No i sie stało, co sie stało co się miało stać: polskie dzieci do szkół chodzące w poddublińskim Newbridge dzień w dzień po mordzie dostawały. Żebym dobrze został zrozumiany: wychodząc z domu rano 8-15 latek w i e d z i a ł że dziś w szkole dostanie od rówieśników po ryju.
Chodzili, bo chodzić musieli.
Pofatygowałem się do dyrektora tej szkoły i do miejscowej policji (bo okazało się, że to mordobicie odchodzi od kilku miesięcy).
Dyrektor jak to dyrektor: "to nie na terenie naszej szkoły", policja jak to policja: "nie zgłaszano żadnych skarg", rodzice jak to nie rodzice: "wiemy, że nasze dzieci nie są aniołami, ale proszę zobaczyć na te sińce, a ten to w ogóle złamany ma nos".
Potem spotkałem sie z delikwentami i tak sobie o tym i o tamtym gaworzymy i w końcu pytam: - ale co was tu wpienia?
A oni najpierw bez słów uznawanych za wulgarne, ale w końcu się przełamali i mówią, że "no nie da rady siedzieć w klasie, gdzie jest nas sześciu czy siedmiu, a nauczyciel przy wszystkich pyta: a macie w Polsce w ogóle prąd?!".
Reszta klasy się pośmiała, "prąd" wyszedł poza klasę i mamy jazdę!



Komentarze
Pokaż komentarze