Tak wygląda teraz i karta się raczej nie odwróci. Telewizja irlandzka oczywiście przez cały dzień prowadzi „otwarte studio” i pierwszym, co rzuca mi się w oczy jest: brak erupcji radości z jednej i ale przygnębienia z drugiej – strony. Przekaz jest suchy, nikt tu nie pognębił przeciwnika, nie ma fajerwerków.
RTE przekazuje wypowiedzi wszystkich stron i literalnie nikt nie trąbi o żadnym „wielkim zwycięstwie” czy takiej samej porażce. Oni tu są zupełnie inni, przed chwilą Ganley na żywo (o kampanii): „to było nieuczciwe wobec ludzi i propagandowe”, ale, że uszanuje. Gerry Adams – tak samo, w skupieniu, że „szacunek, wola ludu”. Raptem cytują Buzka i jest to tak różne od tutejszych standardów: „To wielka chwila, teraz będziemy walczyć z problemami kryzysu i imigracji (!!!) wspólnie, skupieni, silni…”. Podobnie wypowiada się premier Szwecji: „niezwykle ważne zwycięstwo irlandzkiej demokracji, teraz razem, łatwiej…”.
Na żywo wchodzi Brian Cowen, premier: „To dobry dzień dla Irlandii i Europy, silniejsza Irlandia, silniejsza Europa…” – zaczyna przemówienie. „It’s right thing for our children…”. I takie tam…
Raz po raz przywoływane są przez komentatorów „Czech Republic” i „Poland” i momentami wyczuwam w tym przekazie ulgę Irlandczyków z zrzucenia z siebie odium hamulcowych Europy.
W „pomoc” przy liczeniu głosów nie wierzę.
W porównaniu z poprzednim referendum o około 20% zwiększyła się liczba zwolenników Traktatu.



Komentarze
Pokaż komentarze (27)