Krzysztof Osiejuk
Posłuchaj, to do Ciebie
139 obserwujących
1440 notek
4767k odsłon
  2140   0

O tym jak katolickie siostry zakonne budowały Brytyjskie Imperium

       Kilka dni temu, czy to na portalu tvn24.pl, czy może w Onecie – to akurat jest nieistotne, bo tak naprawdę to równie dobrze mogło być w Telewizji Republika –  znalazłem informację, że oto specjalna irlandzka komisja potwierdziła wreszcie oficjalnie fakt odkrycia jeszcze w roku 2014 w irlandzkiej miejscowości Tuam masowego grobu ze szczątkami małych dzieci. Bardzo dobrze pamiętam ów rok, kiedy to wszystkie znaczące światowe, a za nimi i polskie, media przekazały pierwsze informacje na ten temat i już wtedy nie ulegało dla mnie wątpliwości, że powodem, dla którego owa wiadomość została potraktowana z aż taką uwagą, był fakt, że owe dzieci były mieszkańcami domu samotnej matki, prowadzonego przez katolickie zakonnice. Ja akurat najlepiej zapamiętałem tytuł z tygodnika „Newsweek”: „Jak w irlandzkim Kościele działał mechanizm głodzenia dzieci na śmierć?”, no i następujący fragment:

 

       „Zakonnice dzieliły dzieci na dwie grupy: te nadające się do adopcji i te słabsze, którym pozwalały umrzeć z głodu i chorób. 70 lat temu irlandzki Kościół katolicki dopuścił się strasznej zbrodni, której ogrom właśnie wychodzi na jaw.

      W pobliżu kościelnego domu dla samotnych kobiet z dziećmi sióstr zgromadzenia Bon Secours w Tuam pogrzebanych jest najprawdopodobniej kilkaset dzieci. Na razie odnaleziono szczątki kilkudziesięciorga, trwają poszukiwania następnych. Arcybiskup Dublina Diarmuid Martin przyznał, że to, co działo się w Tuam, zdarzało się zapewne w sześciu innych podobnych ośrodkach. Zmarłe dzieci zostały w nich pochowane, jak mówił biskup, na ‘poletkach dla aniołków’. W masowych grobach spocząć mogły w sumie zwłoki około czterech tysięcy dzieci”.

      No ale to był komentarz z przed jeszcze trzech lat. Dziś, jak mówię, media do sprawy wróciły, tyle tylko, by potwierdzić, że tamto odkrycie było jak najbardziej autentyczne, no i podać informację, że tych dzieci przez niemal 40 lat zmarło około 800, no i że za ich śmierć oczywiście odpowiadają katolickie siostry zakonne ze zgromadzenia.

      Ktoś powie, że moja sugestia, jakoby za propagowaniem owej informacji stoi bardzo silna w pewnych środowiskach niechęć do Kościoła Katolickiego, jest niestosowna, bo jeśli gdzieś znajduje się grób ze szczątkami 800 dzieci, to nie ma sposobu, by o tym nie poinformować. W tej sytuacji, może dziś przedstawię tekst, który w o wiele bardziej rozszerzonej wersji opublikowałem w dziś już niestety niedostępnym 6 numerze „Szkoły Nawigatorów” na temat tak zwanych „domów pracy”, a więc brytyjskiego wynalazku, stanowiącego zapewne oryginalne źródło owej katastrofy, którą nam przyniósł wiek XX, zarówno pod postacią sowieckiego komunizmu, jak i niemieckiego nazizmu i proszę naprawdę nie mieć do mnie pretensji, że tam nie ma słowa na temat irlandzkich przytułków dla samotnych matek prowadzonych przez siostry zakonne, bo to by dopiero z mojej strony była niestosowność.

 

      Chciałbym dziś opowiedzieć o pewnym projekcie, który został zaplanowany, opracowany i skutecznie wdrożony w samym sercu współczesnej cywilizacji, a mianowicie na terenie Brytyjskiego Imperium. Chciałbym dziś opowiedzieć o ściśle brytyjskim wynalazku, co ciekawe, dość dobrze opisanym przez samych Brytyjczyków, z którego oni wprawdzie nie są może zbyt dumni, ale z całą pewnością nie wstydzą się go na tyle, by próbować się z nim przed światem chować. A to najpewniej świadczy jedynie o tym, że oni są już z jednej strony tak potężni, a z drugiej tak tyle bezczelni, że nie muszą się doprawdy przejmować tym, co ktoś tam przeciwko nim postanowi sobie wytoczyć. Chciałem zatem opowiedzieć o historii powstania owego wynalazku, o jego kształcie, a nawet o teoretycznych przynajmniej celach jego zastosowania w życiu brytyjskiego społeczeństwa, ale też o faktycznych, jak sądzę, przyczynach, dla których Korona zdecydowała się na jego zastosowanie w praktyce.

       Rozmawiamy więc dziś o czymś, co jest powszechnie znane pod nazwą workhouse, która oczywiście w języku polskim nie występuje, a którą by można chyba najbardziej sensownie przetłumaczyć, jako dom pracy. Otóż początki owych workhouses sięgają jeszcze roku 1388 , kiedy to na Wyspach wprowadzono ustawę pod nazwą Statute of Cambridge, a której oryginalnym celem było zapewnienie Koronie rąk do pracy, tak bardzo potrzebnych od czasu, gdy wielka zaraza znana powszechnie jako „Czarna Śmierć” wybiła niemal połowę mieszkańców kraju. Myśl była taka, by tych którzy wyrwali się z rąk śmierci i z różnych przyczyn, zamiast siedzieć na miejscu, porzucali swój dom, swoją wieś, czy w ogóle swoją okolicę i snuli się po świecie, zatrzymać na miejscu i zmusić do pracy. Niektórzy Brytyjczycy dziś nawet jeszcze uważają, że to właśnie tamta ustawa pomogła zdefiniować coś, co mimo że w owych latach mogło jeszcze takiego akurat wrażenia nie robić, setki lat później przybrało kształt państwa opiekuńczego, a więc państwa, któremu los człowieka nie jest obojętny.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura