Ortodoks Ortodoks
92
BLOG

O żałobie czyli kilka myśli o tym czego się nie mówi ale wielu m

Ortodoks Ortodoks Polityka Obserwuj notkę 0

Myśl pierwsza czyli o jedności i demokracji.
 
Żałoba taka jak ta powoduje (i jest powodowana przez) wzniosłe emocje co z kolei wpływa na patetyczne wypowiedzi. I jest to zrozumiałe.
Żałoba najwyraźniej jednak usprawiedliwia wypowiadanie różnych, powiedzmy delikatnie, stwierdzeń niemądrych. I tego pojąć już nie mogę. Niestety.
Na fali emocji pt „teraz musimy się zjednoczyć” każdy kto ma większą niż przeciętna siłę wpływu na opinię ludu może wygadywać rzeczy niemądre. Owo „zjednoczenie” broni go wówczas przed powiedzeniem „król jest nagi”.
Nieliczni próbujący, nawet delikatnie kontestować decyzję o pochówku prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu narażają się na zarzut jątrzenia i wyłamywania się z żałoby, porozumienia ponad podziałam etc. Argumentów kontestujących nie słucha nikt, bo przecież musimy się zjednoczyć. Jedność jest najważniejsza – to wartość sama w sobie.
 
Gdyby ktoś w „firmie” (czyli państwowej szkole podstawowej) mojej drugiej, mądrzejszej i piękniejszej połowy, spróbował stwierdzić, że trzeci kolejny apel poświęcony „ku czci” (podlewany katolickim sosem) to przesada, że tak nie można… no właśnie. Nikt nie ma nawet intelektualnej odwagi aby pomyśleć, co by było.
 
Usłyszałem też gdzieś jakoby poseł Niesiołowski otrzymawszy pytanie „to jak teraz będzie wyglądała kampania wyborcza” śmiał odpowiedzieć: „normalnie”. Usłyszałem to od kobiet, które premier Tusk zaklasyfikowałby pewnie do moherowych beretów. Kobiety owe zżymały się jaki to łobuz z tego tfu-Niesiołowskiego. Jak on śmiał. Jak można tak łamać jedność i wspólnotowe przeżycie. Wiadomo przecież, że wszyscy wiedzą, że tym razem kampania będzie inna. Lepsza. Zjednoczona.
 
Sygnał do zjednoczonej kampanii dał prof. Nałęcz stwierdzając ni mniej, ni więcej jak tylko, że „Ci kandydaci którzy nie walczą przecież o prezydenturę, tylko walczą o zaprezentowanie programów politycznych swoich środowisk, w tej kampanii nie powinni w ogóle występować”.
No i wszystko jasne. Ponieważ o wygraną walczy już wyłącznie marszałek Komorowski to wyłącznie on powinien startować. Wokół niego winniśmy się zjednoczyć.
 
Jak się ma owo zjednoczenie do demokracji? Nijak się oczywiście nie ma. Najciekawsze jest to, że mimo, że są to wartości w pewnym sensie przeciwstawne to obie jednocześnie stawiane są jako wartości sine qua non porządku publicznego i pożądanego wzorca polityki.
 
 
Myśl druga czyli o wypowiedziach dzieci ludu
 
W telewizjach pokazują wypowiedzi ludzi zaczepianychad hocgdzieś na ulicach i proszonych o komentarz do smoleńskiej katastrofy. Te wypowiedzi bywają różne i nie mam zamiaru oceniać wypowiedzi ludzi dorosłych, którzy pod wpływem sporych emocji mogą opowiadać różne rzeczy.
Ciekawią mnie jednak wypowiedzi dzieci. Bo dziennikarze również dzieci o to wypytują. No i wpadła mi w uch taka oto wypowiedź młodego dziewczęcia, cytuję z pamięci: "Co teraz z nami będzie? Co będzie? Jesteśmy tacy młodzi, a praktycznie straciliśmy głowę państwa." Zdanie wypowiedziane ze szczerą trwogą w głosie.
 
