki Pawlaka z Lepperem. Jeśli była, to została przeprowadzona poza moją percepcją. Ohhhh – z pewnością była jakaś tam dezaprobata, jakieś łypanie drug druga spod krzaczastych brwi, ale w swej istocie: to nie był nigdy poziom Pawlaka. W perspektywie Pawlaka cała „Lepperiada” to jak w perspektywie Urbana mister Olejniczak.
Po piąte: rozprężenie parlamentarne wakacyjne, ale jeszcze przed żniwami. Osłabienie struktury. Spadek odporności organizmu bujającego się na wakacjach koalicjanta, a ludzie i tak zdenerwowani. Dojrzały owoc do zdjęcia z gałęzi. Cacy.
Po szóste: Sygnał. Jakbyście chłopaki chcieli wiedzieć, to zawsze możemy pogadać, mu nie Leppery, a na Donaldzie, to nam raczej wcale nie zależy. Zresztą to nie my się z wami kłóciliśmy resorty siłowe w POPIS ileś lat temu… To co…?
Po siódme: nie ma już zdeprawowanego przez jedorazową propagandę PO koła ratunkowego w postaci setek tysięcy "młodych, wykształconych z wielkich miast". Bieda i prezydentura.
Z czym do ludu, jeśliś nie chłop?!
Oto polityczna przyszłość Polski, z której nie zaśmieje się dziś żaden dziennikarz potrafiący przewidzieć, gdzie raki zimują! Innych nie ma.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)