Stoi sobie facet przed polskim biurem rachunkowo-podatkowo-prawnym, którym kieruje tu w Dublinie znajomy historyk z Wrocławia. Do niego (historyka) zgłaszają się wszyscy Polacy, którzy załatwiają irlandzkie zasiłki dla dzieci, którzy chcą założyć tu małą firmę…, słowem: wszyscy, którzy mają interes, a nie znają języka angielskiego na tyle nawet, by w Tax Office zapytać, czy aby nie zatrudniono tu ostatnio polskiego konsultanta…
No, ale nic, historyk przełyka od nich obelgi w stylu „panie mecenasie”, bo i tak go traktują sądząc, że wypełnienie irlandzkiego pit-a to zadanie dla prawnika z dyplomem Trinity College.
Wspomniany na początku obywatel RP stał przy płocie, bo kolejka była do biura i jakoś tak na papierosie zgadało mi się z nim. W żołnierskich słowach poinformował mnie jakaż to sprawa go tu przywiodła.
Jako, że jest już rezydentem (po roku pracy czy dwóch zyskuje się taki status) rzucił pracę i złożył wniosek o przyznanie mieszkania socjalnego. Tułał jakiś czas po hostelach (za które już płaciła Wyspa), ale w końcu dostał opłacaną przez Wyspę klitkę-kawalerkę i 170 czy też 180 euro na tydzień, żeby w ogóle przeżył.
Problem wszakże polegał na tym – i problem ten sprowadził do pod drzwi historyka – że w umowie, bo jakiś tam kwit w końcu musiał podpisać, stało, że w mieszkaniu tym nie będzie się spożywało alkoholu.
No, ale: jak nie spożywać, jak przykładowych sześć Tyskich w off-licence kosztuje 9 euro? No jak?! Spożywał, spożywał, aż pewnego dnia zaszedł z wizytą urzędnik zapytać, czy aby nie brakuje mu niczego…
Zastał go przy browarach i w efekcie pozostawił na stole kopię pisma, które rodak podpisał zresztą, że złamawszy umowę sam się zdegradował do roli bezdomnego.
- Jedno kurwa piwko, no góra dwa, a on taki nieużyty… - opowiadał.
- A na jaką cholerę tu stoisz?
- A bo prawnik może odkręci, załatwi…
Złamał irlandzkie prawo. Nie podporządkował się. Dostał po garach i nikt go nie żałuje, choć to było tylko jedno, góra dwa piwka.
Chciałem mu poradzić obywatelskie nieposłuszeństwo i zebranie oświadczeń innych lokatorów socjalnych mieszkań (nie tylko Polaków, nie tylko!), żeby może przekonał rząd Irlandii o błędzie i żeby wywarli wspólnie nacisk na bezduszne prawo. Żeby zawstydzili się jego twórcy. Ale takie numery tu przechodzą. To nie Polska i nie Belgia.
Poszedł na bruk.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)