Opowiadał mi taki koleżka z technikum szkolącego techników uboju, że na praktykach zajęcia prowadził jakiś brygadzista. Konkretny brygadzista. Bo każdego ranka zmierzał do kadzi z kubkiem i po zaczerpnięciu gorącej świńskiej krwi – wypijał to duszkiem. Taki sam chrzest wymuszał na adeptach i selekcjonował w ten sposób przyszłe kadry.

I nie mógł się nadziwić ten brygadzista oporom niektórych – jemu się zwyczajnie w głowie nie mieściło, że przyswojenie takiego kubasa może być uznawane za coś kontrowersyjnego. - Codziennie taki kubek i wyglądasz jak człowiek, a nie jak zdechlak! – miał mawiać.
Różne koła łowieckie mają swoje własne różne „chrzty” przyjęcia w poczet. Oczywiście nie jest to specjalnie eksponowane, ale funkcjonuje. Rad byłbym zwrócić się do kogoś, kto ma dostęp do pana Komorowskiego, o to, by zadał mu pytanie o jego indywidualny chrzest łowiecki. To przecież takie ciekawe. Może szef koła łowieckiego by się wypowiedział?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)