Parę miesięcy temu pojechałem na Phoenix Park: pani prezydent Republiki Irlandii zgodziła się ze mną porozmawiać o różnych polskich na Wyspie duperelach.
No to pojechałem.
„Na bramie” oczywiście wiedzieli, że przyjedzie taki i taki, a ja swoją takość i takość uwierzytelniłem prawem jazdy kategorii be. Bo innego ID nie miałem przy sobie.
A jakże.
Nikt, literalnie nikt – nie chciał dowiedzieć się, co mam w kieszeni czy też w plesaszku.
Żadnych straży, bramek, szykan, które dręczą podczas byle procesu w byle sądzie wojewódzkim.
Rozmawiałem z nią, ktoś tam przyniósł kawę i paluchy, a wewnątrz mojej steranej głowy komiksowo rozwijałem symilarny scenariusz: jutro w nagłówkach wszystkich gazet świata: „Wariat z Polski udusił i zastrzelił głowę Republiki Irlandii albo może i odwrotnie”.
Do czego zmierzam?
Nie wolno nie sprawdzać wariatów z Polski!
Ale bym beknął, gdyby ona na chwilę poszła do łazienki...
Bo to było po szóstej!
Mountjoy jak nic. C-nie?!
http://www.solsticeartscentre.com/images/_last_call.jpg
(fot. solsticeartscentre)



Komentarze
Pokaż komentarze