22 obserwujących
321 notek
175k odsłon
  273   2

Szczera naiwność - specjalność polskiej dyplomacji

Andrzej Owsiński

Szczera naiwność – specjalność polskiej dyplomacji

Rocznice sierpniowe i wrześniowe są okazją do wznowienia nieustannej dyskusji na temat błędów i osiągnięć polskiej polityki na forum międzynarodowym w ostatnim stuleciu. Do dziś istnieją ciągle żywe spory na temat polityki Piłsudskiego, Dmowskiego a także Becka, osoby o znacznie mniejszej politycznej wadze, ale spełniającej szczególną rolę w polskiej polityce zagranicznej.

Po pierwsze, trzeba stwierdzić że dyplomacja jest tylko narzędziem polityki zagranicznej państwa, a kto ją prowadzi, to jest zależne od wewnętrznych układów politycznych. W Polsce, w początkowym okresie niepodległości, Piłsudski jako Naczelnik Państwa sprawował decydującą rolę, jednakże w trakcie wojny bolszewickiej doszły do głosu stronnictwa profrancuskie, ograniczające polskie ambicje na wschodzie. Koronnym przykładem był traktat ryski, rezygnujący nawet z gotowości do ustępstw ze strony sowieckiej. Po maju 1926 roku polską politykę zagraniczną prowadził osobiście Piłsudski, który, chcąc mieć na stanowisku ministra spraw zagranicznych człowieka całkowicie mu oddanego, wymienił fachowca Zaleskiego na artylerzystę Becka (ta specjalność przydała mu się w czasie rozmowy z Hitlerem, na krzyki którego zareagował: “Panie kanclerzu, niech pan nie krzyczy, ja jestem artylerzystą i hałasu się nie boję”. Co zresztą pokwitował tłumacz Hitlera – Schmidt stwierdzając że jedynym człowiekiem, który nie bał się wrzasków fuehrera był Beck. Mimo wszystko to jednak nie było wystarczające dla fachowego wypełniania funkcji dyplomatycznych. Po śmierci Piłsudskiego Beck samodzielnie przejął zadanie reprezentowania polskiej polityki zagranicznej, traktując ją jako wierne spełnianie woli Komendanta (tak zwracali się do Piłsudskiego tylko najbliżsi współpracownicy z czasów legionowych).

Niezależnie od oceny słuszności polityki, mają znaczenie wypowiedzi, a nawet gesty o charakterze dyplomatycznym, z których rozmówcy wyciągają niekiedy całkiem praktyczne wnioski. Wydaje się że największą zasługą Piłsudskiego jest umiędzynarodowienie problemu polskiego przez przewidzenie “pochodu zwycięstwa z zachodu na wschód” w I wojnie światowej i udziału w niej polskiej szabli.

Wbrew poglądom wszystkich polskich polityków o niekwestionowanych zasługach dla polskiej sprawy, poszukujących oparcia w różnych mocarstwach, jedynie Piłsudski postawił otwarcie sprawę walki o niepodległe państwo polskie. Nie udało mu się wprawdzie stworzyć niezależnej polskiej armii, ale jego inicjatywa wpłynęła na powołanie Legionów Polskich. Udział żołnierza chętnie bijącego się z Moskalami zwrócił uwagę państw centralnych, a szczególnie Niemców, na celowość utworzenia Królestwa Polskiego (nie mylić z “kongresowym”) dla powołania nawet milionowej polskiej armii zastępującej Niemców na froncie wschodnim. Wprawdzie nie było króla, ale skład Rady Regencyjnej mógł budzić zaufanie Polaków, wchodzili do niej niekwestionowani przedstawiciele polskiej elity: arcybiskup Kakowski, książę Lubomirski i hrabia Ostrowski.

Ten fakt wywołał przerażenie u Francuzów, w obawie przed wzmocnieniem niemieckich sił na froncie zachodnim, zastąpionych przez Polaków na wschodzie. Wbrew swojemu stanowisku traktowania sprawy polskiej jako domeny rosyjskiej, zostali zmuszeni do poczynienia gestów w polską stronę z uznaniem polskiego przedstawicielstwa w gronie alianckim, a przede wszystkim powołania polskiej “błękitnej armii”.

Przeciwnicy Piłsudskiego przypisują zasługi w tym względzie Dmowskiemu i polskiemu komitetowi narodowemu. Nie kwestionując ich zasług trzeba stwierdzić, że realia w postaci zagrożenia możliwością wyboru przez Polaków sojuszu z państwami centralnymi, spowodowały zmianę stanowiska Francji.

Przy tej okazji zresztą Piłsudski popełnił dyplomatyczny błąd, odmawiając Besselerowi objęcia dowództwa “milionowej polskiej armii, wyposażonej przez Niemców w najlepszą na świecie broń”. Miał możliwość taktycznego wstrzymania się z odpowiedzią dla przygotowania polskich warunków takiej transakcji. Francuzi byliby zmuszenia do podniesienia ceny przetargowej, a w tej sytuacji uznali, że enigmatyczne określenie Polski jako sojusznika bez żadnych dalszych zobowiązań politycznych wystarczy. Chodziło im głównie o nienaruszenie obowiązków sojuszniczych w stosunku do Rosji. Polska była potrzebna Francji jedynie po to, żeby pokonać bolszewików i przywrócić Rosję zależną od francuskich wpływów.

Stąd wywiódł się drugi błąd Piłsudskiego, który po zwycięskiej wojnie i zawarciu traktatu ryskiego wybrał się do Francji w celu zawarcia sojuszu wojskowego, licząc na zastąpienie w tej roli byłej Rosji. Francuzi jednak ciągle liczyli na upadek bolszewickiej władzy i restytucję “ich Rosji”. Szansą polski było trzymanie Francji w nadziei na dokonanie tego polskimi rękoma, stąd było wskazane zawarcie sojuszu przed podpisaniem traktatu ryskiego. Wtedy cena polskiego uczestnictwa w tym aliansie byłaby zupełnie inna. Należało tylko podtrzymać francuskie nadzieje na polską pomoc “białej Rosji”, faktycznie zaś zrobić to, co leżało w polskim interesie.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka