Śmiem twierdzić, że taśmy Oleksego mogą nie mieć większego wpływu na naszą scenę polityczną. Takie tam ploteczki pijaniutkiego Juzia, czyli juziolenie. W sumie to fajny chłop z niego wyszedł, bo jak się napije, to powie, co mu na serduchu leży, polski Szwejk.
Były prezydent RP już zdaje się o nich zapominać i zapowiada założenie nowego ugrupowania, cudownie ozdrowionej i oczyszczonej lewicy.Ale to, co z tych taśm może i zostanie, to nowe zwroty w naszym słowniku mowy potocznej. Będziemy mówić: siedzi ta wyfiokowana Jola (babki o innych babkach); mam umysł ostry jak brzytwa, powiemy swojemu kumplowi o szóstej rano po imprezie... A może stwierdzimy, że mamy tak wszystko w dupie, jak klika Oleksego? A i tak skończy się na wyliczance, kto ze znajomych z klasy / roku / pracy jest większym bucem. Uważajmy tylko, żeby żaden agent Macierewicza nie nagrał nas, bo skończymy z etykietką "kretyn" i "zdrajca", a jednak "jajcarz".


Komentarze
Pokaż komentarze (4)