Mój udział w politycznym kongresie pana Palikota w Sali Kongresowej należy odczytać jako wyraz bezinteresownego poparcia dla formy i stylu przezeń prezentowanego. I treści. Jestem do cholery niezależnym artystą/dziennikarzem/celebrytą i nie zapominajcie o tym! Oddzielmy politykę od sztuki!
Takiej, mniej więcej, deklaracji spodziewałbym się od przedstawicieli żyjącego z wytworów własnego mózgu „komitetu poparcia” szykującego się do Kongresowej. Może warto byłoby dodać w deklaracji owej, szeroko pojętej, artystycznej niezależności, że: „pan Palikot nigdy mnie nie sponsorował w żadnej formie, bo wtedy swoją obecność na tym politycznym wiecu odczytywał(-a)bym jako niewolniczy trybut i formę okazania wdzięczności za wcześniejsze wsparcie. Stawiałoby to przecież moją znaną przecież powszechnie niezależność - w złym świetle!”.
Oczywiście nie można negować mechanizmów szlachetnego mecenatu. Przecież pan Palikot mógł wcześniej sponsorować artystę, a dzisiaj artysta ma właśnie takie samiuteńkie oglądy świata przedstawianego i przedstawionego jak i sam sponsor, więc odmówić – w odruchu serca - nie może! I ja to rozumiem! I mam stosowną wersję: „Jestem niezależnym artystą, pan Palikot mnie sponsorował, ale myślę tak samo jak i on, więc popieram go i nie będę dowodził, że nie jestem wielbłądem”. Tak bym to może widział.
I ostatnia deklaracja by mi się też przydała: „Jestem niezależnym artystą, nigdy Palikot mi niczego nie dał, ale myślę, że może mi kiedyś coś da, więc na wszelki wypadek jestem tutaj ze swoją formą, jego formą, treścią, stylem i czym tam jeszcze pan Palikot zechce. Może i mi coś odpali jak będę skakał wysoko i długo”.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)