- Jest jakaś granica ciekawości publicznej – powiedziała przed chwilą Julia Pitera w porannej Trójce mówiąc o swoim słynnym flądrowym raporcie (Donald Tusk zdjął klauzulę tajności z tego dokumentu, ale ona się właśnie upiera, że pozostaje w części tajny). Poza tym wyznała, że Kaczyński sam sobie winien, że nieznani sprawcy strzelali w Gruzji w jego obecności. I takie tam bzdety…
Myślałem, że deszcze irlandzkie zaimpregnowały mnie na wywijasy polskiej polityki wewnętrznej. Ale od rana szlag mnie trafił i kubek kenco stał się już niepotrzebny. Pełne pustosłowie i to na dodatek wsparte z jednej strony wyszmelcowanymi frazeologizmami, a z drugiej - podbite od strony podszewki zwykłym uporem „bo ja wiem lepiej”.
Ten obrażony klasyczny babski ton, to miotanie się po kuchni i trzaskanie talerzami, to „dzisiaj głowa mnie boli”, to „a mama mnie przestrzegała” znamy gorzej lub lepiej wszyscy, ale czy to powód, żeby wczuwać się w klimat od samego rana? I trzymać ją za pieniądze w miejscu, z którego bezkarnie może zostać zaproszona do dowolnego medium i zakwaszać od rana całkiem nieźle zapowiadający się poniedziałeczek?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)