22 obserwujących
352 notki
185k odsłon
  126   1

Nie dajmy się zwodzić "powierzchni zjawisk"

Pozostaje problem znacznie ważniejszy, a mianowicie czemu ma służyć kampania przeciwko chrześcijańskiej kulturze. To ostatnie sformułowanie ma szczególne znaczenie w związku z tym, że bezbożna napaść nie obejmuje innych kultur, wywodzących się z ich religijnych korzeni: - judaizmu, islamu, buddyzmu itd. mimo niejednokrotnie znacznie ostrzejszych reguł w pojęciach rodziny, wyborów seksualnych, czy ochrony życia nienarodzonego. Wyraźnie zatem chodzi o zniszczenie wyłącznie świata zwanego cywilizacją łacińską czy łacińsko grecką, a w praktyce – świata białych ludzi.

Kto może wynieść korzyści z sukcesu tej ofensywy? Naturalnym odruchem jest wskazanie na samych zainteresowanych, a szczególnie na ich aktywną w napaści część, mogą wchodzić w grę wspierający ich multimiliarderzy, którzy liczą na stworzenie posłusznej im masy roboczej i konsumpcyjnej. Nie należy wykluczyć, że takie zamiary istnieją, jednakże ich realizacja wymaga znacznie większych sił aniżeli obie te grupy mogą zmobilizować.

Być może, że jest to metoda torowania drogi dla świata muzułmańskiego, który chce wejść do Europy i uczynić z niej swoje dominium. Oczywiście jest możliwe takie nasycenie krajów europejskich imigrantami islamskimi, że ten cel się osiągnie. Jest tylko jedno zastrzeżenie, a mianowicie, że świat muzułmański nie posiada ani odpowiednich rezerw ludzkich, ani przede wszystkim możliwości pozytywnego tworzenia dominium na skalę ogólnoeuropejską. Sami są źle zorganizowani i wewnętrznie zbyt skłóceni, stać ich niewątpliwie na destrukcję, ale nie na konstrukcję. Ponadto celem działania jest nie tylko Europa, ale i Ameryka, do której im znacznie trudniej się dostać.

Wygląda raczej na to, że ten świat jest raczej używany jako narzędzie destrukcji, a jego rola skończy się kiedy będzie już ułatwiony dostęp do opanowania świata naszej kultury. Islamowi grożą ponadto skutki redukcji znaczenia ropy naftowej jako nośnika energii. Trzeba będzie wtedy wrócić pod namioty, a za to będzie można oglądać ruiny najwyższych domów na świecie i sztucznych wysp, tak jak oglądamy ogrody Semiramidy. Dobrodziejstwo ropy naftowej może stać się pułapką, w którą wpadną nie tylko kraje arabskie, ale też i Rosja. Wygląda to na fantazję, ale jest całkiem realne i wtedy nastanie epoka tych, którzy lepiej i na większą skalę wykorzystają zdobycze nauki i techniki.

Obserwując współczesne stosunki nietrudno zgadnąć kto to będzie.

Dla współczesności nie tylko Chiny, lecz cała daleko wschodnia Azja to przede wszystkim źródło tanich gadżetów, które kupuje się bez miary. Tworzymy z tego góry bezużytecznych, a nawet niebezpiecznych śmieci i kupujemy nowe, ciesząc się, że jest tanio, ale tylko przez chwilę, żeby zamienić na nowe. W ten sposób wpadliśmy w pułapkę, bo w końcu trzeba będzie zapłacić z nadwyżką za taką zabawę. I już nie wystarczą zamki, pałace, dzieła sztuki, trzeba będzie oddać wszystko i przyjąć rolę Indian, jeżeli nabywcy ją w ogóle zaakceptują, a nie wyznaczą pozycję murzyńskich niewolników.

Patrząc z perspektywy współczesnej wyniosłości, szczególnie w wydaniu unijnej hierarchii, wydaje się to niemożliwe, tak jednak patrzyli Rzymianie na barbarzyńskie ludy nadciągające do Europy. Mówi się często o osłabieniu biologicznym rdzennej ludności Europy, ale przecież nie wykorzystujemy twórczych jej możliwości, gubiąc się w wewnętrznych przepychankach i budując sobie najwymyślniejszy luksus życia kosztem tychże samych Europejczyków. Wszelkie objawy tworzenia solidarnej wspólnoty są natychmiast tępione na rzecz obrony nadanych sobie przywilejów ze strony warstw rządzących Europą, promujących postawy antychrześcijańskie jako gwarancję swego utrzymania. Nie dostrzega się nawet takiej oczywistości jak łukaszenkowsko-putinowska dywersja na polskiej, a właściwie unijnej granicy.

I to jest właśnie droga do upadku, który nie jest wcale nieuchronny, ale wywołany postawą współczesnych “właścicieli UE”. Jesteśmy w UE w drugiej, a może i trzeciej kategorii, naszym zadaniem jest służyć możnym i pokornie znosić ich fanaberie. Za wierną służbę i ciężką pracę otrzymujemy wynagrodzenie, które, zestawione z sowieckim łagrem, w którym między innymi z łaski zachodniego świata przebywaliśmy pół wieku, jest już swego rodzaju dobrobytem.

Ale to nie jest najgorsze, zapatrzeni w “powierzchnię zjawisk” przejmujemy krótkowzroczność uprzywilejowanych, przekonanych że tak będzie stale. Nie widzą że zwiastuny klęski już są w Europie i że może ona nadejść wcale nie za długo.

Drobny zdawało by się przykład z białoruskiej granicy świadczy o tym, że chcąc obronić się przed widmem totalnej klęski trzeba nareszcie naprawdę “odmienić oblicze tej ziemi”. I to jest istota rzeczy dla której warto poświęcić czas i wysiłki, a jak trzeba będzie, to i więcej.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale