"On zawsze był przygotowany, wszystko rozpisane w najdrobniejszym szczególe (...) Ciężko mi się słucha informacji o tym, że mógł nie znać lotniska w Smoleńsku. (...) Drugiego podwładnego, który tak często jak Protasiuk latałby do Smoleńska, nie miał. – Był tam co roku przy okazji rocznicy zbrodni katyńskiej. Czasami nawet leciał do Smoleńska dwa razy. Lotnisko znał świetnie – zaznacza Raczyński. (...) Był zdyscyplinowany, słuchał poleceń i wypełniał je – dodaje pułkownik."
http://www.tvn24.pl/1,1652398,druk.html
"Zasugerowaliśmy, żeby się nie zniżali poniżej jakiejś tam wysokości i ewentualnie, jeżeli się zdecydują podejść do lotniska, żeby uważali. Strasznie." (Artur Wosztyl, pilot Jaka-40)
...i gorąco ostrzegany kpt. Protasiuk - a przecież z powodzeniem mógłby służyć za wzór profesjonalisty w Sèvres pod Paryżem - na 2 kilometry przed lotniskiem, z setką VIPów oraz Najważniejszą Osobą w Państwie na pokładzie - beztrosko, brawurowo nurkuje. Nurkuje, bo?
"Bo chciał zobaczyć ziemię..."
Lemingowa Teoria Spiskowa, perfekcyjnie wysmażona (z wyraźnym aromatem i posmakiem postkolonialnych kompleksów). Szkoda tylko, że kompletnie niestrawna.
A jak było naprawdę? Od ładnych paru miesięcy jawi się dość dobrze osadzony scenariusz...
Stenogram, a raczej kompilację stenogramu z różnymi wrzutkami - jak choćby z tą pasującą jak pięść do nosa "dogrywką" z gen. Błasikiem, który "niepostrzeżenie" - niczym Szpieg z Krainy Deszczowców - wszedł do kabiny pilotów - i to wyłącznie po to, by wygłosić jednozdaniowy wykład "O mechanizacji skrzydła", a wszystko to w czasie intensywnych przygotowań do lądowania - nie wypada traktować jako produkt w pełni wiarygodny. Ale wykażmy się jednak odrobiną dobrej woli...
Na wysokości 80 metrów pada komenda: "Odchodzimy". Takiej komendy, szczególnie po otrzymaniu dobitnych ostrzeżeń od pilota Jaka - nie ignoruje się. A Tupolew w sposób zupełnie nienaturalny - dalej obniżał swój lot.
Rysują się tylko dwa racjonalne wytłumaczenia:
a) awaria skutkująca utratą sterowności
Zakładając wiarygodnośc stenogramu - scenariusz taki jest wątpliwy, gdyż członek załogi, który zauważyłby niebezpieczeństwo jako pierwszy - odruchowo reagowałby krzykiem, by powiadomić resztę załogi i wspólnymi siłami jemu przeciwdziałać. Ani śladu po tym w stenogramach.
b) kapitan Protasiuk, widząc co się dzieje, stanął przed wyborem: albo rozbiją się w powietrzu, albo rozbiją się na ziemi. I z wyrachowaniem profesjonalisty przekalkulował i obrał wariant drugi.
A dlaczego zdawał sobie sprawę, że czeka ich rozbicie w powietrzu?
Bo samolot, który od dłuższego czasu im towarzyszył - podczas lądowania wszedł z nimi na kurs kolizyjny.
08:29:29 2P Od progu pasa 200 metrów.
08:29:29 KBC Spytaj, czy Rosjanie już przylecieli. (KBC przerywa milczenie, gdy 2P właśnie rozpoczyna zdanie - czyli pytanie jest BARDZO WAŻNE)
08:29:34 2P A Rosjanie już przylecieli?
08:29:37 A (niezr.)
08:29:40 044 Ił dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli.
08:29:44 2P No, rozumiem, dzięki.
08:29:46 2P Słyszałeś?
08:29:46 KBC Fajnie. (powinno być raczej: "Fajnie")
08:29:47 KBC Kto tam jest? (czytaj: Jeśli Ił odleciał, to kogo widzę na radarze?)
08:29:51 2P U ciebie też? (i 2P też go widzi)
Przy takim rozwoju wypadków - fruwające liny zawiesia na filmie Koli stają się nagle integralnym elementem tej układanki. Niestety, nawet taki profesjonalista jak kpt. Protasiuk - nie był w stanie przewidzieć, jakie sceny za chwilę rozegrają się na ziemi...
I nic dziwnego, skoro liczna grupa po dziś dzień niewygodne, dalece niewytłumaczalne kwestie - dla "higieny psychicznej" - ze swej świadomości skutecznie wypiera...
1449
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (11)