Związkowcy znów dymią. Czasami dymią pod radą ministrów, czasami pod siedzibami „swoich” firm. Wczorajsza zadyma energetyków łączy te dwa sposoby, bo firma jest państwowa. To się nazywa dymić w dwóch miejscach jednocześnie.
Związkowcy szeregowi do durnie. Związkowi bossowie to gangsterzy. Taką stawiam tezę. Nie ważne czy są spod znaku Solidarności, Solidarności 80, czy innego OPZZ. Zawsze jest tak samo.
Szeregowy związkowiec po prostu musi być kretynem. Musi on bowiem nie zdawać sobie sprawy z tego, że jego żądania są kretyńskie. Jeśli sobie sprawę zdaje, to znaczy, że nie jest kretynem, a wtedy staje się złodziejem i gangsterem. Wtedy robi karierę związkowego bossa.
Dlaczego związkowe postulaty są kretyńskie? Uwaga – teraz będzie sporo łopatologii dostosowanej na najmniej rozgarniętego związkowca.
Są dwie firmy – jedna produkuje buty, druga kiełbasę. Powiedzmy, że na starcie szynka kosztuje 20 zł (za kg), a para butów 100 zł. Powiedzmy, że takie ekwiwalenty wynikają z (a kysz!) wolnego rynku. W jednej firmie pracuje związkowiec-szewc Nowak, w drugiej związkowiec-masaż Kowalski.
Jeśli Kowalski wymusi podwyżkę cen kiełbasy do np. 24 zł (poprzez np. podwyżkę swojego wynagrodzenia) to nagle okaże się, że para butów warta jest już warta ledwie ok. 4 kg tejże. Ale pieniądz przecież nie jest towarem samym w sobie tylko ekwiwalentem towarów, czasu pracy etc. Tedy więc chcąc utrzymać proporcje ekwiwalentu szewc Nowak zażąda aby buty kosztowały 120 zł. To chyba oczywiste, zważywszy że podwyżkę kiełbasy odczuje szybko w swoim portfelu.
I teraz tak: i Nowak, i Kowalski cieszą się jak głupi do sera, że mają więcej pieniędzy. Tym panom gratulujemy, że co prawda mają mózgi, ale ich nie używają. Wiadomo – rzecz nieużywana uchodzi za lepszą.
Jakie są zaś fakty? Ano takie, że obaj mają tyle samo. W przyrodzie nic nie ginie. Jest jednak tak, że ktoś ma więcej niż miał. Kto? Ano związkowy szef Nowaka i związkowy szef Kowalskiego. Bo roboczo pominąłem w wyliczeniach taki „szczegół”, że od każdej takiej podwyżki związkowcy-gangsterzy biorą działkę. A to z tego powodu, że im się należy.
Bywa też tak, że żądania podwyżki cen kiełbasy (albo po prostu pensji masaży) kierowane są do rządu, a rząd to akceptuje. W tej sytuacji oczywiście pojawia się trzecia osoba do pobrania działki od wzrostu cen – rząd.
Co byśmy powiedzieli o Kowalskim, który najpierw umawia się z Nowakiem na deal 5kg kiełbasy za parę butów, a potem daje mu w paczce 4kg kiełbasy i 1kg piasku? Że to oszust i złodziej.
A co jeśli Kowalski w jakiś sposób wymusi aby mu za kiełbasę zapłacić więcej? Np. 24 zł za kg? I że teraz parę butów ma on dostać nie za 5, ale za 4 kg swojego wyrobu? Że to sprawiedliwość społeczna, słuszne żądania i w ogóle taka redystrybucja to powinność państwa.
Na koniec. Jakim trzeba być baranem, żeby pracować w firmie tak beznadziejnej, że normalny, w pełni sprawny człowiek posuwa się aż do niszczenia jej siedziby? Nikt mi nie wmówi, że przeciętny pracownik Energi ma dwie lewe ręce, i żadnej innej roboty sobie nie znajdzie.
Skoro ta firma jest tak beznadziejna, że tylko obrzucanie jajami jej się należy, to po cholerę w niej pracować? Iść gdzie indziej nie lepiej?
No ale nie! Oczywiście nie chodzi o to, że firma jest do d… . Firma zapewnia tęgie deputaty, dopłaty, zniżki, trzynastki, piętnastki, mundurówki etc. Daje też podwyżki co rok, za sam fakt, że się w ogóle istnieje. Nie trzeba wnosić żadnej wartości dodanej co rok – wystarczy być, a już samo to jest podstawą do podwyżki. Przecież to oczywiste.
Firma nie jest zatem taka zła ale mogła by być lepsza. Więc jajem w nią!


Komentarze
Pokaż komentarze (21)