Zanim ta panna nabyła zdolność wypowiadania takich, szczerych ale niezbyt mądrych  formułek musiała się długo uczyć. Całe lata tłumaczenia, że jak odpowiedni minister nie stwierdzi, że dany serek można jeść, a inny nie, powodują, że człowiek nagle pozbawiony owego ministra nie wie co począć. A co dopiero głowy państwa? Trudno mu nawet zauważyć, że głowa państwa wcale nie zniknęła, zmieniło się tylko jej nazwisko.
Od dekad całych uczy się dzieci, że patriotyzm to wierność państwu, a nie krajowi tudzież jego ludziom. Apele, memoriały itd. Tak jest na co dzień ale jest tak jeszcze bardziej po każdej "tragedii narodowej".
Żałobę wykorzystuje się niestety do intensyfikacji prania mózgów.
 
 
Myśl trzecia o żałobie milionów
 
Nie bardzo rozumiem co znaczy "tragedia narodowa". Myślę sobie, że rozpaczać można po kimś z dwóch powodów. Raz ze względu na to, że był to ktoś bliski, dwa z powodu tego, że dokonał rzeczy wielkich dla rozpaczającego.
Po swojemu rozkładam to tak, że tym bardziej przeżywa się śmierć danej osoby im bardziej ją znamy. Bardziej boli śmierć matki niż dalekiego kuzyna. Bardziej boli śmierć kolegi z pracy niż kolegi tegoż kolegi. I tak dalej. Gdy umiera Kowalski to o tragedii wie grono jego bliskich. Wtedy w rodzinie i gronie znajomych o Kowalskim mówi się dobrzealbo wcale. Przynajmniej jakiś czas. Bez względu na to czy był świnią czy człekiem porządnym.
 
Ofiary katastrofy nie są jednak osobami bliskimi większości żałobników, chyba że jako bliskość rozumie się znajomość z ekranu telewizyjnego. Jeśli by tak było to przepraszam ale tego nie rozumiem.
Jest też możliwa taka interpretacja, że w końcu zginęli bliscy i znajomi polityków i dziennikarzy. Ci zaś współczując sobie nawzajem robią to „u siebie w pracy” czyli w np. Sejmie i telewizjach. To z kolei przelewa się na odbiorców żałoby. Być może gdyby 24 godziny na dobę prze kilka dni relacjonować śmierć, kondukt żałobny, w końcu sam pogrzeb np. ofiary jakiegoś wypadku drogowego to też „naród by się zjednoczył” wokół tej tragedii. W końcu śmierć to śmierć, tragedia to tragedia. Ale tego też bym chyba nie rozumiał.
To wszystko oznacza, że za żałobą stoją dokonania ofiar, wielkość ich intelektu etc. I tu nasuwa mi się…
 
 
…myśl trzecia czyli o elicie
 
Dość częste są głosy twierdzące, że w Smoleńsku zginęła elita RP. Ludzie o wybitnych umysłach i niezwykłych zdolnościach.
To myśl najtrudniejsza gdyż jej materializacja wymagałaby mówienia indywidualnie o ofiarach inaczej niż dobrze. Tego w tej chwili robić nie chcę ale mogę jedynie ogólnie i delikatnie stwierdzić, że dokonania niektórych z ofiar na docenienie niestety nie zasługują, zaś intelekt kilku innych…
Krótko mówiąc myślę, że twierdzenia o ofiarach jako o elicie intelektualnej etc można złożyć wyłącznie na karb emocji i uniesienia. Tak właśnie uważam. Przykro mi z tego powodu.
 
Nie sądzę zresztą abym był w tym odosobniony, więc jeśli ktoś jest w tym zakresie bez winy to niech pierwszy kamieniem rzuci. Wszak zdecydowana większość ludu jest przekonana, że politycy to złodzieje, oszuści, darmozjady, durnie itd. Generalnie wszystko co najgorsze. I tylko jak któryś z nich umrze to okazuje się, że wszyscy inni to i owszem ale ten jeden jedyny był uczciwy, mądry i sprawiedliwy.
Żałoba z definicji jest nie do końca szczera. O pewnych rzeczach się nie mówi, inne przerysowuje. Nic w tym niezwykłego ani złego. Ale kiedy każdy kolejny zapytany stara się przebić poprzednika poprawnością to bardzo szybko dochodzimy do ściany. Zamiast zatem epatować rozpaczą proponuję samemu przed sobą szczerze i dokładnie to wszystko przemyśleć.

 

Ortodoks
O mnie Ortodoks

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka