Krzysztof Osiejuk
Posłuchaj, to do Ciebie
139 obserwujących
1440 notek
4764k odsłony
  733   0

Z wiewiórką po władzę, czyli strach zżera duszę

Zapraszam dziś wszystkich do najnowszego felietonu z „Warszawskiej Gazety”, który tu na blogu akurat zamknie temat owej wielkiej reaktywacji szczerego kłamstwa i pozwoli nam zająć się czyś znacznie zdrowszym.



Każdy z nas, kto miał okazję choć przez parę dni poobserwować popularny portal o nazwie Twitter, z całą pewnością zauważył, że wolność wypowiedzi, jaka tam panuje, przekracza wszelkie standardy. Oczywiście, są granicę nieprzekraczalne, jak na przykład naruszanie praw autorskich stacji TVN24, poza tym jednak wolno wszystko, włącznie z takimi ekstrawagancjami, jak choćby wzywanie do zamordowania Jarosława Kaczyńskiego. No i oczywiście na Twitterze się kłamie. Tam nie ma manipulacji. Twitter to miejsce, gdzie się kłamie dla samej przyjemności kłamania.

Weźmy takie memy, których tam jest masa. Oto mamy zdjęcie papieża Franciszka i rzekomy cytat z jego wypowiedzi, gdzie on wzywa, byśmy zanim zaczęli krytykować islamskich terrorystów, sami, jako chrześcijanie, uderzyli się w piersi. Albo widzimy aktorkę Jandę i tym razem jej rzekomą wypowiedź, w której ona mówi, że Polska powinna zostać przyłączona do Niemiec. Innym razem z kolei, widzimy nielubianego przez nas polityka, który podobno twierdzi, że pedofilia powinna zostać zalegalizowana, a kobiety należy bić, żeby się zbytnio nie rozleniwiły. Oczywiście, ja tu trochę zmyślam, bo nie kolekcjonuję tych cytatów, ale starałem się przynajmniej zachować ową poetykę, no i poziom.

Oczywiście, w momencie gdy owa informacja się pojawia – Twitter to narzędzie wyjątkowo szybkie – dziesiątki, czy setki osób, natychmiast podają ją dalej i owo kłamstwo rozpowszechniają, ku radości kolejnych internautów. A na uwagę, że kłamią, niezmiennie odpowiadają, że owszem kłamią, ale co z tego, skoro racja jest i tak po naszej stronie. Długo się zastanawiałem, jakie emocje stoją za popularyzowaniem owych zmyśleń, zakładając oczywiście, że nie mówimy o wynajętych propagandzistach, którzy żyją z prowokowania złych emocji i którzy, jak sądzę, stoją na samym początku tego łańcucha, czy o prostych durniach, którzy bezrefleksyjnie przyjmują każdą, nawet najbardziej absurdalną, informację. Otóż dziś mam podejrzenie, że ktoś, kto czuje, że to jest nieprawda, a mimo to w to wchodzi, robi to z czystej frustracji wywołanej przez świadomość ciężkiej bezradności wobec czegoś, co go tak okropnie dręczy.

I oto ostatnio, obserwując wydarzenia w skali znacznie szerszej, a więc obejmującej bieżącą politykę, zobaczyłem, jak bardzo moje podejrzenia są słusznie i jak celnie skierowane. Otóż mniej więcej od czasu, gdy kompromitacją zakończył się grudniowy przewrót, propaganda antyrządowa zachowuje się dokładnie tak jak owi kompletnie obłąkani internauci i w tej rozpaczy kłamie bezwstydnie i na potęgę. I to już nie jest owa stara dobra manipulacja, do której zostaliśmy skutecznie przyzwyczajeni. Tu jest już tylko kłamstwo, a w momencie, gdy ono wyjdzie na jaw, wzruszenie ramion i odpowiedź, że nic nie szkodzi, bo to i tak niczego nie zmienia. Tak było w przypadku owej podrzuconej wiewiórki, tak jest teraz w przypadku słów włożonych w usta Marine Le Pen. No bo i faktycznie, co to zmienia, skoro i tak wszyscy wiemy, że Kaczyński to kartofel?


Książki, jak zawsze, można zamawiać w księgarni na stronie www.coryllus.pl. Zachęcam niezmiennie.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura