Cały poprzedni tydzień byłem z rodziną w Czechach. Uprawialiśmy tam dwa typy zwiedzania. Od rana do popołudnia zwiedzaliśmy Pragę i inne czeskie miasta, a kto miał siły, wieczorem poznawał praskie hospody. Jednocześnie poznawaliśmy lepiej Czechów – tych, którzy nas gościli i tych, których spotykaliśmy.
Wieczorne zwiedzanie knajp wiązało się z dyskusjami, które nierzadko zamieniały się w dyskusje polityczne. Po czterech piwach, mój rozmówca zdiagnozował moje poglądy jako lewicowe, choć zadeklarowałem prawicowość. A ja nawet doszukałem się w pamięci dziadka w PPS-ie. Wychodząc z praskiej hospody pomyślałem: na Boga, PiS z programem "Solidarne Państwo" jest lewicowy. Ideały Solidarności były w rzeczywistości socjalistyczne. Czy zatem jest w naszym kraju miejsce dla jawnej lewicy antykomunistycznej? I dla prawicy niesolidarnościowej? I po ktorej stronie stanąłbym, gdyby tylko takie ugrupowania kandydowały w wyborach? Dziwne, ale po sześciu piwach gotów byłbym niemal przyznać, że darzę sympatią poglądy lewicowe.
Obywatele Czeskiej Republiki przysłuchiwali się z niejakim zdziwieniem naszym, polskim dyskusjom politycznym. Wyraźnie nie rozumieli, czemu te tematy wzbudzają tyle emocji. Może między innymi dlatego, że u nich komuniści nazywają się komunistami. Komunistyczna Partia Czech i Moraw uzyskała w wyborach w 2002 r. 18,5 procent. Natomiast dwa główne ugrupowania to Obywatelska Partia Demokratyczna, która utworzyła w tej kadencji (od 2006 r.) koalicję z chadecją oraz Czeska Partia Socjaldemokratyczna, która uzyskała ponad 32 procent w wyborach 2006 roku, co dało jej 74 mandaty na 200.
Powtarzałem też moim czeskim przyjaciołom, żeby nie wierzyli we wszystko to, co dociera do ich uszu (ewentualnie oczu) na temat Polski. Bo spotakłem się z opiniami samych Czechów, że w Polsce to już w szkołach naucza się kreacjonizmu, wpajając dzieciom do głów, że ludzie pojawili się na Ziemi sześć tysięcy lat temu. Słysząc takie opinie, łatwo zrozumieć, jak powstają stereotypy. A dzisiejsze stereotypy na temat Polski powstają przede wszystkim dzięki nadaktywności klanu Giertychów, zwłaszcza seniora, który nie może pogodzić się z tym, że junior gra pierwsze skrzypce oraz dzięki antypisowkiemu (antykonserwatywnemu) nastawieniu wielu rodzimych i obcych publicystów.
Tak zatem, dzielnie, przy niejednym kuflu piwa, broniłem dobrego imienia naszego kraju, chwaląc jednocześnie postawę Czechów podczas szczytu Unii Europejskiej, na którym popierali nas w walce o pierwiastek. To budziło lekkie oburzenie, bo wielu Czechów jest zdania, że nie mieli tu nic do ugrania. Grymas dezaprobaty pojawiał się także, kiedy wspominana była sprawa tarczy antyrakietowej, na cześć której tamtejsza minister spraw zagranicznych nagrała nawet piosenkę.
Wróciłem do ojczystego kraju. Prostest pielęgniarek nadal trwał. Dowiedziałem się, że wszystkiemu, co złe w Polsce są winne szatany o medialnych buźkach. Od razu zacząłem się zastanawiać, czy cytat z tej wypowiedzi premiera dotarł w jakiejś formie do wiadomości moich przyjaciół w Czechach i jakich zabiegów ekwilibrystycznych musiałbym użyć, żeby racjonalnie wyjaśnić jego sens, o ile takowy istnieje. Ciężkie zadania mnoży przed koalicja przed ludźmi przejętymi opinią na temat Polski za granicą.
Dalej będę walczył z tymi rodzącymi się stereotypami. Ale, niestety, nie jest stereotypową opinią to, że upolitycznia się nasze myślenie i nasza codzienność. A podziały polityczne są w dużej mierze zafałszowane przez ludzi z poprzedniej epoki, do ktorych zaliczają się i Kaczyńscy, i Kwaśniewski, i Tusk do spółki z Rokitą. Wydaje im się, że mają monopol na władzę jeszcze na najbliższe dwadzieścia lat. Śmiem twierdzić, że się rozczarują, bo młodzi nie chcą się wiecznie wstydzić przed rówieśnikami z innych krajów za politycznych dziadów.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)