22 obserwujących
323 notki
175k odsłon
  259   2

AUKUS - realia czy mistyfikacja?

Andrzej Owsiński

AUKUS – realia czy mistyfikacja?

Przypominają się czasy Napoleona, który twierdził że największym wrogiem Francji jest Anglia i dziś też, ale łącznie ze Stanami Zjednoczonymi. Stworzenie wojennego paktu Australii, Wlk. Brytanii i USA stało się powodem do bardzo rozległego wachlarza rozważań na temat jego konsekwencji.

Przede wszystkim dobrze jest wiedzieć, czym ten pakt w istocie jest. Jeżeli jest to dzieło Bidena i jego otoczenia, to możemy sobie darować wszelkie rozważania merytoryczne poza stwierdzeniem, że jest to wstydliwa zasłonka dla kompromitacji afgańskiej, ale przecież nie tylko afgańskiej. Mogą wprawdzie towarzyszyć temu różne gesty, jak np. “zmiana stanowiska w sprawie NS2”, czyli zademonstrowania całkowitego oddania Europy w ręce niemieckie, zdrada Kurdów, wycofanie się z Wenezueli, opuszczenie Ukrainy, Białorusi, czy Trójmorza.

Wszystko to są właściwie puste gesty, bo przecież realnie żadnego poważnego i skutecznego zaangażowania za tymi hasłami nie było. Natomiast jest jeszcze ciągle obecność amerykańska w Niemczech i tylko to się praktycznie liczy, a nie symboliczne obecności w Polsce, krajach bałtyckich, czy na Bałkanach. Ten sam pakt, wymuszony na Bidenie przez Pentagon, lub inne wpływowe ośrodki, nabiera zupełnie innego znaczenia.

To są niezbędne informacje dla wszystkich zainteresowanych, zarówno w zasięgu NATO, jak i innych paktów regionalnych. Oceniając jego znaczenie, nie na podstawie przypuszczeń, lecz rzetelnej wiedzy, trzeba mieć na uwadze bardzo istotny czynnik, decydujący o amerykańskiej polityce. Są nim grupy interesów, sterujące, a nawet kształtujące charakter i obsadę amerykańskich rządów. Obserwujemy to obecnie na podstawie porównania rządów Bidena i Trumpa, a także stojących za nimi, przynajmniej formalnie, partii politycznych. W stosunku do USA nie można stwierdzić istnienia stałej podstawy imperialnej polityki, jaką charakteryzowała niezmienna zasada brytyjskich działań imperialnych do początków XX wieku.

Amerykanie nie wykorzystali dwóch okazji do stworzenia Pax Americana, zarówno po pierwszej jak i po drugiej wojnie światowej. Zawalili szczególnie w tej drugiej, w której Roosevelt okazał się najlepszym agentem Stalina.

Dzisiaj, o takiej pozycji, jaką mieli wówczas, nawet marzyć nie mogą, a czas działa przeciwko nim. W efekcie mamy sytuację stałego stanu zagrożeń nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, lecz dla całego świata kultury chrześcijańskiej. Oczywistość tej groźby powinna dyktować kierunek postępowania zarówno Ameryki, jak i Europy. Niestety tak nie jest, mamy ciągle kilka ośrodków działania w różnych partykularnych, a nawet pozornych interesach.

Stan spadku po amerykańskiej działalności nie jest zachwycający, a nawet może wywoływać przerażenie niekonsekwencją i prostą nieudolnością. Na dalekim wschodzie wprawdzie udało się przekupić Japończyków odstępstwem od reparacji wojennych i efektywną pomocą w rozwoju gospodarki. Koreańczycy rzuceni na pastwę komunistom musieli sami walczyć o swoje państwo, gdyby jednak nie inicjatywa MacArthura i Ridgwaya to spotkałby ich los Wietnamczyków. A i tak zostali powstrzymani w momencie zwycięstwa i oddano część Korei bolszewickiemu reżymowi. Najgorsze zaś było to, że Amerykanie, mając możliwość wejścia do Chin w ślad za wycofującymi się Japończykami, pozwolili, żeby Mao, wspierany przez Stalina, zajął całe Chiny kontynentalne, a dziś spijają gorzkie owoce tego niedbalstwa.

Na bliskim wschodzie pozwolili Sowietom na przejęcie wpływów w roponośnych krajach, zamiast mobilizowania ich przeciwko wojującym bezbożnikom. Klasycznym przykładem może służyć Irak, w którym, mimo dwu totalnie zwycięskich wojen, z dopadnięciem Saddama Husajna włącznie, nie udało się stworzyć państwa przywiązanego do amerykańskiego rydwanu. Anglicy zapewne w tej sytuacji podzieliliby Irak na prowincje, chociażby sunnicką, szyicką i kurdyjską, pełniąc rolę rozjemcy i nadzorcy. Podobnie próba stworzenia układu proizraelskiego z krajów płn. Afryki przyniosła rezultat przeciwny do zamierzonego. Zresztą sama pozycja Izraela budzi pytanie: jakie realnie miejsce znajduje w amerykańskiej polityce?

Amerykańskie kapitały i rynek zbytu stworzyły potęgi gospodarcze z małych enklaw Hong Kongu, Singapuru, a nawet Makao. Nie widać tego w Izraelu mimo nieskrywanej usłużności amerykańskiej administracji. Pod względem poziomu dochodu na mieszkańca znajduje się on dopiero na 35 miejscu w światowym rankingu. Czyżby to oznaczało, że chodzi tylko o bazę wypadową na bliskim wschodzie?

Takich zagadek i niejasności w amerykańskiej polityce światowej jest wiele, z Europą na czele, w której, mimo jak najgorszych doświadczeń wersalskich, ponownie ulokowano wszystkie nadzieje w Niemczech, poparte wielkim kapitałem i otwarciem swego rynku z oczywistą szkodą dla amerykańskiego przemysłu. Niemcy, uzyskawszy amerykańską osłonę militarną, zrezygnowały z wydatków wojskowych, zaś z wdzięczności za wszelkie beneficja rozpoczęły tworzenie nie tylko konkurencyjnego, ale wręcz nieprzyjacielskiego układu z Rosją, jak przed wojną. Niezadowolenie Trumpa odbiło się afrontami w stosunku do pani Merkel i to wszystko. Nawet symboliczne w zasadzie sankcje z tytułu NS2 zostały przez Bidena wycofane, licząc może na niemiecką łaskawość.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka